fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Sposób na prywatyzację

Fotorzepa, Bartosz Sadowski BS Bartosz Sadowski
Prywatyzacja pracownicza rozbudziła nadzieje wśród załóg. Pracownicy liczą zwłaszcza na prawo pierwokupu szykowanych na sprzedaż przedsiębiorstw
– Wewnętrzne konsultacje rządowe w sprawie prywatyzacji pracowniczej zbliżają się do końca, a rozbieżności między ministerstwami dotyczą szczegółów – mówi „Rz” wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak. Jego zdaniem ten program może zostać przyjęty nawet na jednym z najbliższych posiedzeń rządu.
Załogi państwowych firm wzięły sobie mocno do serca faworyzowany przez Pawlaka model prywatyzacji pracowniczo-menedżerskiej. Pod wpływem zapowiedzi wprowadzenia prawa pierwokupu przy prywatyzacji uaktywniają się istniejące spółki pracownicze i powstają nowe. A resort gospodarki intensywnie spotyka się w tej sprawie ze związkowcami.
W pełni popieramy ich projekt. Na początku września przedstawiciele ministerstwa zachęcali nas do udziału w prywatyzacji firmy, deklarując chęć pomocy, jeżeli rząd przyjmie korzystne dla nas rozwiązania – mówi „Rz” Marek Bodych, przewodniczący „Solidarności” w Polmosie Józefów. Pracownicy tej firmy założyli spółkę w ubiegłym roku. Już raz startowała do zakupu Polmosu, jednak resort skarbu unieważnił prywatyzację.
Na kolejne podejście zanosi się w październiku – MSP chce ogłosić na nowo zaproszenie dla potencjalnych inwestorów do udziału w przetargu. – Weźmiemy w nim udział – deklaruje Marek Bodych. – Nie jesteśmy jedynymi, którzy mają podobne plany. Rozmawiamy z kilkudziesięcioma kolegami związkowymi z innych spółek, w których istnieje ryzyko niekorzystnej prywatyzacji z udziałem zagranicznych inwestorów. Tam, gdzie jeszcze nie ma spółek pracowniczych, załogi przygotowują się do ich powołania. Tak jest choćby w kopalniach i spółkach energetycznych.
Sztandarowy przykład to Enea, gdzie związkowcy liczą, iż dzięki spółce pracowniczej nie dopuszczą do przejęcia firmy przez inwestora branżowego.
Jednak, jak szacowano, by przedsięwzięcie miało szansę powodzenia, każdy z pracowników musiałby wydać na ten cel ponad 500 tys. zł. Spółkę pracowniczą do zakupu kopalni zakłada właśnie kilkusetosobowa załoga kopalni Silesia w Czechowicach-Dziedzicach. Tu sytuacja jest inna: zakład należący do Kompanii Węglowej próbowano sprzedać już dwa razy, ale bez skutku. Dlatego pracownicy wzięli sprawy w swoje ręce. Może to być o tyle trudne, że będą musieli uzyskać koncesję na wydobycie.
Resort gospodarki dowodzi, że dyskutowane prawo pierwokupu nie wiąże się z preferencjami finansowymi dla korzystających z niego podmiotów. Projekt zakłada, że minister skarbu miałby poinformować spółkę pracowniczą o wynegocjowanej z inwestorami cenie za szykowaną do sprzedaży firmę. Od tego momentu załoga dostałaby 90 dni na złożenie oświadczenia o skorzystaniu z prawa pierwokupu. Gdyby się na nie zdecydowała, musiałaby wziąć udział w prywatyzacji na warunkach ustalonych przez inwestora zewnętrznego.
To jednak związkowców nie odstrasza. Nie wiadomo natomiast, jak do proponowanych rozwiązań odniesie się ostatecznie Ministerstwo Skarbu, które uczestniczy w pracach międzyresortowego zespołu pod kierunkiem Michała Boniego, przygotowującego udogodnienia dla spółek pracowniczych. O ile bowiem z akceptacją wsparcia dla spółek pracowniczych przy wykupie firm od syndyka czy nawet szerszego niż dotąd systemu oferowanych im poręczeń i gwarancji może nie być kłopotu, to trudno sobie wyobrazić, by chciało sprzedawać im firmy, gdyby pojawiły się oferty bardziej konkurencyjne cenowo. Tym bardziej że do końca 2010 r. musi uzbierać z prywatyzacji aż 37 mld zł.
– Dopóki prace trwają, za wcześnie na rozmowy o szczegółach – mówi „Rz” wiceminister skarbu Joanna Schmid. – Resort skarbu jest zobligowany do równego traktowania wszystkich inwestorów.
[ramka][srodtytul]Pracownicze radzą sobie nieźle[/srodtytul]
Jak pokazał kwietniowy raport Najwyższej Izby Kontroli, większość spółek pracowniczych osiąga po prywatyzacji korzystne wyniki finansowe, a tylko nieliczne mają problemy. Zdaniem NIK, oznacza to, że tzw. leasing pracowniczy (oddanie przedsiębiorstwa do odpłatnego korzystania spółce z udziałem pracowników) sprawdza się jako forma prywatyzacji. Zwłaszcza dla niewielkich firm. W latach 2000 – 2007 sprywatyzowano w ten sposób 185 przedsiębiorstw. Tylko w 14 przypadkach prywatyzacja nie powiodła się (spółki nie regulowały płatności, Skarb Państwa musiał rozwiązać umowy). Z kolei w 29 przypadkach zobowiązania finansowe wynikające z umów zrealizowane zostały przed wymaganym terminem. Według danych GUS, w 2008 r. zysk netto osiągnęło 82,9 proc. spółek pracowniczych. Z raportu wynika, że najlepiej udaje się leasing pracowniczy w przypadku firm, których organem założycielskim są wojewodowie. —b.ch.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA