fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

A muzyka wciąż grała…

Agnieszka Kordowicz między półkami Archiwum Polskiego Radia
Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Jaką rolę odgrywało radio tuż przed wojną i w jej pierwszych dniach? Opowiada o tym współautorka prezentacji „Tu mówi Polskie Radio” na otwieranej we wtorek wystawie w Muzeum Historycznym „Warszawa 1939 – Tem się tylko żyje, za co się umiera”. Z Agnieszką Kordowicz rozmawia Anna Brzezińska
[b]ŻW: Wszyscy wiemy, z jaką siłą działały na warszawiaków emitowane w eterze przemówienia Stefana Starzyńskiego. Jaką rolę odgrywało wówczas radio dla Polaków?[/b]
[b]Agnieszka Kordowicz:[/b] Było ono przede wszystkim najszybszym przekaźnikiem informacji z kraju i ze świata. W 1939 r. program emitowano 14 godzin na dobę, jego 60 procent stanowiły muzyka i audycje słowno-muzyczne. Pełniąc rolę informacyjną, rozrywkową i oświatową, Polskie Radio stało się czynnikiem integrującym obywateli. Na wsi popularne były spotkania przy radioodbiorniku i wspólne słuchanie audycji. Doceniając rolę radia, nawet we wrześniu 1939 r. słuchacze płacili abonament.
[b]Wojna. Dzień pierwszy. Co dzieje się w rozgłośni, co w eterze?[/b]
Już w pierwszym dniu walk dały się we znaki niedobory kadrowe spowodowane powołaniem do wojska części pracowników. Dlatego też gorączkowo szkolono innych radiowców, którzy musieli zastąpić zmobilizowanych kolegów. Podczas obrony stolicy w warszawskiej Rozgłośni Radiowej pracowało ponad 100 osób. W większości nie byli to pracownicy etatowi. Tylko część radiowców pozostała na swoich stanowiskach. Choć starano się, aby program emitowany był normalnie, szybko pojawiły się komunikaty, że dotychczasowa ramówka przestaje obowiązywać.
[b]Co można było usłyszeć w tych pierwszych dniach?[/b]
Przede wszystkim komunikaty Dowództwa Obrony Warszawy. Pierwszym łącznikiem pomiędzy władzami wojskowymi a Polskim Radiem został płk Roman Umiastowski. Nie potrafił on jednak łagodzić nastrojów. Zamiast dodawać otuchy, wprowadzał wręcz niepokój. Jedno z jego radiowych wystąpień przerwał sam Stefan Starzyński. Pomimo tego incydentu redaktorzy nie przerwali audycji. Do dziś mamy to nagranie. To i inne nagrania dźwiękowe z tego okresu przechowywane w Archiwum Polskiego Radia zaprezentujemy na wystawie „Warszawa 1939 – Tem się tylko żyje, za co się umiera”.
[b]We wrześniu 1939 r. dość prędko ogłoszono w Polskim Radiu ewakuację?[/b]
Owszem. Ewakuację radia, które wtedy mieściło się przy ul. Zielnej 25, zarządzono nocą z 5 na 6 września. Nie wszyscy się tej decyzji poddali. Pozostał zespół ochotników pragnących za wszelką cenę kontynuować pracę w eterze. Ta grupa liczyła początkowo około 15 osób, głównie pracowników Wydziału Muzycznego. Ochotników jednak przybywało. Byli wśród nich pracownicy regionalnych rozgłośni. Ci, których wcześniej ewakuowano z Katowic, Łodzi, Torunia czy Poznania.
[b]Jaki był schemat działania ochotniczego zespołu?[/b]
W obliczu zagrożenia często nieważne było, kto się czym zajmował przed wojną. Wszystkim przyświecał jeden cel - utrzymać nadawanie. I tak niektórzy muzycy stawali się na przykład szoferami. Tak było z Adamem Wysockim, który m.in. dowoził własnym samochodem do rozgłośni żywność. We wrześniu 1939 r. radio zaczęło spełniać nową, niezwykle istotną rolę. Stało się organizatorem życia broniącego się miasta.
[b]Tym bardziej że zniszczono nadajnik w Raszynie. Jak do tego doszło?[/b]
To było zaplanowane działanie władz wojskowych. Nie chciano ryzykować, że słyszalną w całej Europie radiostację przejmą Niemcy. Radiowcom pozostała już więc tylko stacja Warszawa II, mająca zasięg około 50 km. Jej nadajnik działał w Forcie Mokotowskim.
[b]Czego można było dzięki niemu się dowiedzieć?[/b]
Już od 6 września ppłk Wacław Lipiński codziennie relacjonował na przebieg działań wojennych. Dzień później pierwsze przemówienie do mieszkańców stolicy wygłosił Stefan Starzyński. Stale emitowano audycje informacyjne, komunikaty Dowództwa Obrony Warszawy, PCK czy innych organizacji społecznych zajmujących się na przykład rannymi. Były też bieżące reportaże z linii frontu i tak zwana „Skrzynka poszukiwania rodzin”, czyli informacje o zaginionych oraz zaszyfrowane wiadomości wojskowe. Przy pomocy radia mobilizowano również mieszkańców do niezbędnych działań. Siła apeli o pomoc przy sprzątaniu ulic po nalotach była niezwykła! Często zdarzało się, że przychodziło więcej osób, niż było potrzeba.
[b]Wracając do anteny. Co z muzyką?[/b]
Była wszechobecna. Oczywiście odpowiednio dobierano ją do aktualnej sytuacji. Były to więc pieśni patriotyczne, marsze. Chodziło o to, by także muzyką podtrzymywać ludzi na duchu.
[b]Ostatnie przemówienie Starzyński wygłosił przed mikrofonem 23 września. Niedługo potem, po zbombardowaniu elektrowni na Powiślu, radio zamilkło. Podobno w trakcie transmisji koncertu Władysława Szpilmana...[/b]
Taką informację można znaleźć w pamiętnikach Szpilmana. Grał wtedy recital chopinowski, który Polskie
Radio dokończyło w pierwszej audycji po wojnie. Gdy w 1939 roku zamilkł nadajnik, ludność przeżyła prawdziwy dramat. Radio jednak nie przestało działać. Wydawano „Biuletyny służby informacyjnej”, publikując to, co prawdopodobnie znalazłoby się w eterze.
Między 28 a 29września pracownicy radia próbowali jeszcze nadawać na falach krótkich. Robili to, korzystając z nadajnika Politechniki Warszawskiej. Ostatniego dnia września radiowcy pożegnali się ze słuchaczami. Józef Małgorzewski wygłosił następujące zdania: „Halo, halo. Czy nas słyszycie? To nasz ostatni komunikat. Dziś wojska niemieckie wkroczyły do Warszawy. Braterskie pozdrowienia przesyłamy żołnierzom walczącym na Helu i wszystkim walczącym, gdziekolwiek się jeszcze znajdują. Jeszcze Polska nie zginęła! Niech żyje Polska!”. Ten sam tekst po angielsku przekazał Jeremi Przybora, a po francusku – Maria Stpiczyńska. Rola spikerów przedwojennego radia jest nieoceniona. Będzie ich można usłyszeć znów, na naszej wystawie.
Źródło: Życie Warszawy
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA