Świat

Zdrajcy czy bohaterowie

Obrady Bundestagu
AFP
Spór o historię. Bundestag chce uchylić tysiące wyroków nazistowskich sądów wojennych
Robert Albrecht był w 1942 roku zwykłym żołnierzem Wehrmachtu. Usiłował powiadomić szwajcarski rząd o tragicznym losie jeńców wojennych, głównie rosyjskich, którzy ginęli masowo z głodu w obozach jenieckich. Jeden z żołnierzy doniósł, gdzie trzeba, i Albrecht stanął przed sądem wojskowym, który skazał go na śmierć.
Josef Salz, szeregowy, napisał w 1944 roku w pamiętniku, że nie wierzy w zwycięstwo Niemiec, za co zapłacił życiem na mocy wyroku sądu wojennego. Inny żołnierz Adolf Pogede na kilka miesięcy przed końcem wojny powiedział radzieckim jeńcom, że Armia Czerwona wkrótce zdobędzie Berlin. On też stanął przed plutonem egzekucyjnym. Czy żołnierze ci byli zdrajcami czy też uczciwymi Niemcami, którzy starali się zachować godność w zbrodniczych czasach? Ponad 60 lat po wojnie w Niemczech toczy się na ten temat debata.
W najbliższym czasie sprawą kolejny raz zajmie się Bundestag, który dyskutować będzie nad nowym projektem ustawy rehabilitacyjnej wszystkich skazanych przez sądy wojskowe w czasach II wojny światowej. [wyimek]Bundestag będzie dyskutować nad nowym projektem ustawy rehabilitacyjnej wszystkich skazanych przez sądy wojskowe w czasach II wojny światowej[/wyimek] – Mam nadzieję, że tym razem uda się uchwalić ustawę unieważniającą wszystkie wyroki. Jesteśmy to winni ofiarom zbrodniczego reżimu – mówi Jan Korte z postkomunistycznej Lewicy. Partii, która zabiega o rehabilitację takich osób jak wspomniana trójka żołnierzy Wehrmachtu. Nie zostali objęci ustawą rehabilitacyjną Bundestagu sprzed siedmiu lat, na mocy której unieważniono wyroki nazistowskich sądów wojennych dotyczących dezerterów z Wehrmachtu. – W rozumieniu ówczesnego prawa żołnierze ci nie byli dezerterami. Odpowiadali z paragrafu, na podstawie którego skazywano na śmierć zdrajców ojczyzny – tłumaczy Johannes Tuchel, historyk i szef Muzeum Niemieckiego Ruchu Oporu. Od lat walczy o to, by zrehabilitować wszystkich tzw. zdrajców ojczyzny skazanych przez hitlerowskie sądy wojenne. Wydały one 30 tys. wyroków śmierci. Wykonano 20 tys. Wśród ofiar reżimu były tysiące cywilów, skazanych m.in. za nielegalny handel, udział w ruchu oporu czy pomoc osobom prześladowanym przez nazistowskie władze. – Nie znam żadnego przypadku skazania przez nazistowskie sądy wojenne osoby, której motywy działania byłyby natury kryminalnej, a nie ideologicznej – twierdzi Tuchel. Potwierdzają to badania wielu historyków. Wątpliwości ma jednak koali- cja CDU/CSU. Jej stanowisko najlepiej odzwierciedla deputowany Norbert Geis z CSU. – Zdrady ojczyzny dopuszcza się ten, kto w przestępczy sposób zagraża życiu swych towarzyszy – powiedział w czasie jednej z debat. Ma wsparcie niektórych historyków jak Rolfa-Dietera Müllera, szefa ośrodka badań historycznych Bundeswehry. Przytacza przypadek generała Wehrmachtu Edgara Feuchtingera skazanego na śmierć przez sąd wojenny (wyroku nie wykonano) za to, że zdradził w liście do przyjaciółki plany operacyjne swej jednostki, podarował jej futro i umożliwił kupno benzyny. – Rehabilitacja tego człowieka poprzez uchylenie wyroku byłaby dla mnie skandalem – twierdzi Müller i przypomina, że takich przypadków mogło być więcej i należy każdą sprawę rozpatrywać z osobna, a nie rehabilitować wszystkich skazanych jednym aktem prawnym. – Długo byłem tego zdania, ale uważam, że mimo wszystko trzeba unieważnić wszystkie wyroki nazistowskich sądów wojennych – udowadnia Joachim Gauck, były szef Urzędu ds. Akt Stasi, odpowiednika polskiego IPN. Przypomina, że hitlerowski wymiar sprawiedliwości był formą państwowego terroru III Rzeszy, która była państwem bezprawia. Obecna dyskusja na temat traktowania ofiar hitlerowskiego sądownictwa świadczy o przemianach pamięci historycznej w Niemczech. Widać to na przykładzie postaci Clausa Schenka Grafa von Stauffenberga, autora nieudanego zamachu na Hitlera w jego kwaterze pod Kętrzynem. Przez dziesięciolecia był on traktowany w RFN jako godny największego potępienia zdrajca. Zmieniło się to dopiero na początku lat 90. ubiegłego stulecia. Dziś jest niemieckim bohaterem. Wkrótce może być ich więcej. [i]Piotr Jendroszczyk z Berlina [/i] Masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=p.jedroszczyk@rp.pl]p.jedroszczyk@rp.pl[/mail]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL