Styl życia

W stepie szerokim, czyli konno przez Polesie

Każdy koń chciałby być hucułem
archiwum prywatne, Katarzyna Winiarska
Nie trzeba wyprawiać się w dalekie stepy Azji Środkowej, żeby po dniu spędzonym w siodle zanocować w najprawdziwszej mongolskiej jurcie. Wystarczy odwiedzić nasze rodzime Polesie Wołyńskie.
Hyc! Jednym zgrabnym susem razem z Pikusiem lądujemy w środku kartofliska. Ze zdumieniem rozglądam się wokół. Co mogło aż tak bardzo przestraszyć mojego rumaka? Czyżby biały przydrożny kamień? Niemożliwe. Przecież siedzę na hucule – koniu z definicji łagodnym i zupełnie niepłochliwym. Już mam składać reklamację, kiedy przypominam sobie, że czterolatek Pikuś to właściwie jeszcze huculski dzieciak i prawie debiutant w terenie. Ma prawo okazywać emocje. Daj spokój, koniku, kamienie naprawdę nie gryzą! – próbuję cierpliwie objaśniać Pikusiowi otaczający go świat. A tymczasem za zakrętem polnej drogi już czai się krwiożerczy strach na wróble…
[srodtytul] Meandry Bugu[/srodtytul] Pikuś, oficjalnie Szum, jest jednym z blisko pięćdziesięciu koni z Ośrodka Jeździecko-Hodowlanego „Żurawiejka” we wsi Bukowa Mała na Polesiu Wołyńskim. Miejsce to urzekło mnie natychmiast – zarówno gościnnością właścicieli, jak i urodą nadbużańskiej przyrody. Bukowa leży na terenie Chełmskiego Parku Krajobrazowego, na styku z Poleskim Parkiem Narodowym i Sobiborskim Parkiem Krajobrazowym. Do Chełma jest stąd 15 km, a do Bugu - zaledwie kilka kilometrów w linii prostej. I to właśnie brzeg granicznej rzeki obraliśmy za cel dzisiejszej wyprawy. Oczywiście nie będziemy jechać najkrótszą drogą.
[wyimek]Piaszczyste drogi wiodą przez niemal bezludne okolice. Jakbyśmy przenosili się w czasie[/wyimek] Konie idą raźnym kłusem. Czuję lekkie oszołomienie ogromem otwartej przestrzeni. Coś podobnego przytrafiło mi się chyba tylko kiedyś na stepie w Kirgistanie. Łąki i pola wydają się nie mieć kresu. Mienią się bajecznymi kolorami polnych kwiatów, których zapach przesyca powietrze. Jest początek czerwca, jeszcze przed pierwszym pokosem. Mam wrażenie, że to najpiękniejsza pora roku. Piaszczyste drogi wiodą przez niemal bezludne okolice. Jakbyśmy przenosili się w czasie. Jakbyśmy przywoływali klimaty rodem z sienkiewiczowskiej Trylogii. To chyba uprawnione skojarzenie – w końcu jesteśmy na Kresach Rzeczypospolitej. Stad już bardzo blisko do Dzikich Pól! Szybko wracam do współczesności – musimy przejechać przez sam środek Woli Uhruskiej, przedefilować konno pod samym urzędem gminy. Tym razem protestuje Szlak – nasz czołowy. Zdecydowanie nie przypada mu do gustu „unijna” kostka Bauma. Z determinacją zapiera się w miejscu wszystkimi czterema kopytami. Na szczęście pozostałe konie nie podzielają jego uprzedzeń. Jak to dobrze, że instynkt stadny też ma swoje granice. W końcu, prośbą i groźbą, udaje się przepchnąć Szlaka przez wrogą nawierzchnię. Polesie to rejon wyjątkowo przyjazny miłośnikom jeździectwa. Trzy lata temu powstał tu jeden z najdłuższych (ok. 300 km długości, w tym 60 km na terenie Poleskiego Parku Narodowego i jego otuliny) w Polsce turystycznych szlaków konnych – Poleski Szlak Konny. Był wspólną inicjatywą miejscowych ośrodków jeździeckich z „Żurawiejką” na czele, władz samorządowych, Poleskiego PN, Zarządu Parków Krajobrazowych Polesia oraz Nadleśnictwa Chełm. Szlak wiedzie przez najciekawsze przyrodniczo rejony Polesia, przecina nawet rezerwaty ścisłe Poleskiego PN. Cała trasa jest oznakowana według zasad PTTK i wyposażona w stosowną infrastrukturę. [wyimek]Słupki graniczne stojące na brzegu przypominają, że po drugiej stronie jest już Ukraina[/wyimek] Zsiadamy z koni. Luzujemy popręgi. Nasze wierzchowce zasłużyły na popas – jesteśmy u celu. Przed nami połyskują szarobłękitne wody Bugu. Rzeka wije się malowniczymi zakolami. Słupki graniczne stojące na brzegu przypominają, że po drugiej stronie jest już Ukraina. W drodze powrotnej mamy okazję spojrzeć na meandry Bugu z wzniesionej specjalnie na potrzeby turystów wieży widokowej, ale jakoś nikomu nie chce się zsiadać. A może dałoby się wjechać na wieżę konno? Po tym, czego doświadczę jutrzejszego przedpołudnia, wcale nie byłabym szczególnie zdziwiona… Wyprawa nad Bug zajmuje prawie pięć godzin. Obowiązują już zasady typowe dla długodystansowych rajdów. Po każdej godzinie spędzonej w siodle zsiadamy na chwilę i idziemy piechotą prowadząc swoje wierzchowce. Taką przerwę doceniają nie tylko konie, ale także siedzenia mniej nawykłe do siodła… Całą trasę staramy się pokonywać w najbardziej ekonomiczny sposób czyli stępem przeplatanym pokaźnymi odcinkami kłusa, ale rezygnując z dłuższych galopów. Przyspieszamy dopiero w drodze powrotnej, bo gonią nas ciemne burzowe chmury. Do stajni docieramy równo z pierwszymi kroplami deszczu. Pada niemal do samego wieczora. [srodtytul]Hucuł to jest ktoś[/srodtytul] Właściciele „Żurawiejki”, Katarzyna i Zbigniew Żurawiczowie (nazwa ośrodka była oczywista, zważywszy brzmienie ich nazwiska), gospodarują na prawie 50 ha, z czego 17 ha stanowią przystajenne pastwiska. Prawdziwy koński raj! A jego mieszkańcami są przede wszystkim hucuły, konie karpackich połonin. Na Polesiu, choć z dala od ojczystych gór, znalazły idealne warunki bytowania. Wzniesienia Pagórów Chełmskich stwarzają pewną namiastkę Bieszczad. Hucuły świetnie czują się w tutejszym surowym klimacie, charakteryzującym się wyraźnymi wpływami kontynentalnymi – mroźnymi zimami i upalnymi latami. Nie wybrzydzają też na mało soczystą trawę rosnącą na lichych glebach. Nasi gospodarze mogą godzinami opowiadać o zaletach swojej ukochanej rasy. Są prawdziwymi pasjonatami i chcą się swoją pasją dzielić. Mają też powody do dumy – „Żurawiejka” to już uznana marka w huculskim światku. Na terenie Ośrodka od trzech lat odbywa się doroczna ogólnopolska impreza huculska - Memoriał Jaśmina, nazwana tak od imienia legendarnego ogiera. Konie Żurawiczów odnoszą sukcesy zarówno w hodowlanych czempionatach, jak i w zawodach sportowych, tzw. ścieżce huculskiej. Następnego dnia mam okazję przekonać się na własnej skórze, jak wygląda pokonywanie ścieżki. Drobnej budowy kara kobyłka, Pantera, odważnie zsuwa się z piaszczystej skarpy. To akurat jedna z najłatwiejszych przeszkód ścieżki. Są jeszcze rowy z wodą, kładki, kłody i bramka, którą najpierw trzeba sobie z siodła otworzyć, potem przez nią przejechać, a na koniec znów zamknąć, nie zsiadając z konia. Mamy też dodatkowe utrudnienie – po wczorajszym ulewnym deszczu wszystkie drewniane przeszkody są zdradliwie śliskie. Musimy nawet z tego powodu zrezygnować z podobno największej atrakcji ścieżki, czyli schodów huculskich. Nie mogę odżałować! A tymczasem znakomicie bawię się na równoważni. To szeroka deska podparta po środku, żeby uzyskać ruchomość konstrukcji. Działa jak huśtawka. Wjeżdżamy z opuszczonego na ziemię końca, drepczemy kilka kroków. Deska przeważa się pod naszym ciężarem i za chwilę schodzimy na ziemię z drugiego końca. Mam ochotę piszczeć z emocji, ale na Panterze równoważnia nie robi żadnego wrażenia. Jestem pełna uznania dla mojego wierzchowca. Jeszcze raz potwierdza się teoria, że konie nie dzielą się na małe (hucuły mierzą ok. 140 cm w kłębie) i duże, ale na dobre i złe. Dla mnie ścieżka jest rodzajem palcu zabaw, ale w wersji sportowej, gdy należy pokonać ją w ściśle określonej normie czasu, staje się całkiem poważnym wyzwaniem i dla konia, i dla jeźdźca. [wyimek]Ziemia ucieka spod kopyt. Wiatr szumi w uszach. Krajobraz miga przed oczami[/wyimek] Ledwie ochłonęłam z wrażeń, jakich dostarczyła mi ścieżka, a już czas wyjeżdżać w teren. Dziś ma być leśna sceneria. Przepaściste Sobiborskie Lasy rzeczywiście wydają się imponujące, choć nie są dla mnie aż takim odkryciem, jak bezkres nadbużańskich łąk. Tym razem prowadzi Kasia na Gejzerze. Jeśli jeszcze ktokolwiek nie byłby przekonany do urody hucułów, po spotkaniu z Gejzerem musi natychmiast zmienić zdanie. Od karosrokatego ogiera nie można oderwać oczu. Ziemia ucieka spod kopyt. Wiatr szumi w uszach. Krajobraz miga przed oczami. Pędem przed siebie. Ile sił w końskich nogach. Ile pary w końskich płucach. Hucuł potrafi pobiec. Już nie mam wątpliwości! O ile tempo wczorajszego rajdu było raczej spacerowe, o tyle dziś naprawdę nie żałujemy koni, a te wydają się być w swoim żywiole. Prawda, jeździłam już w swoim życiu szybciej, ale przyznaję - pod względem wytrzymałości rzadko które konie mogą się z hucułami równać. [srodtytul]Mała Mongolia[/srodtytul] Jurty są dwie, najprawdziwsze – sprowadzone z Mongolii. Jedna pełni funkcję centrum życia towarzyskiego, w drugiej można przenocować. Białawe kopuły idealnie wkomponowują się w poleski krajobraz. Jakby stały tu od zawsze. W tle, wśród zieleni rozległej łąki, pasie się stado klaczy ze źrebakami. Koń, jurta… Czegoś tu jeszcze brakuje. A! Jest i łuk! Zbyszek słynie jako mistrz w posyłaniu strzał z końskiego grzbietu, z pełnego galopu. Obaj z Tuhaj-bejem, ulubionym ogierem naszego gospodarza, często biorą udział w łuczniczych zawodach i rozmaitych pokazach. Ja też dostaję łuk do ręki, ale będę go używać stojąc mocno na ziemi. Po kilku wskazówkach Zbyszka próbuję wcelować w słomianą tarczę. Okazuje się, że zadanie wcale nie jest takie łatwe. Pierwsza strzała trafia dobre pół metra od brzegu tarczy. Potem jest znacznie lepiej, ale i tak mam duszę na ramieniu, bojąc się postrzelić któregoś z żurawiejkowych kotów, które jak na ironię gromadnie zbiegły się w okolice jurty. Naprawdę zupełnie sobie nie wyobrażam, jak można trafiać do celu, strzelając z grzbietu rozpędzonego konia! [ramka][srodtytul]Informacje praktyczne[/srodtytul] [b]W Internecie:[/b] [link=http://www.huculs.eu]www.huculs.eu[/link], e-mail: [mail=zurawiejka@interia.pl]zurawiejka@interia.pl[/mail] ; tel. 889 609 260 [b]Dojazd.[/b] Najlepiej wybrać się samochodem. Autobusem PKS z Chełma dojedziemy do Sawina, siedziby gminy, stamtąd kilka kilometrów trzeba pokonać pieszo lub autostopem. Dokładna mapka dojazdu znajduje się na stronie internetowej „Żurawiejki”. [b]Noclegi.[/b] „Żurawiejka” dysponuje kilkoma miejscami noclegowymi w jurcie i pokoju przy stajni. Można też przyjechać z własnym namiotem. Bogatą bazę noclegową znajdziemy w licznych gospodarstwach agroturystycznych (np. [link=http://www.agroturystyka.pl]www.agroturystyka.pl[/link]) zlokalizowanych na terenie gmin Sawin i Wola Uhruska (ceny od 25 PLN od osoby); oferują one także domowe wyżywienie. [b]Jazda konna.[/b] W „Żurawiejce” znajdzie coś dla siebie każdy jeździec, niezależnie od stopnia zaawansowania. Początkujący mogą korzystać z nauki na ujeżdżalni, bardziej doświadczeni – wyprawić się w teren na krótki spacer lub całodzienny rajd. Można nawet umówić się na kilkudniowy rajd z noclegami (30 PLN) po drodze. Gospodarze oferują także przejażdżki bryczką (zimą – saniami). Godzina jazdy na ujeżdżalni kosztuje 20 PLN, a całodzienny rajd – od 120 do 150 PLN. [b]Inne aktywności.[/b] Polesie to raj nie tylko dla pasjonatów jazdy w siodle, ale także - na rowerowym siodełku. Usatysfakcjonowani powinni być też miłośnicy kajaków. Odwiedzając Polesie, koniecznie trzeba zapoznać się z wyjątkowymi walorami przyrodniczymi regionu. Warto np. obejrzeć unikalne na skalę europejską torfowiska węglanowe Chełmskiego Parku Krajobrazowego. A tym, którzy zatęsknią za miejskim klimatem, należy polecić wizytę w Chełmie i jego słynnych podziemiach kredowych. Kto wie, może spotkają strzegącego ich Ducha Bielucha? [b]Polesie w Internecie:[/b] [link=http://www.zchpk.w4u.pl]www.zchpk.w4u.pl[/link] [link=http://www.poleskipn.pl]www.poleskipn.pl[/link] [link=http://www.sawin.pl]www.sawin.pl[/link] [link=http://www.wolauhruska.pl]www.wolauhruska.pl[/link] [link=http://www.itchelm.pl]www.itchelm.pl[/link] [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL