Piłka nożna

Idzie pogrzeb

Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Kibice nie kupują biletów na mecz Polska – Słowacja. To akcja przeciw PZPN. - Będziemy z wami duchem i myślami - mówią jej organizatorzy.
– Przepraszamy piłkarzy, niech nam wierzą, że nie protestujemy przeciwko drużynie, z którą zawsze jesteśmy na dobre i na złe. Będziemy z wami duchem i myślami, chcemy waszego zwycięstwa, ale nie możemy się pogodzić z tym, co z polskiej piłki robi PZPN – mówi jeden z organizatorów akcji „Pusty stadion”.
O akcji głośno jest od kilku tygodni. Zaczęło się od powstania strony internetowej koniecpzpn.pl, na której można było się przyłączyć do bojkotu ostatniego meczu eliminacji mistrzostw świata. Po wpisaniu adresu pojawiają się zdjęcia Grzegorza Laty, Antoniego Piechniczka, Stefana Majewskiego, Zdzisława Kręciny i Jerzego Engela z pytaniem: „czy chcesz, żeby oni dalej rządzili polską piłką?”. [wyimek]Na stronie internetowej koniecpzpn.pl zarejestrowało się 100 tys. kibiców[/wyimek]
Lato wygląda na niedysponowanego, Kręcina ma oczy zasłonięte czarnym paskiem. „Polskie kluby kończą grę w europejskich pucharach w sierpniu, w reprezentacji grają piłkarze rezerwowi w swoich zagranicznych klubach, Wrocław to miasto, które co kilka dni gości znanych ludzi futbolu. Nie wystarczy śpiewać j... PZPN. Zacznijmy w końcu działać, my prawdziwi kibice” – piszą organizatorzy akcji. Do wczoraj zarejestrowało się ponad 102 tysiące fanów. To, co będzie się działo pod stadionem, to podobno dopiero początek. – W Chorzowie po raz pierwszy pokażemy się publicznie. Będziemy w koszulkach ze skreślonym znakiem PZPN, będziemy rozdawać ulotki informujące, przeciwko czemu protestujemy, będziemy wreszcie głośni, bo weźmiemy ze sobą megafony. Prezesowi Grzegorzowi Lacie wręczymy prezent-niespodziankę – tłumaczy rzecznik prasowy inicjatywy Filip Gieleciński. Koordynator akcji Bartosz Alechnowicz dodaje: – W Chorzowie rozwiesiliśmy plakaty, które jednak ktoś szybko usuwał. Rzecznik prasowy PZPN nazywa nas chuliganami, czyli nie ma szacunku do kibiców reprezentacji, którzy są niemal na każdym meczu i podróżują za drużyną. Ta akcja jest nie przeciwko piłkarzom, ale przeciw PZPN. Zawodnicy nie poprą nas tylko dlatego, że mają zakaz krytykowania federacji. Jeśli byłoby inaczej – płaciliby kary. „Koniec PZPN” to na razie inicjatywa, ale jak zapewniają ludzie związani z tą akcją, jeszcze w tym tygodniu zostanie oficjalnie zarejestrowana w sądzie jako stowarzyszenie. Wczoraj w Łodzi ustalono statut i wybrano władze. Wszystko po to, by móc organizować oficjalne marsze i protesty oraz by przyjąć pomoc finansową sponsorów. Podobno są już dwie firmy skłonne wydawać pieniądze, trzecia chce pomagać w inny sposób. Atakowanie PZPN jest tak modne, że akcję popierają stowarzyszenia zupełnie niezwiązane z futbolem, jak choćby Internowani.pl, będące centrum informacji na temat internowań w latach 1981 – 1982. „Koniec PZPN” na razie zaplanowała jeszcze jeden happening: „Akcja znicz”, który ma się odbyć na początku listopada. Pod okręgowymi związkami piłki nożnej zostaną złożone wieńce pogrzebowe, bo ma to być pogrzeb polskiej piłki. – Marsz na siedzibę PZPN w Warszawie może wymagać większego przygotowania. Ludzi, którzy będą chcieli wziąć w nim udział, jest dużo, wymagana będzie zgoda od władz miasta – mówi Gieleciński. Pomysłodawcy akcji zdają sobie sprawę, że PZPN jest organizacją niezależną od rządu i wpływów z zewnątrz. Twierdzą jednak, że hasło „w jedności siła” może spowodować upublicznienie wydatków federacji i wpłynie na rozsądniejsze dysponowanie finansami. – 700 tysięcy złotych na upominki, 200 tysięcy na szkolenie trenerów, tak być nie może – mówi Alechnowicz. PZPN sprawę ignoruje. – Sama nazwa „Koniec PZPN” sprawia, że nie mamy z kim rozmawiać. To jakaś grupa próbująca terroryzować opinię publiczną, być może powiązana z grupą polityczną, która chciałaby przejąć władzę w PZPN. Jak im się federacja piłkarska nie podoba, to jeśli mają szmal, niech założą nową – tłumaczy rzecznik PZPN Janusz Atlas. Atlas nie dysponuje informacją, ile biletów zostało sprzedanych na jutrzejszy mecz ze Słowacją w Chorzowie. Nieoficjalne źródła mówią o 4 tysiącach wejściówek kupionych przez Słowaków i takiej samej liczbie biletów dla polskich kibiców, łącznie z gośćmi zawodników. Piłkarzom proponuje się dodatkową pulę. – To może podzielmy sektorami. Ja wezmę od zegara do wieży – żartował wczoraj Wojciech Kowalewski. Żaden z reprezentantów nie rozumie protestu, trener Stefan Majewski uważa, że bojkotować meczu nie mogą prawdziwi kibice. – To wszystko ma wpływ na naszą grę. Jeszcze przed hymnem słyszymy, co trzeba zrobić z PZPN – mówi Ireneusz Jeleń. Nie bez znaczenia dla bojkotu jest też zapewne decyzja o utrzymaniu cen biletów. Najtańsza wejściówka na ważny już tylko dla Słowaków mecz kosztuje 40 złotych, czyli tyle samo co na spotkania rozgrywane wówczas, gdy Polacy mieli jeszcze szansę na awans. – Nikt na zarządzie nie zgłosił pomysłu, by obniżyć ceny. Pamiętajmy jednak, że nawet kiedy kochana przez wszystkich drużyna Jerzego Engela kończyła wygrane eliminacje meczem z Ukrainą, w kasach pozostało 20 tysięcy biletów, bo o sukcesie wiadomo było już wcześniej – mówi Atlas. Rzecznik prasowy PZPN wcześniej straszył tym, że bojkot meczu reprezentacji może doprowadzić do odebrania Polsce praw organizacji mistrzostw Europy w 2012 roku. [i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: [mail=m.kolodziejczyk@rp.pl]m.kolodziejczyk@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL