Medycyna i zdrowie

Nie chodzi o inteligencję, ale o brak wiedzy

prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego
Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Rozmowa z prof. Andrzejem Rynkiewiczem, kardiologiem, prezesem Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego
[b]Rz: Czy nie jest tak, że brytyjscy uczeni nazwali po imieniu problem, z którego lekarze zdawali sobie sprawę, ale nie wypadało powiedzieć o nim głośno?[/b]
[b]Andrzej Rynkiewicz:[/b] Jeszcze 30 temu problem był odwrotny. Na niezdrowe używki, takie jak palenie, nadmiar jedzenia, wylegiwanie się przed telewizorem czy jazdę samochodem, mogła sobie pozwolić tylko elita, dobrze wykształcona i raczej o wysokim IQ. Wydawało się, że zawał serca jest chorobą dyrektorów. Kiedy uczeni udowodnili, że wymienione czynności są czynnikami ryzyka, elity zmodyfikowały swój styl życia. Jednocześnie przyszły zmiany ekonomiczne, poprawiające status socjalny klas niższych, a jednocześnie zwiększające ryzyko zawału i udaru. Dzisiaj każdego stać na telewizor, samochód czy smaczne przekąski. Nie każdy rozumie, że ich nadmiar jest niezdrowy. [b]Jakiej skali jest to zjawisko?[/b]
Z amerykańskich badań wynika, że co trzeci pacjent nie rozumie poleceń lekarza. W rezultacie nie przestrzega zasad terapii, co prowadzi do niepowodzenia leczenia. W całej tej sprawie nie tyle moim zdaniem chodzi o obniżony poziom inteligencji, ile o niski poziom wiedzy ogólnej na temat świata i niedopasowanie do niego komunikatów lekarzy, które mogą być zbyt złożone lub wymagają erudycji do ich zrozumienia. [b]Lekarze mówią zbyt zawile?[/b] Pracuję już wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że nie do każdego pacjenta powinno się zwracać w ten sam sposób. Jeśli widzę, że jest nim mężczyzna w wieku 48 lat, zniszczony pracą fizyczną i paleniem papierosów, to będę rozmawiał z nim inaczej niż z wykładowcą akademickim. Nie powiem: potrzebuje pan regularnego wysiłku fizycznego, ale: proszę pięć razy w tygodniu maszerować z żoną w żwawym tempie, tak by dostał pan zadyszki. [b]I to pomoże?[/b] Tak, jeśli za uproszczonymi komunikatami będzie szła edukacja. Udało się to w Finlandii. W latach 70. kraj ten miał najwyższy w Europie wskaźnik umieralności z powodu zawałów i udarów. W wyniku zwiększenia nakładów na oświatę i naukę w ogóle fińskie społeczeństwo stało się jednym z najbardziej innowacyjnych. A wspomniany wskaźnik spadł o 85 proc. [b]Jak pan sobie wyobraża zastosowanie brytyjskich badań w praktyce? Wizyta u lekarza będzie się zaczynała od testu IQ?[/b] Byłoby to zbyt stygmatyzujące. Moglibyśmy skorzystać z rozwiązania amerykańskiego. Tam, jeśli lekarz zauważy, że mimo przyjmowania tabletek u pacjenta nie widać poprawy, zleca wykonanie u psychologa testu na zrozumienie tekstu.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL