fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Do Gdańska dalej niż do Afryki?

Hillary Clinton jedenaście dni sierpnia poświęciła wizycie w Afryce, by pokazać, że sprawy Czarnego Lądu są ważne dla Białego Domu
EPA
Amerykanie wciąż gorączkowo szukają kogoś, kogo mogliby wysłać na obchody 70. rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej. Kolejne osoby odmawiają. Wczoraj spekulowano, że przyjedzie William Perry, sekretarz obrony z czasów Billa Clintona, lub mało znana kongresmenka Marcy Kaptur.
Potwierdziły się informacje “Rz” z zeszłego tygodnia: USA wciąż szukają kogoś, kogo mogliby wysłać na obchody 70. rocznicy wybuchu wojny. – Mamy już potwierdzenie od 20 premierów. Stany Zjednoczone to jedyny kraj, który nie zgłosił jeszcze swojej delegacji – powiedział wczoraj “Rz” Andrzej Przewoźnik, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.
Szef gabinetu politycznego premiera Sławomir Nowak przyznał wczoraj w Radiu TOK FM, że USA będzie w Polsce reprezentowała jedynie delegacja Senatu. Podkreślał, że brak wysokich urzędników administracji Stanów Zjednoczonych w czasie obchodów nie jest porażką rządu, bo 1 września przyjedzie wielu premierów.
– Myślę, że to jest duża i bardzo poważna reprezentacja i nie przywiązywałbym szczególnej wagi do tego, że z jednego z krajów nie przyjedzie reprezentant obecnej administracji – przekonywał Nowak, przestrzegając przed popadaniem z tego powodu “w polskie kompleksy”. – Z Waszyngtonu jest bardzo daleko do Polski – zaznaczył.
Ale to nie odległość decyduje o dyplomacji. Z USA do Polski jest w linii prostej ok. 8,5 tys. km. A więc o wiele bliżej niż do siedmiu państw afrykańskich, w których w sierpniu sekretarz stanu Hillary Clinton spędziła aż 11 dni, by zaznaczyć wsparcie administracji prezydenta Baracka Obamy dla demokracji i wzrostu gospodarczego na Czarnym Lądzie. Przykładowo, do Nigerii jest 11 tys. kilometrów, do Demokratycznej Republiki Konga ok. 13 tys. km, a do Kenii 14 tys. km.
Co na to Amerykanie? – Czekamy na oficjalną decyzję w tej sprawie. Mam nadzieję, że będziemy ją mogli wkrótce ogłosić – powiedział wczoraj “Rz” Chuck Ashley, attaché kulturalny z Ambasady USA w Warszawie.
– Mamy wrażenie pewnego bezwładu decyzyjnego po stronie USA – przyznaje w rozmowie z “Rz” rzecznik MSZ Piotr Paszkowski. – Na pewno za to, że do Polski nie przyjadą najważniejsi przedstawiciele władz Stanów Zjednoczonych nie można winić MSZ. Zaproszenie było wystawione trzy miesiące temu i praktycznie nie było dnia, byśmy nie przypominali Amerykanom o rocznicy – dodaje.
Nasi rozmówcy potwierdzają: polscy dyplomaci w Waszyngtonie bardzo zabiegali o obecność kogoś ważnego. – Liczymy na przyjazd wysokiej rangi przedstawiciela USA na ceremonię 70. rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej – mówił jeszcze 5 sierpnia w San Francisco szef MSZ Radosław Sikorski.
– Zachowanie Amerykanów absolutnie nie jest przypadkowe – ocenia w rozmowie z “Rz” amerykanista prof. Zbigniew Lewicki. – Nie można zachowywać się w stosunku do nowego prezydenta USA niczym strofujący go nauczyciel i liczyć potem na jego przychylność – dodaje.
Biały Dom miał nieprzychylnie ocenić wysłany do Baracka Obamy list, w którym politycy z Europy Środkowo-Wschodniej zwracali uwagę, że Waszyngton popełnia błąd, ignorując interesy naszego regionu. – To było publiczne upokorzenie Amerykanów – ocenia prof. Lewicki i podkreśla, że widocznie administracja USA uznała, iż Polska nie jest partnerem, z którym chciałaby utrzymywać bliskie kontakty. Prof. Lewicki podkreśla, że polskie władze wciąż nie ratyfikowały zawartej przed rokiem umowy o tarczy, co USA traktują jako dowód lekceważenia.
Podobnego zdania jest też Aleksander Szczygło, szef BBN. – Fakt, że Amerykanie na rocznicę wybuchu wojny wyślą delegację na niskim szczeblu, to porażka rządu i konsekwencja ciągłego przeciągania ratyfikacji umowy o tarczy, co zderzyło się z brakiem dookreślenia polityki zagranicznej nowej administracji USA – mówi “Rz”.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA