Świat

Teheran grozi Zachodowi

Ofiary zamachu zostały pochowane w poniedziałek w Zahedanie, stolicy prowincji Sistan i Beludżystan
AP
Iran domaga się od Pakistanu wydania sprawców niedzielnego zamachu. Ostrzega też USA i Wielką Brytanię.
Irańskie władze zapowiedziały, że nie darują organizatorom zamachu, w którym zginęły 42 osoby, w tym siedmiu wysokich rangą dowódców Strażników Rewolucji – najpotężniejszej formacji militarnej w Iranie. Teheran zamierza udowodnić, że zamachowcy zostali wyszkoleni w Pakistanie przez brytyjskie i amerykańskie służby. Do Islamabadu ma się udać delegacja, która przedstawi dowody, że korzystali oni także ze wsparcia pakistańskiego wywiadu.
– Za zamachem stoją amerykańskie i brytyjskie służby wywiadowcze. Zostaną podjęte kroki odwetowe, by je ukarać. Zamachowcy mieli, niestety, także bezpośrednie kontakty z wywiadem pakistańskim – oświadczył generał Mohammad al Dżafari, dowódca Strażników Rewolucji. Do przeprowadzenia zamachu przyznała się sunnicka organizacja Dżundallah dowodzona przez Abdulmalika Rigiego. Iran będzie się domagał jego wydania z Pakistanu. Irański prezydent Mahmud Ahmadineżad zadzwonił wczoraj w tej sprawie do przywódcy Pakistanu Asifa ali Zardariego.
– Pakistan i Iran łączą braterskie stosunki, ale obecności terrorystów w Pakistanie nie da się usprawiedliwić – mówił Ahmadineżad. Słowa najwyższego duchowego przywódcy Iranu wskazują jednak, że głównym winowajcą jest Zachód. – Najemnicy światowej arogancji powinni wiedzieć, że system islamski będzie chronił region, bronił lojalnych mu ludzi i ukarze tych, którzy zagrozili ich życiu i bezpieczeństwu – grzmiał ajatollah Ali Chamenei. Irańczycy od dawna oskarżali Zachód o próbę zdestabilizowania sytuacji wewnętrznej w kraju przez wspieranie rebelianckich ugrupowań na terenach zamieszkiwanych przez Kurdów, Arabów, Azerów i Beludżów. Poprzednia administracja USA miała w ten sposób wywierać presję na irańskie władze, które są oskarżane o próbę wyprodukowania bomby atomowej. Teheran nie miał jednak przekonujących dowodów na ingerencję zachodnich służb. Teraz twierdzi, że zamach musiał być inspirowany z zewnątrz, bo ugrupowanie Rigiego miało walczyć w obronie praw sunnickiej mniejszości, tymczasem zaatakowało, gdy Strażnicy Rewolucji chcieli rozpocząć rozmowy z sunnickimi przywódcami. Wśród zabitych jest 30 lokalnych przywódców. – W regionie wszyscy wiedzą, że Dżundallah to ugrupowanie, które można po prostu wynająć. Możliwe, że zamachowcy byli wykorzystani przez pakistańskie służby współpracujące z Amerykanami i samych Amerykanów, którzy prowadzą operacje w Beludżystanie ze swojej bazy Szamsi – mówi “Rz” Fakhar Kakakhel, dziennikarz pakistańskiej telewizji Aaj. USA, Wielka Brytania i Pakistan potępiły zamachy i odrzuciły oskarżenia o wspieranie zamachowców. – Nic nie wskazuje na to, by Wielka Brytania i Stany Zjednoczone próbowały zdestabilizować sytuację w Iranie. Wystarczy popatrzeć, jak się zachowywał Waszyngton w czasie masowych protestów irańskiej opozycji. Prezydent Obama nie chciał udzielić jej wsparcia, bo liczy na pozytywny przebieg negocjacji z Iranem – mówi “Rz” Hussain Abdul Hussain, ekspert brytyjskiego Chatham House. Jego zdaniem Teheran nie ma możliwości odegrania się na USA i Wielkiej Brytanii, a pogróżki są na wewnętrzny użytek. – Iran mógłby wydać rozkaz Hezbollahowi do ataków na Bliskim Wschodzie, ale byłaby to nieproporcjonalna reakcja na niepotwierdzone podejrzenia – przekonuje Hussain. Część ekspertów uważa, że Teheran może wykorzystać zamach jako pretekst do usztywnienia stanowiska w sprawie swojego programu nuklearnego. W poniedziałek w Wiedniu przedstawiciele Rosji, Francji i USA rozpoczęli negocjacje z Iranem, który 1 października wstępnie zgodził się na międzynarodowe inspekcje swoich obiektów atomowych. Szef Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej Mohamed el Baradei stwierdził, że początek rozmów był obiecujący.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL