Budżet i Podatki

Budżet z rekordowo dużą dziurą

Fotorzepa, Seweryn Sołtys
52,2 mld zł może wynieść deficyt w roku 2010. Przyszłoroczna dziura budżetowa będzie więc o prawie połowę wyższa niż deficyt zaplanowany na ten rok
[b][link=http://www.rp.pl/artykul/358762.html]Przeczytaj wywiad z Jackiem Rostowskim: Szarża z szablą na czołg nie jest w moim stylu[/link][/b]
Resort finansów walczył z ministrami o jak najmniejszy wzrost wydatków budżetowych w przyszłorocznym budżecie. Nie udało mu się jednak obniżyć ich tak, aby deficyt budżetowy utrzymać w ryzach. Niedobór w przyszłorocznym budżecie państwa sięgnie aż 52,2 mld zł. Nigdy nie było tak wysokiego deficytu. Największa była dziura w 2004 r., gdy ministrami finansów byli kolejno Andrzej Raczko (do lipca) i Mirosław Gronicki. Wówczas deficyt sięgnął 41,4 mld zł, ale i tak był niższy niż pierwotnie planowano o prawie 4 mld zł.
[srodtytul]Konsekwencje[/srodtytul] Wysoki deficyt oznacza, że także potrzeby pożyczkowe naszego państwa oraz dług publiczny znacząco wzrosną. W efekcie istnieje niebezpieczeństwo przekroczenia tzw. drugiego progu ostrożnościowego na poziomie 55 proc. długu wobec PKB. Uniemożliwiłoby to podnoszenie deficytu w kolejnym roku. Rząd chce zrobić wszystko, by do tego nie doszło. Minister finansów Jacek Rostowski zapewniał, że deficyt budżetowy w 2010 r. nie będzie wyższy od tegorocznego – 27,2 mld zł. Mogłoby się to udać, gdyby resorty zgodziły się na cięcie wydatków w stosunku do tego roku, a wzrost wydatków sztywnych wynikający z obowiązujących ustaw nie przekroczył 15 – 17 mld zł. Premier Donald Tusk zgodził się jednak na 7-proc. podwyżkę pensji dla nauczycieli, nie chce też rezygnować z ograniczania wydatków na budowę dróg. Jeśli więc nie będzie się przerzucało wydatków poza budżet na Krajowy Fundusz Drogowy ani zmuszało ZUS do zadłużania się na rynku, wydatki budżetowe będą wyższe niż w tym roku. Zamiast 300 mld mogą one podskoczyć do 327 mld zł. Dochody zaś – jak wyliczają ekonomiści – sięgną 235 mld zł. Oczywiście na deficyt przekraczający 90 mld zł rząd nie może sobie pozwolić. Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu, uważa, że ok. 13 mld zł uda się ściągnąć z dywidendy PZU i zysku NBP. Kolejne 27 mld zł pochodzić może z przewalutowania środków unijnych. Ekonomiści podkreślają, że samo podwojenie wysokości deficytu budżetowego nie byłoby niczym złym, jeśli rząd przedstawiłby jasny plan naprawy finansów publicznych i reform strukturalnych. Tymczasem w obawie o opór opozycji i weto prezydenta rząd się na to nie zdecyduje. [srodtytul]Jaka reakcja inwestorów[/srodtytul] Nie ma więc co liczyć na szybkie zmiany w KRUS czy kontynuowanie reformy emerytalnej. A bez tego reakcja rynków finansowych może nie być przychylna. – Inwestorzy mogą bez problemów zaakceptować deficyt do poziomu 40 mld zł – twierdzi Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale. – Im będzie wyższy, tym droższe będzie jego sfinansowanie. Ekonomista nie obawia się zaś, że mogą się pojawić trudności ze zdobyciem na rynku potrzebnych kwot. Zdaniem Łukasza Tarnawy, głównego ekonomisty PKO BP, pierwsza reakcja inwestorów rzeczywiście może być nerwowa, jednak w rzeczywistości 2010 r. wcale może nie być tak tragiczny. – Jeśli założymy, że ambitne plany prywatyzacyjne rządu będą realizowane, to sytuacja będzie wyglądała zupełnie inaczej, niż nam się obecnie wydaje – mówi Tarnawa. – Poza tym rząd bardzo konserwatywnie założył wzrost PKB i poziom inflacji na 2010 r. Ekonomiści spodziewają się raczej, że gospodarka będzie rosła w szybszym tempie, a to zaowocuje wyższymi wpływami do budżetu. W konsekwencji zaś poziom deficytu wcale nie musi zostać w zakładanej wysokości zrealizowany. [ramka][b]Dariusz Rosati - profesor SGH[/b] Reakcja rynków finansowych na informację o tak znacznym wzroście deficytu będzie zależała od sposobu jej przedstawienia. Jeśli się przy tym zaproponuje racjonalną strukturę wydatków i reformy wydatków sztywnych KRUS oraz dokończenie reformy emerytalnej, inwestorzy wcale nie muszą zareagować nerwowo. Gorzej, jeśli tak duży wzrost wydatków będzie wynikał wyłącznie z rosnących świadczeń socjalnych i waloryzacji rent i emerytur. Oczywiście, można liczyć, że sytuację poprawi ożywienie gospodarcze. Jednak to może nie wystarczyć, by się uchronić przed przekroczeniem przez dług progu 55 proc. PKB. Spodziewam się, że i deficyt całego sektora finansów będzie w tym roku wysoki i sięgnie 5 – 6 proc. PKB, a w 2010 r. będzie jeszcze wyższy. Konieczne jest więc przygotowanie planu stabilizacji finansów publicznych i obniżania deficytu w kolejnych latach. [i]—not. eg[/i][/ramka] [ramka][b]Stanisław Gomułka - główny ekonomista BCC[/b] Wysokość deficytu budżetowego nie ma większego znaczenia. Liczy się to, ile wyniesie dziura w całym sektorze finansów publicznych, a ta może być bardzo duża. Z moich szacunków wynika, że deficyt rządu i samorządów może w tym roku sięgnąć 80 mld zł, w przyszłym zaś 95 mld zł. Co więcej, Komisja Europejska wylicza, że w tym roku wyniesie on ponad 84 mld zł. Jestem skłonny w to uwierzyć, biorąc pod uwagę fakt, że resort finansów za wszelką cenę stara się odciążyć budżet, wypychając wydatki poza niego. Ponad 10 mld zł pożyczy na własną rękę Fundusz Drogowy, na kilka miliardów też będzie się musiał zadłużyć ZUS. To sztuczna sytuacja. Jeśli w przyszłym roku minister finansów zdecyduje się ją urealnić, to wcale się nie zdziwię, jeśli deficyt budżetowy wzrośnie o ponad 100 proc. [i]—not. eg[/i][/ramka] [ramka][b]Janusz Jankowiak - ekonomista Polskiej Rady Biznesu[/b] Informacja o deficycie przekraczającym 52 mld zł z pewnością nie zostanie przyjęta spokojnie przez rynki finansowe. Spodziewam się, że nastąpi znaczna przecena aktywów złotowych. Konieczne będą szybkie przedstawienie planu stabilizacji finansów publicznych i rzetelna realizacja programu prywatyzacyjnego. To i tak jednak może nie uchronić nas przed znaczącym wzrostem zadłużenia i przekroczeniem progu ostrożnościowego na poziomie 55 proc. PKB. Dopiero w przyszłym roku, gdy tempo wzrostu polskiej gospodarki będzie wyższe niż założył rząd, nastawienie inwestorów może się poprawić. Obawiam się jednak, że rząd nie ma teraz żadnego pola manewru – jeśli przejdzie ustawa o finansach publicznych i pieniądze unijne zostaną wydzielone z budżetu, minister finansów nie będzie już mógł tak swobodnie dysponować środkami z Brukseli. [i]—not. eg[/i][/ramka] [ramka][b]Dziura Bauca, której nigdy nie było[/b] – W kasie państwa może zabraknąć nawet kilkudziesięciu miliardów złotych – ostrzegał na początku 2001 r. ówczesny minister finansów Jarosław Bauc. Sytuacja była dramatyczna. Dynamika PKB spadła z 5 proc. do 1 proc., w ślad za tym gwałtownie skurczyły się wpływy podatkowe. Politycy już po wyborach nie mieli skrupułów, aby utrącić wszystkie projekty podniesienia wydatków państwa. Nawet prezydent Aleksander Kwaśniewski przyłączył się do ogólnego pogromu i zawetował te, które Sejm zdążył przyjąć. W ten sposób w ciągu paru dni odciążono budżet z kilkudziesięciu mld zł dodatkowego deficytu. Dzięki temu legendarna już dziś dziura Bauca wcale nie była taka duża. Deficyt budżetowy w 2001 r. wyniósł ostatecznie 32,6 mld zł. Znacznie wyższy był w 2004 r., kiedy resortem finansów kierowali Andrzej Raczko i Mirosław Gronicki (41,4 mld zł). Wtedy jednak mieliśmy nietypową sytuację – 1 maja Polska znalazła się w UE, nie dostawaliśmy jeszcze żadnych pieniędzy z Brukseli, a już musieliśmy płacić składki. W sumie deficyt i tak okazał się niższy, bo w budżecie założono kwotę 45,3 mld zł. [i]—eg[/i][/ramka] [ramka][b]Rekordowy deficyt rostowskiego[/b] Przyszłoroczna dziura Jacka Rostowskiego pobije zapewne wszystkie dotychczasowe rekordy. Jeszcze nigdy deficyt budżetu państwa nie przekroczył 50 mld zł, a przecież na przyszły rok ekonomiści zapowiadają już globalne ożywienie. Deficyt tej wysokości byłby znacznie bardziej uzasadniony w tym roku, kiedy ostatecznie rząd zrewidował spodziewaną dynamikę PKB do 0,2 proc. Niewykluczone jednak, że gdyby nie manewry Rostowskiego, tak właśnie by było. Najpierw bowiem rząd przepchnął przez Sejm budżet z deficytem na poziomie 18,2 mld zł, już dwa tygodnie później zmusił ministrów do szukania oszczędności, które sięgnęły 20 mld zł. W połowie roku znowelizowano budżet, podniesiono deficyt do 27,2 mld zł, a jednocześnie zapisano po stronie dochodów 8 mld zł ze środków unijnych, a w rzeczywistości kwota ta będzie zapewne jeszcze wyższa. Oprócz tego ponad 10 mld zł przesunięto do Krajowego Funduszu Drogowego i zmuszono ZUS, by zapożyczał się na rynku. Gdyby zsumować wszystkie te pozycje, tegoroczny deficyt budżetowy z pewnością także przekroczyłby 50 mld zł. [i]—eg[/i][/ramka] [ramka][b]Rostowski dla „RZ”[/b] [b]O podwyżkach[/b] Tylko nauczyciele mogą liczyć na wzrost płac w przyszłym roku. W sferze budżetowej nie wzrosną wynagrodzenia pracowników administracji, policji i wojska. [b]O reformach[/b] Szarża z szablą na czołg nie jest w moim stylu. Będę robił to, co możemy przeprowadzić. Prywatyzacja to przełom. O tym możemy decydować sami, bez zgody opozycji czy prezydenta. [b]O podatkach[/b] Akcyza – tu muszą być pewne podwyżki. Nie pracujemy nad zmianami dotyczącymi VAT i likwidacji ulg podatkowych, w tym tych na dzieci. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL