fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo autorskie

Niełatwa sztuka wykazania fałszywki

Fotorzepa, ms Michał Sadowski
Oświadczenie wybitnego malarza, że wprowadzony na rynek obraz nie jest jego autorstwa, nie wystarcza sądowi do uznania, że to podróbka, i zarządzenia jej zniszczenia
Takie uzasadnienie usłyszał Stasys Eidrigevicius, wybitny malarz i plakacista mieszkający w Warszawie, którego dzieła bywają często fałszowane.
W tym wypadku poszło o fałszywkę pasteli pt. „Twarz”, która była przedmiotem prokuratorskiego śledztwa. Wstawiono ją do jednego ze znanych stołecznych domów aukcyjnych. Prokuratura musiała umorzyć postępowanie z powodu niewykrycia sprawcy oszustwa, ale wystąpiła do sądu karnego o orzeczenie przepadku podróbki i jej zniszczenie. Taką możliwość przewiduje [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr?id=71275]prawo autorskie [/link](obok odpowiedzialności stricte karnej), chociażby fałszywy utwór nie był własnością sprawcy. Chodzi po prostu o to, by podróbka nie pozostawała dłużej w obrocie.
Sąd nie uwzględnił jednak wniosku prokuratury. Uznał bowiem, że w gruncie rzeczy nie dysponuje ona żadnym dowodem wskazującym, iż faktycznie obraz nie jest oryginalnym dziełem Stasysa Eidrigeviciusa. – Stwierdzenie malarza, jakoby sposób malowania i zestawienia kolorów były mu obce, a jego podpis na obrazie był sfałszowany, nie może być uznane za wystarczający dowód fałszerstwa. [b]Gdyby sąd uwzględnił wniosek prokuratora i zarządził zniszczenie zakwestionowanego obrazu, w skrajnym wypadku mogłoby to oznaczać, że unicestwiono dzieło oryginalne[/b], mające legalnego właściciela – stwierdził warszawski Sąd Rejonowy. – Dla mnie oświadczenie twórcy, że to nie jego dzieło, powinno być rozstrzygające: jest to falsyfikat – uważa adwokat Wojciech Orżewski, pełnomocnik malarza. Sam Stasys Eidrigevicius nie kryje wzburzenia w rozmowie z dziennikarzem. – Cały talent, całe życie poświęcam sztuce, a fałszerze produkują falsy, podrabiają podpis i oszukują nabywców obrazów, że to np. Stasys. Zarabiają na tym kokosy – powiedział „Rz” artysta. – Od 2000 r. odkryłem wiele falsyfikatów. Bulwersuje mnie fakt, że taki proceder kwitnie. Na targowisko na Kole [warszawska giełda staroci – przyp. aut.] wezwałem policję – przyjechali, a oszuści schowali falsyfikat. Taki proceder to jak fałszowanie pieniędzy – będę pisał do prezydenta RP, żeby uchwalono ostre kary dla fałszerzy. [wyimek]Czy autentyczność obrazu powinien stwierdzać jego twórca czy także biegły?[/wyimek] Podobna kwestia pojawiła się całkiem niedawno w podobnej, głośnej sprawie, będącej pokłosiem dziennikarskiej prowokacji – sprzedaży sfałszowanego pastelu (pisaliśmy o tym: [link=http://www.rp.pl/artykul/366102.html]„Prowokacja przeżyła Starowieyskiego”[/link], „Rz” z 21 września 2009 r.). Występująca tam jako biegła Irena Bal, historyk sztuki, zeznała, że gdyby twórca (Starowieyski) powiedział, iż pastel jest jego autorstwa, powinno to przeciąć spór: fałszywka czy oryginał. Innego zdania jest (występujący w tamtej sprawie) adwokat Roman Nowosielski. – Deklaracja twórcy nie wystarcza do takiego rozstrzygnięcia, potrzeba opinii biegłego. Tak jak w wypadku ustalania ojcostwa – to, że mężczyzna zaprzecza, nie przesądza, że nie jest ojcem. Jest wiele powodów, dla których twórcy nie przyznają się do swoich dzieł.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA