Piłka nożna

Trzeba wyważyć bramę

Maciej Żurawski w 2005 roku grał przeciwko Gutiemu z Realu
Fotorzepa, Łukasz Trzciński Łukasz Trzciński
Droga do raju ma być dłuższa, ale mniej wyboista. Jutro o 20.30 Wisła zagra z estońską Levadią Tallin
Bogusław Cupiał, inwestując w Wisłę pod koniec poprzedniej dekady, nie wiedział, że robi to w złym momencie.
Kończyły się akurat czasy parytetu, kiedy w Lidze Mistrzów grały najsilniejsze drużyny, ale te uboższe też miały szansę, by zaistnieć. Później bogaci mówili coraz głośniej, że wielkie pieniądze powinny być dzielone zgodnie z ich życzeniem, a groźba stworzenia przez najsilniejsze kluby własnych elitarnych rozgrywek działała na wyobraźnię ludzi z UEFA. W krótkim czasie Liga Mistrzów stała się Ligą Tylko dla Bogatych, do której dopuszczono nawet czwarte drużyny z najsilniejszych futbolowo krajów i stworzono dwie fazy grupowe.
Cupiał kupował nowych zawodników, wydawał miliony, ale na losowania wysyłał ludzi, którzy nie przynosili szczęścia. W pięciu podejściach dwa razy trafiał na Barcelonę, raz na Real Madryt z pierwszego okresu „galacticos”. Wisła odpadała w eliminacjach, mając w składzie pół reprezentacji Polski. Właściciel klubu miał prawo zwątpić, że zainwestowane pieniądze kiedyś się zwrócą. [srodtytul]Trzy gole strzelone Barcelonie[/srodtytul] Start Wisły w wyścigu o wielkie pieniądze został odroczony przez nóż rzucony przez kibica w głowę Dino Baggio podczas meczu Pucharu UEFA z Parmą. Za ten wybryk drużyna z Krakowa nie została dopuszczona do gry o Ligę Mistrzów w 1999 roku. Wisłę prowadził wtedy Franciszek Smuda, do dziś ulubieniec Cupiała. Trener ten wrócił do klubu akurat na pierwsze pukanie do bram Ligi Mistrzów w 2001 roku. Trafił na Barcelonę. – Po losowaniu nawet się ucieszyłem. Kazałem chłopakom zostawić strach w domu, tłumaczyłem im, że piłkarze z Katalonii piją taką samą wodę jak my. No i wyszło tak, że w Krakowie wciąż wspominają pierwszy mecz. Przegraliśmy 3:4, a Barcelona strzeliła jednego gola z wątpliwego karnego, a drugiego – po tym jak Patrick Kluivert wygarnął piłkę z autu i podał do Rivaldo. Staliśmy i czekaliśmy na gwizdek, a oni grali dalej. W rewanżu skład miałem taki, że wielu trenerów zastanawiałoby się, czy wychodzić na Camp Nou – mówi „Rz” Smuda. [srodtytul]Za ciasno w Krakowie[/srodtytul] Cupiał jeszcze się nie zraził, niepowodzenie potrafił wytłumaczyć pechem. Na Reymonta przyszedł Henryk Kasperczak i zbudował drużynę, która w Polsce nie miała sobie równych, a reprezentacji dostarczyła takich piłkarzy, jak Mirosław Szymkowiak, Kamil Kosowski czy Maciej Żurawski – wszystkich w najwyższej formie. Puchar UEFA, wyeliminowanie w pięknym stylu Parmy i Schalke 04 Gelsenkirchen zwiastowały powstanie drużyny, dla której eliminacje Ligi Mistrzów nie będą straszne. Ale były – głównie dlatego, że gwiazdom w Krakowie zaczęło się robić za ciasno. [wyimek]Na pięć podejść do Ligi Mistrzów Wisła dwa razy trafiła na Barcelonę, raz na Real Madryt [/wyimek] Wisła trafiła na Anderlecht Bruksela i wreszcie był to rywal w jej zasięgu. Kosowski zdecydował się jednak odejść do Kaiserslautern, a kiedy odmówiono transferu Kalu Uche, ten odmówił treningów i został zawieszony na pół roku. – To był najgorszy okres dla Wisły. Chcieliśmy Uche przekonać, ale chłop się uparł, menedżer mu w głowie namieszał, a nasze szanse zmalały. Kilku innych chłopaków też chciało odejść, zaczęło się robić nieprzyjemnie. Odpadliśmy bez walki, a za rok trafiliśmy na Real Madryt. Znowu nie mieliśmy szans. Z tych meczów można było się cieszyć tylko dlatego, że to przeżycie zobaczyć takich piłkarzy z bliska – opowiada „Rz” Mirosław Szymkowiak. Najbliżej Ligi Mistrzów Wisła była w 2005 roku. Eliminacje zaczęła od ostatniej rundy, w pierwszym meczu wygrała z Panathinaikosem Ateny 3:1. W rewanżu doszło do dogrywki. Drużyna z Krakowa przegrała 1:4, a Tomasz Frankowski tuż po meczu zapowiedział swoje odejście z klubu. Wkrótce trafił do hiszpańskiego Elche. [srodtytul]Teraz łatwiej[/srodtytul] – Tomka miał rzekomo uderzyć w szatni Radek Sobolewski, który zarzucił mu oszczędzanie sił przed transferem za granicę. Znam sprawę z pierwszej ręki, Frankowski i Sobolewski to są żubry z Białegostoku, bardzo się szanują i wiem, że to bzdura. Zresztą Tomka nikt nawet nie dotknął – mówi Szymkowiak, który wtedy grał już w Turcji, w Trabzonsporze. Historia najnowsza to już walenie głową w zamknięte drzwi. Rok temu po wyeliminowaniu Beitaru Jerozolima Wisła znowu trafiła na Barcelonę. Tym razem Cupiał, jakby przewidując pech w losowaniu, nie wzmocnił drużyny. 0:4 na Camp Nou załatwiło sprawę, Barcelona przegrała co prawda 0:1 w rewanżu w Krakowie, ale strzelec gola Cleber po pół roku odszedł do Tereka Grozny. Maciej Skorża pytany o to, czy z takim składem miał szansę walczyć o Ligę Mistrzów, wymownie milczał. Milczał podobno także w tym roku, mimo że po reformie rozgrywek dokonanej przez Michela Platiniego o awans będzie dużo łatwiej. Pierwszy krok trzeba zrobić już w środę. Levadia rządzi w Estonii, ale w Europie nikt o niej nie słyszał. Później Wisła musi być lepsza jeszcze od dwóch rywali. W kolejnej rundzie najsilniejsi wydają się Red Bull Salzburg i Apoel Nikozja, w ostatniej – Olympiakos Pireus, Slavia Praga i Partizan Belgrad. [i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=m.kolodziejczyk@rp.pl]m.kolodziejczyk@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL