Społeczeństwo

Poznań, minaret i samobójcze misiaczki

ROL
Artystka chce zmienić komin w wieżę meczetu. Taka wizja nie spodobała się ani działaczom katolickim, ani architektom
Przekształcenie komina w minaret (wieżę, z której muezzin wzywa muzułmanów na modlitwę) to pomysł Joanny Rajkowskiej, znanej już z postawienia sztucznej palmy na rondzie de Gaulle’a w Warszawie.
W ubiegłym roku władze Poznania zaprosiły ją na tak zwaną rezydencję artystyczną. Miała ona zaowocować stworzeniem niezwykłej pracy w miejskiej przestrzeni. Rajkowska wymyśliła minaret, który ma się stać symbolem różnorodności. Projekt, który ma być gotowy na przyszłoroczny Festiwal Teatralny Malta, wywołał awanturę. – Pomysł jest absurdalny. To tak, jakby z podatków muzułmanów postawić dzwonnicę w Katarze – mówi Zbigniew Czerwiński (PiS), wiceprzewodniczący sejmiku wojewódzkiego i przewodniczący rady Fundacji św. Benedykta. – Wynika z tego, że najlepiej zrobić sobie reklamę, grając na nosie katolikom, i to za ich pieniądze.
Protestują też członkowie Kolegium Sędziów Konkursowych poznańskiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich. W oświadczeniu stwierdzili, że projekt jest ,,obcy kulturowo”, a jego realizacja ,,może być odebrana jako próba ośmieszenia symbolu religijnego”. – Nie jest to stanowisko stowarzyszenia, jedynie niektórych jego członków. Myślę, że nie ma potrzeby, by ingerować w działalność artystów – studzi emocje Andrzej Kurzawski, szef SARP w Poznaniu. Krytycy zwracają uwagę na kontrowersyjne źródło inspiracji artystki. Eli Barbur, znany dziennikarz żydowskiego pochodzenia, w swoim blogu zauważa: „Rajkowska (...) olśnienia doznała, wpatrując się kreatywnie w odrapany minaret z megafonami dla muezzina w palestyńskim Dżeninie. Stamtąd przybywały do Izraela samobójcze misiaczki płci obojga A.D. 2002”. Według artystki protest środowiska związanego z SARP wynika z lęku przed „kulturowo obcymi”, z próby stworzenia „monopolu na polskość rozumianą jako zjawisko homogeniczne kulturowo, religijnie i etnicznie”. Rajkowska zapewnia, że minaret nie jest projektem konfrontacyjnym ani wobec katolicyzmu, ani judaizmu. Zarzuty Barbura odpiera, podkreślając, że w Dżeninie mieszkają nie tylko terroryści, ale też „ofiary izraelskiej przemocy”. – Oburzenie Eli Barbura jest prawdopodobnie odbiciem jego realnego lęku przed muzułmanami – mówi „Rz” artystka. Jednak projekt może pozostać na papierze z zupełnie innego powodu: jego koszt przekracza pół miliona złotych. – Miasto w pewnym sensie jest inicjatorem projektu. Mam nadzieję, że będzie go współfinansować – mówi Anna Reichel z biura prasowego Festiwalu Teatralnego Malta. To właśnie związana z Maltą fundacja jest organizatorem i producentem przedsięwzięcia. Ale w magistracie wielkiego entuzjazmu nie widać. – Poznań tnie koszty. Mamy deficyt budżetowy, który w ciągu pięciu lat może sięgnąć pół miliarda złotych – tłumaczy Maciej Milewicz z biura prasowego urzędu miasta. Miasto uzależniało też zgodę na zagospodarowanie terenu, gdzie minaret miałby powstać, od stanowiska Kolegium Sędziów Konkursowych SARP. Gdy jego opinia okazała się negatywna, list otwarty do władz wystosowała Fundacja Malta. Na razie magistrat milczy. [ramka][b]Rozmowa "RZ"[/b] [b]Poznański minaret, to nie minaret – przekonuje autorka kontrowersyjnego projektu Joanna Rajkowska, artystka tworząca przestrzenne instalacje, która postawiła palmę w Warszawie[/b] [b] Skąd pomysł na zamianę komina w wieżę meczetu?[/b] [b]Joanna Rajkowska:[/b] Ze spacerów po Poznaniu, gdzie na dwumiesięczny pobyt zaprosił mnie pan prezydent Ryszard Grobelny, z obserwacji okolicy Warty, badaniu osi widokowych, rozmów z ludźmi oraz wspomnień z pobytu w teatrze w obozie dla uchodźców w Jenin na północnym krańcu Zachodniego Brzegu. Pomysł nie był wynikiem spekulacji, był raczej rezultatem niemożności poradzenia sobie z pamięcią, z natłokiem obrazów i zapisaną w nich traumą. Decyzja o realizacja zapadła we mnie po spotkaniu ze społecznością muzułmańską w styczniu tego roku zorganizowanym przez Krytykę Polityczną. [b]Co w tym projekcie jest najważniejsze? Czy to żeby minaret powstał,czy też może wystarczy, że sam projekt wywoła dyskusję?[/b] Moje projekty działają zupełnie inaczej, gdy są zrealizowane. Dyskusja przenosi się wtedy na inną płaszczyznę. Działa ich zmysłowość, działa kolor, skala, materiały. Czasem cieszą ludzi na czysto wizualnym poziomie. Więc lepiej dla naszych rozmów byłoby, gdyby odbywały się w kontekście faktycznego projektu. To jest trochę tak, jakby mówić o człowieku, którego zabrakło na spotkaniu. Jego fizyczna obecność zmienia tok rozumowania. [b]Stowarzyszenie Architektów Polskich wytyka, że projekt nie komponuje się z tą częścią miasta i nie przedstawia sobą wartości artystycznej.[/b] SARP, a dokładnie „Sąd Konkursowy uważa, że realizacja tego zamierzenia: jest „obca kulturowo”, co jest argumentem wagi ciężkiej, a dopiero w ostatnim punkcie pisze, że „nie posiada żadnych istotnych walorów artystycznych związanych z wydarzeniami kulturalnymi miasta Poznania”. Protest środowiska związanego z SARP-em wynika z lęku przed „kulturowo obcymi”, z próby stworzenia monopolu na polskość rozumianą jako zjawisko homogeniczne kulturowo, religijnie i etnicznie. A Polska, co wydaje się oczywiste, jest również gejowska, żydowska, muzułmańska, ukraińska i niemiecka, Polska jest we wszelkich odcieniach i we wszystkich odmianach. I całe szczęście. Wszyscy ci ludzie, którzy uważają siebie za Polaków i są jednocześnie odmienni kulturowo, jakkolwiek byłoby trudne współżycie z nimi, są bogactwem tego kraju. Tak uważam, mając za sąsiadów buddystów, którzy nienawidzą Turków, i Żydów, którzy są jednymi z najsympatyczniejszych ludzi w kamienicy. Ostatni argument SARP-u jest dość mętny, bo festiwal teatralny Malta jest wręcz hodowlą elementów kulturowo obcych i jednocześnie najbardziej rozpoznawalną marką kulturalną Poznania. [b]W swoim blogu dziennikarz Eli Barbur skrytykował panią za to, że projekt odwołuje się do meczetu w Dżeninie, skąd wysyłano do Izraela zamachowców-samobójców.[/b] Eli Barbur jest gorącym orędownikiem izraelskich operacji zbrojnych, których ja entuzjastką nie jestem. Na marginesie dodam, że właśnie dzisiaj Amnesty International ogłosiło raport, w którym twierdzi, że wojsko izraelskie popełniło zbrodnie wojenne podczas styczniowej operacji zbrojnej na terenie Strefy Gazy. Nie sądzę jednak, żeby to było przyczyną, dla której należy protestować przeciwko zbudowaniu jakiejś synagogi, domu modlitwy czy mykwy. Wręcz odwrotnie, im więcej w Polsce będzie czynnych synagog tym lepiej. Wszelkie ataki na ludność cywilną, w tym ataki samobójcze, jakich Palestyńczycy dokonywali w Izraelu są niedopuszczalne. Nie stoję po stronie jakichkolwiek zbrodni i jakiejkolwiek przemocy. W Jenin nie mieszkają sami terroryści, mieszkają tam przede wszystkim ofiary izraelskiej przemocy. Przypomnę, że jest tam obóz dla uchodźców, założony pięć lat po proklamacji państwa Izrael i pozbawieniu ok. 750 tys. ludzi domów, majątków i środków do życia. Dodam jeszcze, Eli Barbur popełnia ten sam błąd, jaki posłanka Halina Nowina-Konopka i poseł Witold Tomczak popełnili w Zachęcie. Oni podnosili meteoryt z rzeźby Jana Pawła II sądząc, że owa figura jest papieżem. Poznański minaret to nie minaret, to architektoniczny znak minaretu. „To nie jest fajka” jak pisał Michel Foucault. Oburzenie Eli Barbura jest prawdopodobnie odbiciem jego realnego lęku przed muzułmanami. [b] Fundacja św. Benedykta twierdzi, że próbuje Pani zagrać na nosie katolikom za pieniądze podatników.[/b] Chcę uspokoić fundację św. Benedykta, że nie chcę nikomu grać na nosie a podatników mamy wszelkich – nie tylko katolickich. Symboliczny poznański minaret pozbawiony jakiejkolwiek religijnej funkcji nie jest projektem konfrontacyjnym ani wobec katolicyzmu ani judaizmu, a islam niekoniecznie musi być wrogi katolicyzmowi. Projekt „Minaret” jest dla nas, żebyśmy mogli, rozpoznając i próbując przyswoić na nowo fragment miasta Poznania, zrozumieć gdzie jesteśmy wobec wszelkich obcych i nietutejszych. [i]—rozmawiał Łukasz Zalesińki[/i] [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL