Mieszkaniowe

Dobry i tani adres bardzo poszukiwany

Rzeczpospolita, Paweł Gałka
„Poszukiwana lokalizacja” – takim hasłem wielu pośredników i właścicieli mieszkań próbuje przyciągnąć klientów do nieruchomości. Ale czy w czasach zastoju w ogóle są adresy, pod którymi lokali brakuje?
Do takich miejsc nie należą Bemowo, Bielany, Ursus ani Włochy. Marcin Jańczuk z Metrohouse przyznaje, że istnieją jednak lokalizacje, w których częściej niż w innych szuka się mieszkania. – Poszukiwana lokalizacja to wyróżniający się pod jakimś względem rejon miasta, dzielnicy, osiedla, z ograniczoną podażą ofert, a tym samym mniejszym prawdopodobieństwem, że szybko dokonamy transakcji – tłumaczy Marcin Jańczuk.
Jakie lokalizacje są dziś najbardziej poszukiwane? Według Krzysztofa Celińskiego, pośrednika z agencji Askel, to przede wszystkim osiedla wzdłuż linii metra. – Ten atut przy tak zakorkowanym mieście jest dla klientów nie do przecenienia – ocenia Krzysztof Celiński. [srodtytul]Przy Filtrach[/srodtytul]
Marcin Jańczuk dodaje zaś, że poszukiwane adresy to także kamienice na Filtrach, Starym Mokotowie, Starym Żoliborzu czy Saskiej Kępie. – Te rejony są postrzegane jako bardziej prestiżowe – tłumaczy przedstawiciel Metrohouse. I dodaje, że ceny mieszkań w tych lokalizacjach tradycyjnie utrzymują się na wysokim poziomie i są odporne na zmiany w koniunkturze. – Wynika to ze specyfiki zabudowy, klimatu miejsca, jego prestiżu i sąsiedztwa – tłumaczy Jańczuk. Dodaje, że właściciele mieszkań w takich miejscach mogą dyktować sztywne ceny, wykorzystując sytuację, że oferty sprzedaży pojawiają się tu rzadziej niż w innych rejonach. Z analiz preferencji klientów, jakie przeprowadziła firma Emmerson, wynika z kolei, że w Warszawie najczęściej preferowane są niezmiennie: Mokotów, Śródmieście oraz Ursynów. Tą ostatnią dzielnicą interesuje się coraz więcej klientów – w ciągu ostatniego roku zainteresowanie Ursynowem wzrosło prawie o 40 proc. – Na drugim końcu znajdują się prawie wszystkie dzielnice po prawej stronie Wisły oprócz Białołęki i Pragi-Południe. Najmniej osób szuka mieszkania w Rembertowie i Wesołej – podaje Marcin Płaziński z działu Badań i Analiz w Emmersonie. Krzysztof Celiński zauważa z kolei, że dzisiejsza sytuacja na rynku ułatwia klientowi wybór mieszkania w dzielnicy, w której naprawdę chciałby mieszkać. [srodtytul]Incydentalne licytacje[/srodtytul] – Wciąż jeszcze można wybrzydzać. W czasach, kiedy podaż była mniejsza, a ceny nierzadko astronomiczne, nabywca, który najchętniej zamieszkałby np. na Mokotowie, rezygnował z tej dzielnicy, bo znalazł tańszy lokal gdzie indziej. I ostatecznie machał ręką na lokalizację. Dziś łatwiej znaleźć na rynku nieruchomość, jaką chcemy, tym bardziej że ceny wciąż można negocjować – dodaje. Według pośrednika z Askel Nieruchomości możliwe do uzyskania rabaty sięgają nawet 10 procent. Nieco inaczej sytuację oceniają eksperci z Emmersona. – Klienci są dziś bardziej elastyczni. W mniejszym stopniu są przywiązani do jednej konkretnej lokalizacji, rozważają różne warianty, poszukują okazji – wyliczają przedstawiciele tej agencji. – Generalizując, można stwierdzić, że w tym roku cena stała się zdecydowanie najważniejsza przy wyborze mieszkania – dodają. Pośrednicy podkreślają też, że chociaż są miejsca, gdzie mieszkań jest mniej, to powrotu do czasów, gdy klienci biją się o lokal, już nie ma. – Jest jednak możliwe, że mieszkanie, które ma atrakcyjną cenę, a do tego dobrą lokalizację, przyciągnie kilku klientów – nie ukrywa Marcin Jańczuk. Potwierdza to Krzysztof Celiński: – Incydentalnie zdarza się, że sprzedający, który dostanie kilka propozycji, urządza coś w stylu minilicytacji. Umawia się z kilkoma klientami i sonduje, kto da więcej, odwlekając podjęcie decyzji – przyznaje pośrednik. A Marcin Płaziński ocenia, że rywalizacja klientów o jedno mieszkanie jest bardziej uzależniona od koniunktury na rynku niż od lokalizacji nieruchomości. – Jeśli nabywcy w przyszłości oczekują wzrostu cen, to będą w stanie walczyć o kupno mieszkania już dzisiaj – tłumaczy ekspert z Emmersona. – Dziś powszechne są jednak sytuacje odwrotne, gdy w toku negocjacji cena transakcyjna ustalana jest od 5 do nawet 25 proc. poniżej ceny ofertowej – dodaje.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL