Polityka

Dlaczego PO woli jesień

Jeśli minister Cezary Grabarczyk (z prawej) dotrzyma harmonogramów, to przed jesiennymi wyborami w 2011 r. premier Donald Tusk będzie mógł codziennie przecinać wstęgę zakończonej inwestycji. Na zdjęciu z Mirosławem Drzewieckim i Iwoną Śledzińską- -Katarasińską na konwencji PO w Łodzi podczas kampanii wyborczej we wrześniu 2007 r.
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Platforma wolałaby nie przyspieszać wyborów w 2011 roku, bo nie zdąży pochwalić się drogami
– Rozważamy wariant, według którego wybory parlamentarne w 2011 r. nie będą przyspieszone z powodu przejęcia przez Polskę prezydencji w UE i odbędą się w terminie, czyli jesienią – mówi „Rz” polityk z władz PO.
To nowe spojrzenie na problem zbieżności terminów w 2011 r.: w lipcu nasz kraj obejmie prezydencję w Unii Europejskiej, a jesienią powinny odbyć się wybory do parlamentu. Eksperci alarmują, że w trakcie prezydencji niedopuszczalne jest zamieszanie związane z kampanią i wymianą ministrów. Nasi politycy muszą bowiem być przygotowani do pracy w UE. Będą m.in. przewodniczyć posiedzeniom rad w Unii.
Zamieszania podczas prezydencji nie uniknęły Czechy. W Pradze upadł rząd, co wywołało spekulacje dotyczące dalszej ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Większość polskich posłów i koalicji, i opozycji przyznawała więc do tej pory, że jedynym rozwiązaniem wydają się przyspieszone wybory, czyli głosowanie na wiosnę. Dlaczego władze PO zastanawiają się, czy uda im się uniknąć takiego scenariusza? – Pod koniec 2011 r. będą oddawane do użytku drogi i autostrady, jeśli zrobimy wybory w połowie roku, opozycja nas zakrzyczy, że nic nie zbudowaliśmy, a potem nowy rząd będzie odcinał kupony od naszych projektów – mówi rozmówca „Rz”. Pod koniec 2011 r. zakończyć ma się np. budowa całej autostrady A1 oraz budowa najważniejszych odcinków autostrady A2 (m.in. z Nowego Tomyśla do granicy z Niemcami), oddane mają być do użytku wszystkie stadiony na Euro 2012. Jeśli ministrowi infrastruktury uda się zrealizować harmonogram, w kampanii wyborczej premier Donald Tusk przecinałby wstęgi niemal każdego dnia. Nic dziwnego, że politycy PO podkreślają, iż żadne przepisy nie zobowiązują rządu do wcześniejszego rozpisania wyborów. Oficjalnie przekonują jednak, że dostrzegają potrzebę zorganizowania wyborów wiosną 2011 r. – Ale do decyzji, którą podejmie w tej sprawie Sejm, są jeszcze dwa lata – mówi Andrzej Halicki (PO), szef Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. – Nie znam przypadku łączenia prezydencji w UE ze zmianą władzy w danym kraju. To może być bardzo kłopotliwe, ale spodziewam się, że wygra interes polityczny, a jeśli rządzącym słupki poparcia zaczną spadać, to nie będą spieszyć się do wyborów – ocenia dr Przemysław Żurawski vel Grajewski, politolog z Uniwersytetu Łódzkiego. Pojawiają się też pomysły, aby zamienić się prezydencją z innym krajem. Taką propozycję zgłaszał marszałek Senatu Bogdan Borusewicz. Teoretycznie Polska mogłaby zamienić się przewodnictwem z Węgrami lub Danią. W obu przypadkach jest to jednak trudne. Bo system prezydencji realizowany jest w tzw. trio, co oznacza podział zadań i ustalenie z góry programu prac dla trzech kolejnych krajów. [i] masz pytanie, wyślij e-mail do autorki [mail=d.kolakowska@rp.pl]d.kolakowska@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL