Publicystyka

Słuchać bardziej Boga niż ludzi

Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Sąd nie może odmówić mi prawa do mówienia prawdy. A w moim rozumieniu to, że aborcja jest zabójstwem, jest obiektywną prawdą – mówi metropolita gnieźnieński w rozmowie z Ewą K. Czaczkowską
[b]Rz: Jak przyjął ksiądz arcybiskup wyrok w sprawie Alicja Tysiąc – „Gość Niedzielny”?[/b]
[i]Abp Henryk Muszyński:[/i] Wyrok jest bulwersujący, a uzasadnienie, z tego, co mogłem przeczytać, bardzo pokrętne. Nie bardzo rozumiem, co znaczy, że można wyrażać oceny w sensie ogólnym, ale niekonkretnym, i że oceny moralne nie mogą być wartościujące. Zawsze osąd moralny dotyczy konkretnej osoby, a oceny moralne są wartościujące. Bez wątpienia dotknęły one mocno dóbr osobistych konkretnej osoby, ale jest to postać publiczna. [b]Wyrok w dużej mierze dotyczy języka. Może sąd chciał podkreślić to, czego uczy też chrześcijaństwo: że można piętnować zło, ale nie tego, kto je czyni?[/b]
To św. Augustyn mówił, że należy piętnować grzech, ale kochać błądzących. Ks. Marek Gancarczyk przyznał, że gdy chodzi o sposób, to można było wyrazić się bardziej oględnie. Zgadzam się z tym, bo nie można ranić ludzi, którzy już są bardzo mocno zranieni. Ale jednocześnie nikt, w tym sąd, nie może odmówić prawa do nazywania rzeczy po imieniu i zmusić do operowania eufemizmami. Sąd nie może odmówić mi prawa do mówienia prawdy, bo w moim rozumieniu to, że aborcja jest zabójstwem, jest obiektywną prawdą. Jeżeli przez aborcję niszczy się życie istoty ludzkiej, to jest to zabójstwo. Trzeba rzecz nazwać po imieniu, nie piętnując osoby, której to dotyczy, chociaż zawsze w jakimś stopniu będzie to jej dotykało. [b]Czyli jak mówić?[/b] Bardzo prosto: trzeba wykazać maksimum zrozumienia dla drugiego człowieka, jego dramatycznej sytuacji i ustalić płaszczyznę, na jakiej będziemy rozmawiali: religijną czy ogólnoludzką. Na płaszczyźnie wiary powiemy, że jedynym panem życia jest Bóg. Na płaszczyźnie prawa, że moja wolność kończy się tam, gdzie się zaczyna prawo drugiego człowieka. W przypadku aborcji chodzi o dwie osoby. Trzeba zaakceptować, że jest druga istota ludzka, która jest w sytuacji niewspółmiernie gorszej, bo jest bezbronna. Ostatni dokument watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary „Dignitas personae” mówi o nowych formach dyskryminacji istoty ludzkiej, która nie może się bronić, bo uwzględnia się wyłącznie argumenty jednej strony. [b]Problem polega na tym, że nie każdy uznaje, iż po zapłodnieniu mamy do czynienia z istotą ludzką. Nie ma więc w tej rozmowie punktu stycznego. Jak w takiej sytuacji się porozumieć?[/b] Jest to, powiedziałbym, odwieczny problem. Osoba wierząca musi w pewnym momencie powiedzieć: nasze poglądy się rozchodzą, nie zgadzamy się. Trudno. Muszę bardziej Boga słuchać niż ludzi. [b]Te poglądy rozchodzą się także w wypadku in vitro. Od momentu rozpoczęcia w Polsce debaty na ten temat liczba zwolenników in vitro wzrosła o 20 proc. – aż do 70 proc. To pokazuje, że siła przekonywania Kościoła jest niewielka.[/b] W porównaniu z argumentami przytaczanymi we wspomnianym dokumencie Kongregacji Nauki Wiary nasza debata o in vitro jest powierzchowna. Uwzględnia tylko warstwę emocjonalną, a często nie dotyka istoty rzeczy. Boli mnie, gdy widzę, że sprawę sprowadza się prawie wyłącznie do płaszczyzny bezdzietnych małżeństw, co jest tylko jednym z aspektów, choć dla tych par niewątpliwie ważnym. Trzeba jednak ten problem widzieć w całej prawdzie. W praktyce stosowanie metody in vitro pociąga za sobą także selektywną aborcję. Nikomu jeszcze nie udało się stworzyć żywej komórki. To jest dzieło Stwórcy. Nie wolno w tej dziedzinie eksperymentować bez ograniczeń, ale trzeba zawsze zachować jak największy szacunek dla życia. Tymczasem człowiek wkracza w dzieło stwórcze Boga. Możliwości człowieka są dzisiaj ogromne. Przy respektowaniu norm i zasad etycznych mogą być dla ludzkości szansą, ale w przeciwnym wypadku mogą się stać niebezpieczeństwem większym niż rozbicie atomu. [b]Niebawem w kwestii in vitro dojdzie do rozstrzygnięć ustawowych. Czy jest tu możliwy jakiś kompromis? Zdaje się, że wśród samych biskupów istnieje podział opinii nie co do zasady, że in vitro z moralnego punktu widzenia jest złe, ale co zrobić na płaszczyźnie prawnej, gdy nie można osiągnąć maksimum, czyli w pełni zakazać tej metody.[/b] Według mojego rozeznania nie ma wśród biskupów różnicy zdań co do istoty rzeczy. Trudno przyjąć, aby któryś z biskupów mógł zaakceptować poczęcie człowieka poza wspólnotą małżeńską, pozbawione właściwego każdemu nowemu życiu ludzkiemu kontekstu miłości. Ponieważ chodzi o prawo do życia, które jest dziełem Stwórcy, nie ma w porządku moralnym miejsca na kompromis. W wymiarze prawnym społeczeństwa pluralistycznego nie zawsze uda się osiągnąć maksimum. Stanowisko Kościoła w tej kwestii określiła komisja ekspertów episkopatu do spraw bioetycznych, która stwierdziła, że posłowie zatroskani o ochronę godności człowieka powinni najpierw podjąć działania zmierzające do całkowitego zakazu metody in vitro. Jeżeli takie rozwiązanie zostanie odrzucone, ich etycznym obowiązkiem jest uczestniczyć w dalszym procesie regulacji w celu ograniczenia szkodliwych aspektów ustawodawstwa. Nie jest to równoznaczne z wyborem mniejszego zła, ale z działaniem zmierzającym do ograniczenia szkodliwych skutków ustawy. [b]Katolicy po wyroku w sprawie Alicja Tysiąc – „Gość Niedzielny” obawiają się, że to początek cenzury katolickiej opinii. Ich adwersarzy ostatnio oburza termin „cywilizacja śmierci”.[/b] [wyimek]My, jako Kościół, szanujemy inaczej myślących, ale jednocześnie oczekujemy, że nie nastąpi wywrócenie porządku moralnego, który obowiązywał tu od wieków[/wyimek] A jak nazwać dewaluację życia, jeśli nie cywilizacją śmierci? Jak nazwać fakt, że wartość ludzkiego życia przelicza się na pieniądze? To, że klinikę, w której uśmierca się chorych, nazywa się eufemistycznie Dignitas (godność)? Dla mnie jest to cynizm lub wręcz barbarzyństwo. [b]Spór o życie, o zasady etyczne w Polsce się zaostrza. Kościołowi zarzuca się, że chce ograniczyć wolność inaczej myślącym, narzucić wszystkim własne przekonania środkami prawnymi.[/b] Pierwszy błąd w debacie o aborcji, in vitro polega na tym, że dyskusję sprowadza się na płaszczyznę religijną, gdy jest to spór na płaszczyźnie ludzkiej. Jeżeli ktoś nie uznaje, że z połączenia dwóch komórek narodzi się człowiek, ma do tego prawo. Nie można nie dostrzec przy tym, że również niektórzy ludzie niewierzący, innych wyznań i religii uznają godność ludzką poczętej istoty. Kościół natomiast ma prawo wydawać swój osąd na temat moralnej wartości czynów, bo do tego jest powołany. Broni przecież przykazania „Nie zabijaj”, które – jak wierzymy – jest dziełem Stwórcy, a nie ludzi. Człowiek wierzący ma natomiast obowiązek respektować te zasady moralne w swoim postępowaniu i bronić ich w wymiarze publicznym. Mówiąc „Kościół”, często ma się na myśli biskupów, duchownych, a przecież to także są wierni świeccy, którzy w społeczeństwie demokratycznym mają prawo, by ich racje były respektowane. My, jako Kościół, szanujemy inaczej myślących i mamy prawo się domagać, by w społeczeństwie o kulturze chrześcijańskiej były respektowane wartości, które od wieków w nim obowiązywały. Poddajemy je pod dyskusję, bo nie chcemy ich nikomu narzucać, ale jednocześnie oczekujemy, że nie nastąpi wywrócenie porządku moralnego, który obowiązywał tu od wieków. [b]Ufa ksiądz arcybiskup, że to nie nastąpi? Tendencja w Europie jest zupełnie inna. Prędzej czy później i w Polsce rozpocznie się debata o eutanazji, o związkach homoseksualnych...[/b] Kościół musi się na te debaty przygotować. Z uwagi na silny lobbing na rzecz wartości antychrześcijańskich może się wydawać, że niebezpieczeństwo jest bliskie. Jednakże Kościół w tym wypadku nie broni żadnego ze swoich dogmatów, lecz staje w obronie godności i niezbywalnej wartości życia ludzkiego, trwałego małżeństwa mężczyzny i kobiety jako fundamentu rodziny i przyszłości społeczeństwa. [b]Jan Paweł II już w 1991 roku ostrzegał, że demokracja bez wartości prowadzi do jakiejś formy totalitaryzmu. Dzisiaj, gdy poprawność polityczna staje się nową świecką ideologią, rozumiemy sens tego lepiej. Jest czego się bać?[/b] Zagrożenie jest ogromne, gdyż nie może być demokratycznego systemu bez wzajemnego respektowania ludzi inaczej myślących. W moim przekonaniu chwytem laickiej kultury jest tolerancja. To pojęcie trzeba by zdefiniować, bo gdy chodzi o tolerowanie człowieka inaczej myślącego, to jest minimum. Należy też uwzględnić, że prawem można wymusić tylko minimum poprawności. Dlatego są potrzebne zasady moralne, które kształtują wnętrze człowieka. Prawo nie może zastąpić moralności. Zadanie Kościoła polega na tym, by dać ludziom wiarygodne motywy zaangażowania i realizowania poznanego dobra w wymiarze społecznym w określonych ramach prawnych. Natomiast zadaniem społeczności cywilnej w społeczeństwie demokratycznym jest zagwarantowanie podstawowych praw każdemu człowiekowi.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL