Literatura

Tkanka życia, tkanina poezji

Fontanna Diana na Rynku we Lwowie
Rzeczpospolita, JM Józef Maria Ruszar
Wydany niedługo przed śmiercią tom Zbigniewa Herberta „Epilog burzy” zamyka wiersz „Tkanina”. Ze względu na usytuowanie w ostatnim tomie pozostaje symbolicznie ostatnim słowem poety.
To wiersz złożony, bardzo liryczny w wyrazie i syntetyczny w konstrukcji, zakorzeniony w tekstach kultury. Z drugiej strony „Tkanina” jest utworem niezwykle prywatnym: mówi o intuicji wieczności, która rodzi się w człowieku przed śmiercią, o nieskończoności i skończoności „kruchej pamięci, sumienia, wierności”
Wiersz ten łączy w sobie tak wiele linii istotnych dla twórczości Herberta, że pozwala się odczytywać jako zamierzona summa poetycka. Poprzez drobne metafory odsyła do fraz z dziesiątków wierszy poety. [i][b]Tkanina[/b]
Bór nici wąskie palce i krosna wierności oczekiwania ciemne flukta więc przy mnie bądź pamięci krucha udziel swej nieskończoności Słabe światło sumienia stuk jednostajny odmierza lata wyspy wieki by wreszcie przenieść na brzeg niedaleki czółno i wątek osnowę i całun[/i] [srodtytul]Spotkanie z Parkami[/srodtytul] Perspektywa wiersza jest przedśmiertna, dla człowieka, który tutaj mówi, drugi brzeg jest „niedaleki”. Praca mitycznych prządek determinujących ludzkie życie dobiega końca. W mitologii greckiej i rzymskiej los człowieka to splot wielu nici osnutych zawsze na tej najważniejszej, wyznaczającej czas indywidualny. Nić żywota przędą greckie Parki (rzymskie Mojry) i jej długość jest rozmaita, zależy od przeznaczenia, którego nie znamy. Kloto przędzie nić życia, Lachesis przydziela los i strzeże nici, a Atropos (Nieodwracalna) przecina ją, gdy nadchodzi czas śmierci. Tkanina przedstawia życie – mówi symbolika różnych kultur: greckiej, rzymskiej, indyjskiej – i chodzi w jej znaczeniach przede wszystkim o to, że splata dwa jego zasadnicze plany: biologiczno-egzystencjalny i metafizyczny. Plan pierwszy przynależy do człowieka, to on jest tkaczem swojego życia determinowanego biologią („żywą plazmą”, jak gdzie indziej powie Herbert). W tkaninie egzystencji przeplata się nić bierna (osnowa) z nicią aktywną (wątkiem), samo zaś tkanie jest tworzeniem, wzrostem, dziełem. Drugi, symboliczny, plan tkaniny to jej aspekt transcendentalny. Dla kogoś, kto jest obdarzony intuicją mistycznego wymiaru zjawisk, konkretny świat jest jakby kurtyną ukrywającą jego prawdziwy i głęboki wymiar. Symbolizuje więc tkanina połączenie materialnego z duchowym, życia ze śmiercią, a także śmiertelno-nieśmiertelną dwoistość każdego istnienia. Ten uniwersalny sens Herbert klasyk przywołuje w wierszu, począwszy od tytułu poprzez wieloznaczną rekwizytornię: krosna, wątek, osnowę, czółno i całun będący tkaniną związaną z symboliką śmierci. Dodajmy do tego jeszcze „światło” i „brzeg niedaleki” oraz zamierzoną w tekście podwójność semantyczną metafor. Na przykład: czółno z jednej strony przynależy do warsztatu tkackiego, z drugiej zaś jest aluzją do łodzi Charona przewożącej zmarłych przez Styks. „Krosna wierności” to już nie tylko warsztat mitologicznych prządek, ale i przywołanie pracy Penelopy, która tkała całun, „giezło grobowe dla herosa Laertesa, wielką delikatną tkaninę”, jak pisze Homer w V Pieśni „Odysei”. Uwyraźniając w wierszu kontekst antyku, mitologii i „Odysei”, uruchamia poeta równolegle zaplecze tradycji biblijnej. Ono tkwi w strukturze głębokiej metafor, jest raczej przywoływane, niż artykułowane bezpośrednio. Do chrześcijańskiej sfery kultury odsyła metafora „światła odmierzającego (...) wieki”, które kojarzy się ze światłem wiekuistym, i „całun” przywołujący całun turyński. Wreszcie sama czynność tkania, podczas którego wielokrotnie przeprowadza się wątek przez osnowę, ewokuje kształt krzyża, podstawowego symbolu chrześcijaństwa. Nim bowiem powstanie tkanina, nici wielokrotnie krzyżują się ze sobą. [srodtytul]Ocalająca pamięć[/srodtytul] Herbert umieścił indywidualny los podmiotu w odwiecznym porządku kultury. Na tej uniwersalnej płaszczyźnie utworu eksponuje wątek jednostkowy: życie i umieranie konkretnego człowieka z wiersza, który swoją poszczególność zaznaczył jedynym w tekście zaimkiem pierwszoosobowym: „przy mnie bądź”. Podmiot wie, że jego życie dobiega końca, skoro trzeba się przenieść – jak mówi – „na brzeg niedaleki”. Swój obecny stan określa jako „oczekiwania ciemne flukta”, co można rozumieć jako przypływy oraz odpływy lęków, cierpienia i niepokoju. W centrum jego myślenia znajdują się wartości ludzkie: wierność, pamięć, sumienie, serce. I znów – co charakterystyczne dla poezji Herberta, szczególnie dla jego dość licznych utworów mówiących o śmierci – na krok przed śmiercią nie szuka pocieszenia w Bogu, nie zaklina bogów, by przedłużyli nić żywota, nie skarży się na nieuchronność losu. Zwraca się ku ludzkiemu światu, w nim widząc sens i możliwość nieśmiertelności. Prosi: [i]więc przy mnie bądź pamięci krucha udziel swej nieskończoności[/i] Tu warto dostrzec znaczącą klamrę, która spina wiersz zamykający poezję Herberta z utworem otwierającym pierwszy jego tom, „Strunę światła”. Oto w „Dwóch kroplach” kochankowie [i]do końca byli mężni do końca byli wierni[/i] i przed śmiercią, zamiast modlitwy, litanii do Boga „szeptali (...) litanię zakochanych”, szukając ocalenia w sobie nawzajem, w drugim człowieku. Tak też czyni podmiot „Tkaniny”: o swoje życie po śmierci prosi nie tyle instancję nadludzką, ile ludzką pamięć, do niej kierując wezwanie. I w tym wierszu, symbolicznie ostatnim, myśląc o swoim istnieniu na drugim „brzegu niedalekim”, kieruje się raczej ku ludzkiemu sumieniu, choć jego światło jest słabe, i ku ludzkiej pamięci, choć krucha. Także ku sercu, które posiada podwójne znaczenie: biologiczne oraz przypisywane mu emocjonalne. Głos wewnętrzny, który słyszy (jednostajny stuk sumienia i serca), przeciwstawia stukotowi krosien, na których Parki odmierzają czas jego życia oraz wszystkiego, co istnieje: [i](...) stuk jednostajny odmierza lata wyspy wieki[/i] Słabe światło sumienia – ludzkiego wnętrza – przedkłada nad światło zewnętrzne, choćby miało być ono światłością wiekuistą, życiem w boskim, nie w ludzkim wymiarze. Tak chyba właśnie należałoby interpretować sens zagadkowo zapisanego, nierozłamanego wewnętrznie wersu: „słabe światło sumienia stuk jednostajny”. Człowiek z wiersza, choć wie, że koniec jest nieuchronny, wcale nie rozstaje się z życiem, jakie zna. Kończy swoje pożegnanie informacją, że zamierza „przenieść na brzeg niedaleki czółno i wątek osnowę i całun”. Tkaniny swojego życia, nawet po drugiej jego stronie, nie powierza ani Parkom, ani Bogu. O lęku przed utratą więzi z ludzkim światem bohater poezji Herberta napomykał wielokrotnie. W wierszu „Przeczucia eschatologiczne Pana Cogito” mówił, że [i](...) chyba wieczność będzie miał gorzką bez podróży przyjaciół książek[/i] W „Modlitwie starców” bał się „astmatycznego sapania dzwonów”. Obiecywał, że będzie wierny ziemi, prosił, by było to możliwe: [i]przemień nas w psy niebieskie kundle o zmierzwionej sierści ćmy o szarej twarzy zagasłe oczy żwiru ale nie daj aby pożarł nas nienasycony mrok twoich ołtarzy powiedz tylko to jedno że potem wrócimy [/i] W „Tkaninie” słychać wyraźnie głos Herberta moralisty, który konsekwentnie umieszczał w centrum swojej poezji ludzkie wartości, aksjomaty humanistycznej kultury budowanej od śródziemnomorza. Autor od pierwszych utworów tłumaczył sens wierności, pamięci, sumienia i perswadował, że choć wydają się one kruche wobec zewnętrznych determinacji (historii, polityki, biologii), ocalają człowieka i przedłużają jego trwanie. W wierszu „Pan Cogito o potrzebie ścisłości” pokazywał, jak dochować przymierza umarłym, przypominał: [i]jesteśmy mimo wszystko stróżami naszych braci (...) musimy zatem wiedzieć policzyć dokładnie zawołać po imieniu opatrzyć na drogę w miseczkę z gliny proso mak kościany grzebień groty strzał pierścień wierności amulety[/i] W „Tkaninie” podmiot deklaruje swoją wierność naszemu światu, ale też staje się oczywiste, jak jemu samemu potrzebna jest wierność ludzkiej pamięci. Właśnie w niej ma nadzieję istnieć po śmierci. Reszta jest niewiadomą. Bo – jak napisał Herbert w utworze „Czas” – „(...) nie wiem zaiste, co mi jest dane, a co odjęte na zawsze”. [srodtytul]Polski bór[/srodtytul] Pora na wysłuchanie poety historii, komentatora i sędziego dziejów, tych dawnych i tych najnowszych. Do tego nurtu liryki Herberta odsyła pierwsza metafora „Tkaniny” – „bór nici” oraz „krosna wierności”. Skojarzenia wiodą ku tzw. „wierszom partyzanckim” Herberta, utworom o smoleńskim lesie, o zabitym w Katyniu stryju, o guzikach z „wojskowych płaszczy i mundurów” („Wilki”, „Guziki”...). Te tropy prowadzą bezpośrednio do wiersza poświęconego pamięci Zbigniewa „Bynia” Kuźmiaka („Piosenka”): [i]Znów deszcz ze śniegiem – co on tka na wielkich krosnach wczesnej zimy sznur chłopskich wozów w skrzyniach z sosny poległych w lasu głąb zwozimy[/i] Przywołany utwór stanowi ważny kontekst dla ostatniego wiersza Herberta. Wiersza, który metaforą „boru nici” odsyła do sporej ilości utworów poety, gdzie mowa o historii skazującej ludzi na śmierć w lesie i o obowiązku spoczywającym na żyjących: dochowania przymierza. W jego wierszach bór i las zawsze skojarzony jest ze śmiercią – od utworu „Las Ardeński” z pierwszego tomu po wiersze partyzanckie, „esencja lasu staje się esencją śmierci” („Boski Klaudiusz”). Las to „popiół spalonych traw” („Kościół”), „zwęglony obłok (...) zdradzona wiara pustych schronów” („Las Ardeński”). To także getto nazwane w wierszu „Apel” „lasem pachnącym igliwiem i krwią”. Co ważne, las splata się tu z historią, której mechanizmów podmiot Herbertowskiej poezji często nie może pojąć. W tym miejscu otwiera się ciekawy kontekst interpretacyjny dla wiersza „Tkanina”, uprawomocniony jego inicjalną metaforą „bór nici”. Otóż warto w niej dostrzec proweniencję romantyczną. W literaturze tamtej epoki (u mistycznego Słowackiego, Zygmunta Krasińskiego, Wincentego Pola) nierzadka była wielka metafora przedstawiająca historię w postaci gobelinu, a więc tkaniny. Prawa strona gobelinu była czytelna i wyrazista: tkał ją Bóg, z perspektywy logiki dziejów planu boskiego obraz historii był uporządkowany. Natomiast lewa strona tkaniny była splątanym gąszczem nitek – tak przedstawiała się historia w krótkiej, wąskiej perspektywie planu ludzkiego. Człowiek nie mógł objąć całości sensu obrazu, który jawił mu się – jak w wierszu Herberta – jako splątany „bór nici”. [i]Tekst jest popularną, skróconą formą artykułu zamieszczonego w książce. „Niepewna jasność tekstu. Szkice o twórczości Zbigniewa Herberta 1998 – 2008”, wydanej w Bibliotece Pana Cogito w roku 2009.[/i] [i]Dr hab. Danuta Opacka-Walasek jest wykładowcą na Uniwersytecie Śląskim. Autorka książek: „... pozostać wiernym niepewnej jasności. Wybrane problemy poezji Zbigniewa Herberta” (1998), „Czytając Herberta” (2001), „Chwile i eony: obrazy czasu w polskiej poezji drugiej połowy XX wieku” (2005).[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL