Muzyka

Muzyka spod skrzydeł Tzadika

Bester Quartet istnieje już 12 lat i jest jednym z najlepszych zespołów klezmerskich na świecie
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Tradycja klezmerska opanowała umysły muzyków grających na ludową nutę do tego stopnia, że jury festiwalu Nowa Tradycja zwróciło im w tym roku uwagę.
Uznało, że większości przystępujących do konkursu zespołów brak odniesień do ducha i charakteru polskiej muzyki, i napisało z lekką nutą przygany: “Rytmy polskie mogą być równie efektowne jak rytmy bałkańskie czy żydowskie”. Winę za ten stan powinni wziąć na siebie Muzycy z Bester Quartet. Z przyjemnością oczywiście. Niejako dzięki nim udało się bowiem wprowadzić klezmerów do prestiżowych klubów i sal filharmonii, co jest rzeczą bez precedensu w historii tego muzycznego nurtu.
Ta część spuścizny kulturalnej Europy Środkowo-Wschodniej odwołująca się do muzykowania, które towarzyszyło Żydom podczas uroczystości, z czasem zyskała charakter czysto rozrywkowy, łącząc się z elementami kultury muzycznej różnych narodów. W latach 90. nastąpił w Polsce szczególny rozkwit muzyki czerpiącej z motywów klezmerskich, chociaż niezwykle popularny jazz z elementami żydowskimi był wytworem amerykańskim. Drogę muzyce klezmerskiej przecierały najpierw zespoły krakowskie, takie jak Kroke i The Cracow Klezmer Band, dzisiaj działający właśnie pod nazwą Bester Quartet. Zespół założony w 1997 r. przez klasycznie wykształconych instrumentalistów grających w knajpach został dostrzeżony przez Grażynę Auguścik, dla której wysoki poziom wykonawstwa i niesamowita energia sadowiły TCKB w czołówce gatunku. Auguścik nie miała wątpliwości, że zespół powinien wysłać swoje demo do Tzadika, prowadzonej przez Johna Zorna wytwórni, która wskazuje, jak na gruncie różnych styli muzycznych gra się ultranowoczesną klezmerkę.
Od 2000 r. The Cracow Klezmer Band nagrywają tam własne kompozycje, a także materiał tradycyjny. Na “Balan: The Book Of Angels, vol. 5” zagrali pieśni ze znakomitej “Księgi Aniołów” Zorna. Wcześniejsze “Sanatorium pod Klepsydrą” z 2005 r., również z jego kompozycjami, przyniosło dźwiękowe wizje przemierzające prozę Schulza i gościło Grażynę Auguścik w dwóch utworach. Dzięki nim światowa awangarda jazzowa może o sobie mówić, że jest autentyczna i nieszablonowa. Czeski zespół Tara Fuki, który zagra przed Bester Quartet, pokaże, jak się gra i śpiewa za granicą etniczny avant-pop po polsku. Tworzą go dwie wiolonczelistki, które debiutowały w 2001 r., zdobywając nagrody Czeskiej Akademii Muzycznej w kategorii muzyka alternatywna (world music). Dotychczas wystąpiły w Polsce tylko raz. [i]Bester Quartet, Muzeum Etnograficzne, Watrszawa, ul. Kredytowa 1, tel. 022 827 76 41, wstęp wolny, piątek (17.07), godz. 18[/i] [ramka][b]Festiwale, festiwale[/b] Obok najbardziej znanych polskich festiwali kultury żydowskiej – jak szczycący się 20-letnią tradycją festiwal krakowski albo przygotowująca się do szóstej edycji Warszawa Singera – w kraju odbywają się liczne imprezy włączające żydowskie motywy do wielokulturowych działań artystycznych. Tak dzieje się chociażby podczas imprezy Spoiwa Kultury w Szczecinie, która udowadnia, że kultura pokonuje granice i uczy ludzi otwartości. Inne wydarzenia mówią o dawnym dziedzictwie. Festiwal Dialogu Czterech Kultur w Łodzi odnosi się do pamięci o ludziach różnych nacji, którzy wywarli wpływ na historię tego miasta. Festiwal Trzech Kultur we Włodawie przywołuje ślady obecności polskich chasydów, współistniejących niegdyś na tych terenach razem z katolikami i wyznawcami prawosławia. W Kazimierzu Dolnym podczas Festiwalu Muzyki i Tradycji Klezmerskiej zajęcia prowadzą m.in. muzycy z holenderskiej kapeli Amsterdam Klezmer Band (do soboty 18 lipca trwa czwarta edycja tej imprezy). Warsztaty z „klezmologii” stały się też tradycją na Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie, gdzie podczas cyklu spotkań i wywiadów z twórcami muzyki klezmerskiej i artystami śpiewającymi w jidysz rozmawia się o ich drodze twórczej. Kraków, który pokazuje, jak się śpiewa i w synagodze, i na weselu, przekonał się, że warto pokazać, jak żydowska muzyka odbija się w najnowszych trendach. Pierwszy raz w tym roku można więc było uczestniczyć w imprezach z muzyką klubową, na których didżeje grali bity podróżujące przez partie żydowskich polek i klezmerskich zaśpiewów. Kraków, podobnie jak najmłodsze z festiwalowych dzieci Tzadik Poznań Festiwal, który odbywa się w ten weekend, gości największe nazwiska zgrupowane wokół wytwórni Tzadik. W tym roku wystąpili akordeonista Koby Isrealite oraz wybitny pianista jazzowy Uri Caine, który w Poznaniu zagra w superkwartecie Johna Zorna ze skrzypkiem Markiem Feldmanem. Niezliczone są towarzyszące gwiazdom awangardy neoklezmerskiej koncerty rodzimych sław, na czele z Shofarem, Cukunftem, Trzaską, Szamburskim i innymi, którzy twórczo zabierają się do odświeżania definicji tradycji. —kret[/ramka] [ramka][b]Warto wiedzieć o muzyce klezmerskiej[/b] Żydzi zamieszkujący Europę Środkowo-Wschodnią, zwani aszkenazyjskimi (w odróżnieniu od sefardyjskich, którzy pochodzili z Półwyspu Iberyjskiego i stamtąd wędrowali do Europy Zachodniej i na Bliski Wschód), powołali do życia instytucję wędrownego muzykanta. Słowo klezmer (hebr. kley – narzędzie, zemer – pieśń) pierwotnie oznaczało instrument muzyczny. Klezmerskie zespoły, często rodzinne, pojawiły się w II połowie XVIII w. Grały ludową muzykę Żydów aszkenazyjskich. Jej korzenie tkwiły w muzyce religijnej, obrzędowej i świątecznej wzbogacanej o ludowe nuty różnych grup etnicznych, z którymi stykali się Żydzi. Z czasem doszło do połączenia melodyki, rytmiki czy artykulacji charakterystycznych dla nostalgicznej i bardzo tanecznej muzyki klezmerskiej z muzyką rozrywkową. Szczyt przypadł na okres międzywojenny. Po emigracji wielu autorów klezmerzy odrodzili się w Stanach Zjednoczonych, gdzie mieli dodatkowy grunt do eksperymentów z jazzem. Kiedyś słynne były całe rody, np. Brandweinowie, do których należy „ostatni klezmer Galicji” Leopold Kozłowski. Współcześni muzycy czerpiący z tego dziedzictwa często doszukują się we własnych biografiach przerwanych wątków i udanie wskrzeszają tradycje klezmerskie. [/ramka] [ramka][b]Tzadik – sam cymes[/b] Nosząca nazwę taką samą jak legendarni przywódcy chasydów wytwórnia płytowa miała ogromny potencjał komercyjny, o czym wiedział zakładający ją w 1995 r. razem z kolegami John Zorn (na zdjęciu). Amerykański saksofonista awangardowy, zaczynając eksperymenty z muzyką żydowską, prorokował nadejście jej epoki. I się nie pomylił. Wizytówką labelu stały się avant-klezmerskie utwory Zorna, a później również innych. Jeden z projektów nazwany Radical Jewish Culture ma na celu kontynuację rozwoju muzyki żydowskiej, tak jak to określa Zorn – aby mogła się ona rozwijać, podobnie jak czynią to muzyka klasyczna, która kiedyś zaczęła od tonalnej, albo jazz startujący w dixielandzie. Propozycją dla nowej muzyki klezmerskiej ma być powiązanie z tym, co aktualne w jazzie, rocku, funku, elektronice itd. Część z propozycji Tzadika jest więc bardziej jazzowa, ale wiele z nich to tajemnicze mikstury, gdzie słyszy się hard core, metal, a potem tęskno-rzewne frazy klarnetu skonfrontowane z world music z Hiszpanii czy Bliskiego Wschodu. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL