Świat

Wykładowca Putina sędzią w sprawie Chodorkowskiego?

Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu nie chce, by w rozpatrywaniu pozwu Michaiła Chodorkowskiego przeciwko kremlowskim władzom uczestniczył sędzia reprezentujący Rosję
Walerij Musin, który uczył Władimira Putina prawa na Uniwersytecie Leningradzkim, zasiada w radzie dyrektorów Gazpromu (państwo kontroluje w nim ponad 50 proc. udziałów). Zdaniem europejskiego trybunału ta okoliczność może doprowadzić do konfliktu interesów i wpłynąć na niezawisłość Musina w roli sędziego. Dlatego zaproponowano mu, by dobrowolnie zrezygnował z urzędu. Ma podjąć decyzję do 1 sierpnia.
– Obecność Musina w europejskim sądzie jest charakterystyczną cechą rosyjskiego systemu prawnego. Praworządności istniejącej w teorii. To przykład, który nie mieści się w żadnych ramach: zarówno prawnych, jak i moralnych – mówi „Rz” adwokat Chodorkowskiego Wadim Klugwant. Skarga byłych szefów Jukosu Michaiła Chodorkowskiego i Płatona Lebiediewa wpłynęła do Trybunału w Strasburgu 29 stycznia. Musin, jako niezależny kandydat, został wysunięty do rady dyrektorów Gazpromu 16 lipca. W wywiadzie dla „Kommiersanta” nie zdradził, czy zrezygnuje z urzędu sędziego. „Sprawa jest bardzo delikatna” – uciął.
Gazeta, powołując się na ekspertów, ujawniła, że przypadek Musina nie jest odosobniony. „Zdarza się, że sędzia europejskiego trybunału w swoim kraju piastuje urząd państwowy lub pracuje w państwowej firmie” – stwierdził „Kommiersant”. W razie rezygnacji Musina moskiewskie władze mają dwa miesiące na zaproponowanie jego następcy. Gdyby prezydent Dmitrij Miedwiediew nie zdążył, przewodniczący trybunału ma prawo sam wskazać nowego sędziego, niekoniecznie z Rosji. – Miedwiediew będzie próbował kogoś znaleźć, wątpię jednak, by zdążył. Procedura powołania następcy jest złożona, a trybunał podejmuje wszystkie decyzje kolektywnie. Moim zdaniem obecność Musina nie będzie miała wpływu na los byłych szefów Jukosu – mówi „Rz” były radziecki dysydent Władimir Bukowski, mieszkający w Wielkiej Brytanii. Chodorkowski i Lebiediew zostali skazani w 2005 r. za oszustwa finansowe na karę ośmiu lat więzienia. Zdaniem ich adwokatów i wielu ekspertów zagranicznych – z powodów politycznych. Tezę tę potwierdził były premier Rosji Michaił Kasjanow. – W Rosji jest powiedzenie: nadzieja umiera ostatnia. Ciągle wierzymy, że proces zakończy się dla nas pomyślnie – zaznacza Wadim Klugwant. [i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki [mail=t.serwetnyk@rp.pl]t.serwetnyk@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL