Kraj

Unijna komisarz na pogrzebowym stosie w Szczecinie

Neelie Kroes z wizytą w Szczecinie
Fotorzepa, Dariusz Gorajski Dariusz Gorajski
Gwizdami i transparentem „Witamy na pogrzebowym stosie polskiej stoczni” przywitali szczecińscy stoczniowcy unijną komisarz do spraw konkurencji, która przyjechała z wizytą. W Gdańsku też nie będzie miło.
- Pani komisarz powiemy prosto w oczy, że działa na szkodę Unii Europejskiej i w interesie Chin, Korei i Wietnamu — wyjawił „Rz” Roman Gałęzewski, szef Solidarności w Stoczni Gdańskiej.
Stoczniowcy nie są zadowoleni z deklaracji Neelie Kroes, która przed miesiącem uznała, że plan restrukturyzacji stoczni Gdańsk jest do zaakceptowania, co oznacza, że firma nie musi zwracać rządowego wsparcia przyznanego po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Chodzi o ok. 100 mln zł. Oznacza to również, że Stoczni Gdańskiej nie grozi to, co stało się w Szczecinie i Gdyni. Kroes, uznając że pomoc publiczna w tych wypadkach była nielegalna, doprowadziła do kontrolowanego upadku stoczni. Jej pracownicy stracili pracę, dostali wysokie odprawy. Gdańscy stoczniowcy chcieliby usłyszeć w piątek oficjalny komunikat, w którym Komisja Europejska wyraża zgodę na plan ratowania Stoczni Gdańskiej. Z informacji "Rz" wynika jednak, że Kroes nie ogłosi tej decyzji, gdyż musi ją jeszcze zatwierdzić kolegium komisarzy, które zbiera się w środy.
- Na spotkanie zaprosiłem związkowców z H. Cegielskiego, naszego najważniejszego kooperanta, który zwalnia 500 pracowników — mówi Gałęzewski. — Nie wiemy jeszcze pracujących na zamówienia stoczni firm popadnie w tarapaty. Efekt domina, jakiego spodziewa się szef „S” w Stoczni Gdańskiej, wynika m.in. z faktu, że plan KE uwzględnia funkcjonowanie tu tylko jednej z 3 pochylni. Jeszcze w poniedziałek wiceszef „S” Stoczni Gdańskiej, Karol Guzikiewicz zapowiadał, że związkowcy poproszą Kroes, aby do czasu zbudowania przez ISD Polska (spółka jest większościowym właścicielem stoczni) fabryk konstrukcji stalowych oraz wież wiatrowych, pozostawić dwie a nie jedną pochylnię. - Jedna pochylnia to ograniczenie roli stoczni do wytwórcy półproduktu, prymitywnej blachowni — uważa Gałęzewski. — To program na wegetowanie a nie na rozwój. Polska już zamówiła statki za ok. 1 mld zł nie w polskich stoczniach, lecz w chińskich — zauważa. Spodziewane oficjalne stanowisko KE, że udzielona Stoczni Gdańskiej pomoc była legalna, w opinii związkowców nie zamyka sporu. — Na dziś powinniśmy przyjąć tę decyzję by całkowicie nie pozbyć się zleceń, ale to wymuszony kompromis — twierdzi Gałęzewski. — Pójdziemy drogą, jaką przebyła Huta Częstochowa, która na początku lipca przed unijnym sądem w Luksemburgu doprowadziła do uniewżnienia decyzji KE w sprawie zwrotu pomocy państwa. Gdańscy związkowcy uważają, że stocznia nie otrzymała pomocy w wielkości, o której mówi komisarz Kroes a tym samym narzucony firmie program restrukturyzacji jest nielegalny. Na czwartkowe popołudnie zaplanowano w Warszawie rozmowy unijnej komisarz z szefem resortu skarbu Aleksandrem Gradem oraz wicepremierem i ministrem gospodarki Waldemarem Pawlakiem. W piątek komisarz będzie uczestniczyć w wodowaniu statku w Gdańsku. Podczas ostatniej takiej uroczystości w Stoczni Szczecińskiej, w marcu, spalono kukłę pani Neelie Kroes.
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL