fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Jestem daleki od optymizmu w sprawach końca kryzysu

Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Piotr Mazurkiewicz
Rozmowa z Alexandre Soares dos Santos, prezes grupy Jeronimo Martins, do której należy Biedronka największa sieć handlowa w Polsce
[b]Rz: Czy w przypadku Jeronimo Martins można mówić o kryzysie – w Polsce i Portugalii notujecie stały wzrost obrotów, nie ma mowy o stratach? [/b]
Czujemy jednak negatywne zjawiska, choć może nie w takiej skali, jakiej się spodziewaliśmy. Jeśli chodzi o wyniki w Polsce są znacznie gorsze od naszych prognoz, ale ma to związek z silnym osłabieniem złotówki. Przychody liczone w waszej walucie w I półroczu wzrosły bowiem ponad 30 proc., ale już wyrażone w euro - jedynie kilka. Dlatego z punktu widzenia firmy notowanej na giełdzie w Lizbonie nie jest to doskonały wynik. Z kolei nasze wyniki w Portugalii są lepsze niż się spodziewaliśmy, dlatego mimo wszystko, także z powodu zmiany polityki cenowej, jesteśmy z wyników zadowoleni zwłaszcza, że drugi kwartał był lepszy od pierwszego i spodziewamy się dalszej poprawy. Złotówka też się umacnia, co dla nas jest doskonałą wiadomością.
[b]Czyli można mówić o powolnym końcu kryzysu.[/b]
Tego bym nie powiedział, nie jestem optymistą, jeśli chodzi o jego zakończenie. Rozpoczął się w instytucjach finansowych, ale za jego skalę odpowiadają politycy, którzy często skrajnie nieodpowiedzialnymi wypowiedziami odpowiadają za istny wybuch paniki na rynku. Spadły zakupy, znacząco wzrosło bezrobocie i boję się, co będzie dalej. Nie spodziewam się, żebyśmy o końcu kryzysu mogli powiedzieć wcześniej niż z końcem 2012 r.
[b]Będzie aż tak źle?[/b]
Niestety tak. Poza ewidentną winą polityków sporo popsuły też media, nawet z niewielkiego wydarzenia robiąc sensację na skalę światową. Dlatego niekorzystne wydarzenia nabrały niespodziewanego rozgłosu i na efekty nie musieliśmy długo czekać. Konsumenci wcześniej kupowali mieszkania, samochody (zazwyczaj na kredyt) i nagle banki usztywniły politykę kredytową. Co więcej, często żądały dodatkowych zabezpieczeń na te, już udzielone.
[b]Na ratunek rzuciły się rządy – jak pan ocenia ich poczynania? [/b]
W Niemczech zaczęli nawet dopłacać, aby kupowano dalej nowe auta. Co z tego, że wielu chętnych się na to zdecydowało, wydali rządowe pieniądze w polskich salonach. Tymczasem deficyty wielu państw poszybowały na niespotykane dotąd poziomy, a niewiele osób zdaje sobie sprawę, że ktoś będzie musiał za to zapłacić. Oczywiście zrobimy to my wszyscy – poprzez podwyższanie podatków, tak pośrednich jak i bezpośrednich. Następne pokolenia też będą spłacać obecne długi, dlatego jestem daleki od optymizmu w sprawach końca kryzysu.
[b] Jednak większość analityków zajmujących się rynkiem handlowych ocenia, że w czasie kryzysu największe szanse na rozwój mają sieci dyskontowe, takie jak Biedronka. [/b]
Żeby móc się rozwijać w kryzysie trzeba mieć pieniądze. Trudniej o kredyty, bo choć stopy procentowe są niskie, banki narzucają jeszcze dodatkowe opłaty. Ostatecznie nie jest to korzystne z punktu widzenia firm. Trzeba też mieć nowych klientów, dlatego planowaliśmy wejście z Biedronką na rynek ukraiński. Jednak z powodu zbyt dużego ryzyka – tak politycznego jak i ekonomicznego - rezygnujemy z tego projektu.
[b] Około dwóch lat temu zapowiadał też pan, że w Polsce możecie uruchomić nową sieć np. supermarketów. [/b]
W Polsce pracuje od trzech miesięcy specjalny zespół, który ma przygotować strategię zróżnicowania naszej działalności. Prawdopodobnie w pierwszym kwartale przyszłego roku ogłosimy, jaką podjęliśmy decyzję. Firma jest w dobrej kondycji. Musimy jednak myśleć, w jakim miejscu będziemy za dziesięć lat i już teraz szukać możliwości. W Polsce nadal otwieramy po 100 i więcej sklepów rocznie, a mamy ich już blisko 1,5 tysiąca Jest miejsce na dalszy rozwój Biedronki, na co najmniej podwojenie tej liczby.
[b]Może pan powiedzieć coś więcej o nowym projekcie – chodzi o rynek handlowy?[/b]
Poza tym, że prace trwają niestety nie. W grę wchodzi nie tylko handel, także produkcja.
[b]Możliwa jest współpraca na wzór joint-venture jaki macie z Unilever w Portugalii?[/b]
Nie, ten koncern już działa w Polsce, więc przeniesienie naszej współpracy jest niemożliwe. Widzimy jednak możliwość współpracy z innymi firmami, także kilkoma portugalskimi. Wiele zależy od wyników naszych analiz, wyniki będą znane jeszcze w tym roku. Polska jest dla nas zbyt ważnym rynkiem, żeby rezygnować z rozwoju. Mimo kryzysu nawet o jedno euro nie zmniejszyliśmy budżetu na inwestycje, choć w Portugalii coś takiego musieliśmy zrobić. W przyszłym roku też będziemy kontynuować inwestycje.
[b] Wspominał pan też jakiś czas temu, że możliwe jest wprowadzenie Biedronki na warszawską giełdę? [/b]
Faktycznie taki projekt był rozważany, ale był by realny gdybyśmy jednak zdecydowali się rozwijać Biedronkę na Ukrainie czy w Rumunii. Skoro z tych opcji rezygnujemy, giełda też nie wchodzi w grę. Obecnie nie potrzebujemy pozyskiwać w ten sposób nowych środków na rozwój, dysponujemy wystarczającym kapitałem. Sytuacja na giełdach też nie sprzyja takim projektom.
[b] A czy firma planuje kolejne przejęcia?[/b]
Prowadzimy takie rozmowy, ale są to raczej nieduże sieci, mające zaledwie po 10 lub niewiele więcej, sklepów. Z żadną dużą siecią nie rozmawiamy. Działamy już w takiej skali, że kupując rozbudowaną firmę wiemy, że zbyt wiele sklepów będzie się nam pokrywało. Po co zatem kupować, żeby być następnie zmuszonym przez władze antymonopolowe do sprzedaży części sklepów. Nie ma to sensu ekonomicznego.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA