fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Żenia na tropie pancernika

Oficerowie „Pioruna” podczas atlantyckiego rejsu
Archiwum „Mówią Wieki
">Grzegorz Łyś
Komandor Eugeniusz Pławski – z dalekich mórz na polski Bałtyk
Na północnym Atlantyku od wielu godzin szaleje sztorm. Na mostku orzącego uparcie wzburzone morze niszczyciela ORP „Piorun” oficerowie wachtowi i sam dowódca, komandor porucznik Eugeniusz Pławski, wypatrują pancernika „Bismarck”. Na flagowy okręt Kriegsmarine poluje niemal cała brytyjska Home Fleet. Ale w zapadającym zmierzchu widać aż po horyzont tylko białe grzywy fal i ciężkie, ciągnące z zachodu chmury. Siekące deszczem szkwały co chwila ograniczają widoczność do zaledwie kilkuset metrów.
O 22.37 – jest 26 maja 1941 r. – sygnalista mat Edward Dolecki melduje: „Okręt w prawo przed dziobem. Ależ to stodoła!”. Dowódca rozkazuje nadać światłem sygnał rozpoznawczy „Pioruna”. Chce mieć pewność, że nie natknął się na angielski krążownik. Odpowiedzią jest salwa z dział pancernika. Komandor Pławski – znany w całej flocie jako „Żenia” – wie, że jego pociski nie mogą zaszkodzić pancernikowi, ale wydaje rozkaz: „Trzy salwy na cześć Polski”.
Z górą 20 lat wcześniej w Pucku podczas uroczystości zaślubin Polski z morzem młodemu porucznikowi marynarki przypada zaszczytna rola. To właśnie na jego rozkaz dwaj marynarze wciągają na maszt polską banderę. Stadko mew kołuje nad łopoczącą nad Zatoką Pucką biało-czerwoną flagą. Porucznik Pławski, wyprężony na baczność, salutuje...
Długa, bardzo długa była droga wychowanego na Dalekim Wschodzie syna carskiego generała, Polaka, do Pucka, a potem na mostek „Pioruna”. Urodzony w 1895 r. mógł w dzieciństwie na własne niemal oczy przyglądać się zmaganiom Rosjan z Japończykami i klęskom rosyjskiej floty w Port Artur i pod Cuszimą. Uczył się w Korpusie Kadetów w Chabarowsku i Korpusie Morskim w Sankt Petersburgu. Podczas I wojny światowej jako młodszy oficer, „miczman”, na torpedowcach i niszczycielach walczył na Morzu Czarnym z flotą turecką i niemiecką. Ukończył też Szkołę Lotnictwa Morskiego w Sewastopolu i, już jako jeden z pierwszych w Rosji pilotów wodnopłatowców, służył na „awiomatce”, czyli protoplaście lotniskowców, „Aleksander II”. W krwawym 1917 r. udało mu się w ostatniej chwili przed rzezią oficerów zejść z pokładu okrętu „Prozitelnyj”, by niedługo później objąć z wyboru rewolucyjnej załogi dowództwo niszczyciela „Zorkij”.
W 1919 r. Pławski przedostał się do kraju. Z Batalionem Morskim zajmował dla Polski Pomorze, potem był m.in. dowódcą trałowców i kanonierki „Generał Haller”. W Tulonie uczył się w szkole podwodniaków Ecole de Navigation Sous-Marine, a potem, również we Francji, sam kierował polską Szkołą Podwodnego Pływania. Mianowano go dowódcą ORP „Żbik”, następnie zaś pierwszym dowódcą Dywizjonu Okrętów Podwodnych. Wojna zastała go w Paryżu, gdzie jako członek polskiej misji wojskowej próbował zorganizować konwój ze sprzętem wojennym, który przez Rumunię miał dotrzeć do kraju. Z końcem 1940 r. objął dowództwo wydzierżawionego od Anglików „Pioruna”.
„Żenia” miał życie pełne przygód – i cieszył się sławą niezrównanego gawędziarza, znawcy świata, trunków i kuchni. Już przed wojną porównywano go do barona Münchhausena. Szczególne powodzenie miały jego opowieści z czasów służby we Flocie Czarnomorskiej i pierwszych lotów wodnopłatowcami, podczas których nie należało np. otwierać ust, bo wiatr mógł rzekomo nadąć pilota jak balon. Ale nawet we wspomnieniach z pościgu za „Bismarckiem” utrzymywał, że podczas sztormu «Piorun» utracił wszelką manewrowość” i trzeba było nawigować „w pozycji leżącej”.
... Do samotnego polskiego niszczyciela strzela już cała artyleria „Bismarcka”, w tym osiem dział 380 mm. „Piorun” stawia zasłonę dymną, zmienia kursy, ale wytrwale podąża śladem pancernika. Komandor Pławski chce go mieć w zasięgu swej lornetki. Jeśli „Bismarck” wymknie się z pułapki, może pod osłoną Luftwaffe bez szwanku dotrzeć do Brestu. Zabawa w kotka i myszkę, grożąca w każdej chwili zatopieniem polskiego okrętu, trwa 59 minut, do czasu, gdy na miejscu bitwy pojawiają się brytyjskie niszczyciele. Rankiem 27 maja „Bismarcka” dosięgają działa pancerników „King George V” i „Rodney” oraz torpedy z krążownika „Dorsetshire”. O 10.40 niemiecki pancernik tonie. W porcie komandor Pławski zastaje setki telegramów gratulacyjnych od Polaków z całego świata dumnych, że to polski Dawid wytropił niemieckiego Goliata.
Po zakończeniu służby na „Piorunie” komandor Pławski dowodził m.in. krążownikiem ORP „Dragon”. Po wojnie, mając już dobrze ponad pięćdziesiątkę, wyemigrował do Kanady. Był robotnikiem na farmie i w tartaku, autorem polskiej audycji radiowej, tłumaczem słynnej Królewskiej Konnej, a także, ponoć, współpracownikiem kanadyjskiego wywiadu. Zmarł w Vancouver w 1972 roku.
Edmund Kosiarz „Flota Białego Orła”
Jerzy Pertek „Wielkie dni małej floty”
[i]Grzegorz Łyś, dziennikarz „Rzeczpospolitej” popularyzator nauki, autor m.in. licznych publikacji z zakresu turystyki historycznej[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA