Teatr

Francuzi o "(A)pollonii"

„(A)pollonia”
Fotorzepa, Bartosz Sadowski BS Bartosz Sadowski
Najważniejsze francuskie gazety piszą z niezwykłym uznaniem o premierze „(A)pollonii” Krzysztofa Warlikowskiego na Festiwalu Awiniońskim. Oto fragmenty omówień.
[srodtytul]„Le Figaro” [/srodtytul]
„Warlikowski: rock opera ofiarowanych“ Wspaniali aktorzy grający w „(A)pollonii” splatają ze sobą różne teksty, od antyku aż po holokaust.
Wielki powiew na dziedzińcu Pałacu Papieży. Nad wieżami obłoki, białe jak widma, defilują w pełnym blasku dając niezwykłe światło. Bogowie obudzili się już dawno. Jest 1.30 w nocy, zaczyna się druga część „(A)pollonii”, w tym samym, zapierającym dech w piersi rytmie, co początek. Awinion od dawna uwielbia Krzysztofa Warlikowskiego, który pokazywał na festiwalu Hamleta, Oczyszczonych, Kruma i Anioły w Ameryce. Na dziedzińcu Pałacu Papieży pojawia się pierwszy raz, ze swoim znakomitym zespołem oraz aktorką i śpiewaczką i Austriaczką Renate Jett, która z towarzyszeniem muzyków dodała nutę orficką temu niezapomnianemu wieczorowi. (...) „(A)pollonia” jest hybrydą, która łączy w jedno pytanie o wielkość i nicość ofiary – od Ifigenii do Sprawiedliwych wśród Narodów Świata – z ojczyzną Warlikowskiego , Apollinem i Apolonią Machczyńską, która została rozstrzelana za ukrywanie Żydów. (...) W „(A)pollonii” jest wszystko. Aktorzy, bez przerwy śledzeni w zbliżeniach kamery, są nadzwyczajni we wszystkich rejestrach, tragicznych i komicznych, w scnach nie do zniesienia i bulwersujących, w rzeczach intymnych i uniwersalnych. Któż mógłby zapomnieć wściekłą i oszalałą Klytemnestrę Danuty Stenki, która rozpoczyna spektakl i nadaje ton? (...) Jest ich czternaścioro, zaangażowani, wściekli jak poeci paleni wewnętrznym ogniem. Ich nazwiska to: Andrzej Chyra, Magdalena Cielecka, Ewa Dałkowska, Wojciech Kalarus, Marek Kalita, Zygmunt Malanowicz, Adam Nawojczyk, Monika Niemczyk, Jacek Poniedziałek, Magdalena Popławska, Anna Radwan-Gancarczyk, Maciej Stuhr, Tomasz Tyndyk. Oni także są autorami. Bijmy brawo. [srodtytul] „Liberation” [/srodtytul] „Warlikowski – celny strzał“ (...) Uwaga, niebezpieczeństwo. Być może trzeba by zawiesić takie ostrzeżenie przy wejściu na dziedziniec Pałacu Papieży. Nie dlatego, że spektakl Warlikowskiego jest długi (4,5 godziny), ale że wymaga ciągłej uwagi. „(A)pollonia” wypuszcza nas na pole minowe, na którym nigdy nie jesteśmy pewni, którą ścieżką podążać. Sama tematyka jest „straszna“ – Żydzi, Polacy, wojna, holokaust – a jego realizacja zaburza jeszcze mocniej, odnajdując w moralnej niewygodzie linię przewodnią. Puls „(A)pollonii” jest szalony. (..) Nie ma ani krztyny patosu w bezlitosnym prologu, poswięconym ofierze Ifigenii, dumnej z oddania życia za ojczyznę. (...) Ta scena, została wyreżyserowana przez Warlikowskiego w mistrzowski sposób jako rodzinny obiad. Potem – powrót Agamemnona, zemsta Klytemnestry i później Orestesa, łączą się w jedno. Warlikowski miesza karty, punktuje zło – współczesna wojna izraelsko-palestyńska – ale nie usprawiedliwia niczego, niesiony wściekłością najwyższego ryzyka”. [srodtytul]„Le Monde” [/srodtytul] „Festiwal w Awinionie – szok „(A)pollonii” (...) „W Awinionie Krzysztof Warlikowski wkracza na dziedziniec Pałacu Papieży śladami Eurypidesa, Ajschylosa, Littella i Coetzeego. Oto wstrząs, na który Awinion czekał bez wątpienia (..) Wstrząs estetyczny i myślowy, dokonany ze spokojem 16 lipca przez polskiego reżysera Krzysztofa Warlikowskiego. (...) Ten spektakl jest niewygodny: „(A)pollonia” zaburzyła i zaniepokoiła część widowni odmienną perspektywą widzenia historii XX wieku, podobną do tej z „Łaskawych“ Johnatana Littella. „(A)pollonia” jest podróżą w głąb rodzaju ludzkiego, w której odkrywamy obozy śmierci prowadzeni przez bohaterów tragedii greckich. Takie streszczenie może przerazić, albo spowodować chęć ucieczki. Ale powaga tematu utrzymywana jest w ryzach formy, także w tych momentach, które mogą się wydawać „modne“ albo prowokujące, formy pozwalającej widzom na własną wędrówkę z dala od patosu. (...) Jako ostatni element układanki Warlikowski dodaje tekst J.M. Coetzeego o nieprawdopodobnej wywrotowej mocy (...), w którym dokonuje się porównanie zabijania zwierząt w rzeźniach i zbrodni przeciwko ludzkości uosobionej przez obozy śmierci. To z pewnością wzbudzi największą dyskusję. Ale to jest sedno kwestionowania świata, które roznieca Warlikowski. Co dzieje się, kiedy stajemy się katem lub sprawiedliwym? Co zatrzymuje piekielny krąg zemsty? W tragedii greckiej sprawiedliwość bogów przerywa fatalny bieg rzeczy. Ale tu, w świecie ludzi początku XXI wieku? Jaką wartość ma ofiara? Materia spektaklu jest tak skomplikowana, że zostaje mało miejsca na pisanie o formie tej lekko hipnotycznej podróży: dialog między obrazami filmowymi, wielkimi zbliżeniami twarzy i tym, co się dzieje na scenie, obecność trzech lalek, wyglądających jak duchy, czysta scenografią, w której może się wyrazić to, co intymne. I oczywiście, jak zawsze u polskiego reżysera mamy do czynienia z nadzwyczajnie intensywną grą aktorów. Tak utkana materia, w której Warlikowski nie pozwala sobie nigdy na łatwe emocje, rodzi bogactwo pytań, wykraczających daleko poza jedną noc. To noc, z której wychodzimy z takim oto ostatnim pytaniem: w Australii, opowiada nam J.M. Coetzee, w regionie, w którym następują po sobie gwałtowne ulewy i spiekoty, istnieje gatunek żabek, które w czasie suszy grzebią się jak najgłębiej w ziemi, pogrążając się w letargu. Kiedy nadchodzą deszcze, odżywają, rozgrzebują pancerz zaschniętego błota i wychodzą na powietrze. Teatr Krzysztofa Warlikowskiego jest sztuką zmartwychwstania.” [i]opracował j.c. [/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL