Klęski żywiołowe

Czy airbus był latającym wrakiem

Airbus Air France, który spadł do Atlantyku
AFP
W okolicach wyspy Wielki Komor odebrano sygnał z nadajnika samolotu, który we wtorek spadł do Oceanu Indyjskiego.
Na miejsce popłynął francuski statek, który ma podjąć próbę lokalizacji wraku. Zadaniem nadajnika sygnałów niebezpieczeństwa jest umożliwienie odnalezienia samolotu w razie wypadku.
Wczoraj trwały również poszukiwania ofiar katastrofy, nie udało się jednak odnaleźć nikogo żywego. Na szczęście stan 14-latki, która jako jedyna przeżyła wypadek, lekarze ze szpitala w Moroni określają jako dobry. Mieszkająca w Marsylii Bakari Baya leciała na Komory z matką. Na pokładzie airbusa jemeńskich linii Yemenia, lecącego z Sany do Moroni, znajdowały się 153 osoby, w tym 45 pasażerów z Komorów i 66 Francuzów. Z powodu usterek technicznych eksploatowany od 19 lat samolot został uznany we Francji za niesprawny i zakazano mu lądowania na francuskich lotniskach. Wczoraj rano na paryskim lotnisku kilkadziesiąt osób, głównie zamieszkałych we Francji Komoryjczyków, zablokowało odprawę podróżnych lecących samolotem Yemenii. Był to protest przeciw „przewożeniu ludzi latającymi wrakami”. Szarpanina uczestników protestu z policją opóźniła odlot samolotu na Komory o pół godziny. – To jedyny sposób, by nas usłyszano – mówił Bacar Soilihi, jeden z uczestników akcji.
Jemeński resort transportu zapewnia tymczasem, że samolot nie miał kłopotów technicznych, a w maju przeszedł przegląd. Jemeńczycy sugerują, że katastrofa mogła być następstwem złej pogody – głównie silnego wiatru wiejącego we wtorek w rejonie Komorów.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL