Polityka

Klątwa nad fotelem szefa kancelarii?

Piotr Kownacki został wysłany na przymusowy urlop przez Lecha Kaczyńskiego. Komentowano, że to zapowiedź jego dymisji ze stanowiska szefa kancelarii
Fotorzepa, Jerzy Dudała JD Jerzy Dudała, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Za Lecha Wałęsy było czterech szefów prezydenckiej kancelarii, za Aleksandra Kwaśniewskiego pięciu i pięciu za Lecha Kaczyńskiego
Walkę ze “złym duchem” fotela szefa Kancelarii Prezydenta RP przegrywają nawet najwierniejsi z wiernych.
[wyimek]Za prezydentury Wałęsy kancelarią rządziła niepisana zasada: „Kto nie z Mieciem (Wachowskim), tego zmieciem” [/wyimek] – Złe zaczęło straszyć dopiero za rządów Lecha Kaczyńskiego. Wcześniej, gdy prezydentem był Aleksander Kwaśniewski, żadna klątwa nie działała, bo tylu dymisji na tym stanowisku nie było – mówi poseł Ryszard Kalisz (SLD).
– Pewnie to czerwone upiory zostawiły tam złe fluidy – ripostuje poseł Zbigniew Girzyński (PiS). I dodaje, że gdy w poprzedniej kadencji parlamentu posłowie PiS odziedziczyli pomieszczenia w Sejmie po SLD, postanowili je wyświęcić. – Może w Kancelarii Prezydenta po dwóch kadencjach Kwaśniewskiego przydałyby się egzorcyzmy – śmieje się. [srodtytul]Duch nagłych dymisji[/srodtytul] O tym, że na Wiejskiej 10 straszy duch nagłych dymisji, jako pierwszy przekonał się Jarosław Kaczyński. Szefem Kancelarii Prezydenta Lecha Wałęsy był zaledwie dziesięć miesięcy, od grudnia 1990 r. do października 1991 r. Odszedł w ostrym konflikcie ze swym przełożonym. – Poszło o brak obiecywanego przyspieszenia zmian w kraju i forowanie przez prezydenta ludzi z Unii Demokratycznej – mówi “Rz” poseł Wojciech Jasiński (PiS), długoletni współpracownik Kaczyńskiego. Z kolei Wałęsa zarzucał mu “konfliktowość i nieumiejętność współpracy”. Tajemnicą poliszynela było, że na odwołanie Jarosława Kaczyńskiego naciskał skonfliktowany z nim totumfacki Wałęsy Mieczysław Wachowski. Po jego dymisji miał ponoć powiedzieć: “Kto nie z Mieciem, tego zmieciem”. Następca Jarosława Kaczyńskiego prof. Janusz Ziółkowski kancelarią kierował już dłużej, bo od listopada 1991 r. do maja 1995 r., ale i on w końcu musiał ustąpić. Oficjalnie mówiło się o ciężkiej chorobie Ziółkowskiego, nieoficjalnie o sporze profesora z Wachowskim. Kolejnym szefem kancelarii – zaledwie trzy miesiące, od maja do sierpnia 1995 r. – był Tomasz Kwiatkowski. Wałęsa zdymisjonował go, chcąc zdobyć przychylność ZChN, którego ówczesny prezes Ryszard Czarnecki był w ostrym konflikcie z Kwiatkowskim. O miesiąc dłużej na czele kancelarii stał Stanisław Iwanicki. Ale po przegranych przez Wałęsę w grudniu 1995 r. wyborach prezydenckich z Kwaśniewskim musiał się pożegnać ze stanowiskiem. [srodtytul]Rozgrywki w SLD powodem zmian[/srodtytul] Karuzela zmian na fotelu szefa kancelarii nie zwolniła zbytnio za czasów pierwszej kadencji Kwaśniewskiego (23 grudnia 1995 – 22 grudnia 2000 r.). I choć szefowie jego kancelarii piastowali swoje stanowiska nieco dłużej niż ich poprzednicy u Lecha Wałęsy, ich dymisjom towarzyszyły liczne spekulacje dotyczące politycznych rozgrywek w gronie SLD. Danuta Waniek z kancelarią pożegnała się w grudniu 1997 r., po dwóch latach kierowania nią, gdy do Kwaśniewskiego zaczęły docierać sygnały o tym, że coraz bliższej współpracuje z jego rywalem Leszkiem Millerem. Funkcją nie cieszył się długo mianowany po niej Edward Szymański, dwukrotnie powoływany na pełniącego obowiązki. Za pierwszym razem po czterech miesiącach od mianowania Kwaśniewski, pod naciskiem liderów SLD, zastąpił go Danutą Hübner, która kancelarią kierowała rok (od grudnia 1997 do listopada 1998 r.). Za drugim razem powołał go jesienią 2005 r. do zaprzysiężenia w grudniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Aż dwa lata (1998 – 2000) piastował za to stanowisko Kalisz. – Sam odszedłem. Uważałem, że zrealizowałem się już w tej roli, osiągnąłem sukces i czas poszukać kolejnych wyzwań – twierdzi obecny poseł SLD. Ale to nie jest cała prawda. Jak ustaliła “Rz”, Kwaśniewski się obawiał, że Kalisza, podobnie jak Waniek, przeciągnie na swoją stronę Leszek Miller. Pretekstem do jego dymisji był proces, który w 2000 r. wytoczył Kaliszowi za znieważające wypowiedzi jeden z białostockich radnych. Najdłużej w fotelu szefa kancelarii zasiadała Jolanta Szymanek-Deresz – od czerwca 2000 r. przez całą drugą pięcioletnią kadencję Kwaśniewskiego. [srodtytul]Intryganci i nominaci[/srodtytul] Duch nagłych zmian rozszalał się na dobre za prezydentury Lecha Kaczyńskiego. – Chyba jestem jedynym szefem kancelarii Lecha Kaczyńskiego, który odszedł sam, a nie został zdymisjonowany – chwali się “Rz” Andrzej Urbański. Dymisję złożył w czerwcu 2006 r., sześć miesięcy po objęciu stanowiska, kiedy “Rz” ujawniła, opierając się na danych KRS, że pełniąc państwowe stanowisko, Urbański figuruje w aktach sądowych jako prezes prywatnej spółki, co było sprzeczne z ustawą antykorupcyjną. Jego następca Robert Draba miał okazję dwukrotnie jako pełniący obowiązki usiąść w fotelu szefa. Za pierwszym razem w 2006 r. na dwa miesiące, za drugim w 2007 r. na dziewięć miesięcy. Ale nominacji nie dostał. – W otoczeniu prezydenta nie brakuje ludzi pełnych zawiści. A szefowi kancelarii trudno się przed nimi bronić, bo jego gabinet bynajmniej nie sąsiaduje z prezydenckim, ale mieści się w innym budynku. Stąd intryganci mają łatwiejszy dostęp do prezydenta – zdradza “Rz” jeden z bliskich współpracowników Lecha Kaczyńskiego znający realia gabinetowych intryg.   O tym, jak skuteczną są bronią, przekonała się Anna Fotyga, zaufana prezydenta Kaczyńskiego, którą odwołał w sierpniu 2008 r. po dziewięciu miesiącach jej pracy. Nieoficjalnie mówi się, że powodem był jej ostry konflikt z ówczesnym prezydenckim ministrem, a obecnym eurodeputowanym Michałem Kamińskim. Aleksander Szczygło, szef BBN, prezydencką kancelarią kierował tylko pół roku (sierpień 2006 – luty 2007 r.). Teraz wymieniany jest jako główny kandydat na miejsce Piotra Kownackiego. Czy jeśli otrzyma tę nominację, wytrwa tym razem dłużej?
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL