Ekonomia

Hop na Srebrny Glob

Fotorzepa, Jak Jakub Dobrzyński
Lądowanie na Księżycu było wielkim krokiem psychologicznym w podboju kosmosu. Za 10 – 15 lat powstaną tam pierwsze prawdziwe bazy
Obejrzyj galerię zdjęć NASA z wypraw Apollo
Wieczorem 16 lipca 1969 roku z przylądka Canaveral na Florydzie wystartowała rakieta Saturn z umieszczonym na jej szczycie statkiem kosmicznym Apollo 11. W porównaniu z gigantyczną rakietą (ponad 100 metrów długości) wydawał się mały jak łebek od szpilki. Wewnątrz było trzech astronautów: Neil Armstrong, Michael Colins i Edwin Aldrin.  
  Wyruszyli, aby wylądować na Księżycu. Już w roku 1961 prezydent Kennedy ogłosił, że Amerykanie przed końcem dekady wylądują na Księżycu. Wyścig zbrojeń między mocarstwami przeniósł się w kosmos. Ale na początku lat 60. Amerykanie ponosili klęskę za klęską. Rosjanie pierwsi wysłali na orbitę sztucznego satelitę i człowieka w kosmos. Program księżycowy Apollo miał udowodnić przewagę technologii amerykańskiej. Podstawowym celem stało się lądowanie człowieka na Księżycu. Program obejmował 11 lotów załogowych, z czego sześć zakończyło się lądowaniem na Srebrnym Globie. Największym atutem Amerykanów była rakieta. Rosjanie nie posiadali takiej, która doniosłaby na Księżyc pojazd załogowy. Jej konstruktorem był Wehrner von Braun. Podczas II wojny światowej pracował nad rakietami V2, bronią, wobec której alianci byli bezradni. W 1945 von Braun wraz ze współpracownikami poddał się Amerykanom. Za oceanem pracował nad pociskami balistycznymi i kosmicznymi. – Księżyc można było badać za pomocą sond bezzałogowych. Postawienie tam stopy przez człowieka potrzebne było ze względów propagandowych – tłumaczy "Rz" dr Krzysztof Ziołkowski z Centrum Badań Kosmicznych PAN. Misja cieszyła się olbrzymim zainteresowaniem mediów, skrzętnie podsycanym przez NASA. Amerykanie zapowiedzieli bezpośrednie transmisje z ladowania na Księżycu, które miały pokazać niemal wszystkie telewizje świata. Dziś trudno nie odnieść wrażenia, że cały lot podporządkowany był księżycowemu show. Kiedy lądownik Orzeł z astronautami Armstrongiem i Aldrinem osiadł na powierzchni Srebrnego Globu (nie bez kłopotów z powodu awarii komputera), astronauci mieli kilka minut na ochłonięcie. Pięciokrotne restartowanie komputera spowodowało konieczność ręcznego sterowania, ponadto kończyło się paliwo do silnika hamującego. Pierwszymi słowami wypowiedzianymi przez astronautów po wylądowaniu były uwagi w żargonie technicznym. Aldrin poprosił o chwilę ciszy w eterze, bo chciał się po prostu pomodlić. Po kilku minutach astronauci rozpoczęli przygotowania do show telewizyjnego. – Oglądałem transmisję z Księżyca z zapartym tchem. Byłem świeżo upieczonym doktorem astronomii i rozumiałem, że jestem świadkiem czegoś bardzo doniosłego – tłumaczy dr Krzysztof Ziołkowski. – A stało się to zaledwie 12 lat po wystrzeleniu pierwszego sztucznego satelity Ziemi. To był dowód, że teraz rozwój techniki kosmicznej nastąpi niezwykle szybko. I się nie pomyliłem. Mimo że jakość obrazu była fatalna, niezdarne ruchy astronautów na Srebrnym Globie śledziło pół miliarda ludzi na świecie. Transmisji nie przeprowadzono w Związku Radzieckim i w Chinach. Misja była wielkim sukcesem technicznym i medialnym. Na program Apollo wydali gigantyczną sumę ponad 20 mld dolarów. Zaangażowanych weń było 380 tys. osób. Decydenci zdawali sobie także sprawę z ryzyka. W archiwach Białego Domu zachował się nawet tekst przemówienia prezydenta na wypadek, gdyby astronauci nie mogli wrócić z Księżyca.     Dzięki temu, że poprzeczka postawiona została tak wysoko, nasza wiedza na temat Układu Słonecznego i wszechświata jest nieporównywalnie większa niż 40 lat temu. Nawet sobie nie zdajemy sprawy, że GPS, telefony komórkowe, Internet zawdzięczamy pośrednio temu wydarzeniu sprzed 40 lat – dodaje dr Ziołkowski. Za dziesięć lat w stronę Księżyca ruszą kolejne wyprawy załogowe. Teraz Księżyc będzie stacją przystankową w podróży na Marsa. Istnieją już konkretne plany baz załogowych na Księżycu. Posłużą one nie tylko jako zaplecze wypraw na Marsa do badań naukowych. Udział w wyprawach na Księżyc zapowiedziały USA, Chiny, Indie, Japonia, Korea Płd. Tym razem celem jest znalezienie złóż helu 3. Wiadomo, że w skałach księżycowych mogą być duże pokłady tego izotopu. Nie do końca jest to sprawdzone, podobnie jak umiejętność wykorzystania tego izotopu jako źródła energii. – Ale taka możliwość teoretycznie istnieje. I to też pobudza wyobraźnię – dodaje dr Ziołkowski.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL