Historia

Pierwsze polskie tanki

Świt 25 kwietnia 1920 roku. Naczelnik odprawia pułk ułanów jazłowieckich jadących na front. Franciszek Skibiński wspominał: „Od tamtej nocy z 24 na 25 kwietnia pułk go pokochał miłością absolutną”...
Rzeczpospolita, MS Marek Szyszko
Przybycie do kraju w czerwcu 1919 roku Błękitnej Armii wpłynęło w dużym stopniu na zmianę oblicza polskiego wojska.
Do dotychczasowej mozaiki w uzbrojeniu dołączył sprzęt francuski, a poza bronią strzelecką wraz z żołnierzami generała Hallera przyjechały najlepsze wówczas na świecie armaty – słynne siedemdziesiątki piątki Schneidera – oraz czołgi.
120 pojazdów Renault FT 17 stanowiło wyposażenie 1. Pułku Pancernego; maszyny już w sierpniu wyruszyły na front i walczyły do końca wojny z bolszewikami, użyto ich m.in. podczas Bitwy Warszawskiej, w ataku na Radzymin. W toku walk utracono bezpowrotnie osiem czołgów. W owym czasie FT 17 był najnowocześniejszym czołgiem świata, a jego układ konstrukcyjny był tak rewolucyjny, że do dziś pozostaje klasyczny. Jego koncepcję wysunęli wojskowi w 1916 roku, a zadanie zrealizowania projektu powierzono konstruktorowi samochodów Louisowi Renault. Lekki czołg (francuska nazwa Char Leger Renault FT Modele 1917) gotowy był już w 1917 roku i od razu ruszyła jego seryjna produkcja. W zamyśle miał stanowić bezpośrednie wsparcie dla atakującej piechoty. Pierwsze tanki, jak angielski Mark I (ten spod Sommy z 1916 roku), były niezgrabnymi maszynami o fatalnych na ogół możliwościach manewrowych i uzbrojeniu umieszczonym nieruchomo w kadłubach, co w późniejszej nomenklaturze zaliczałoby je raczej do dział samobieżnych niźli czołgów.
FT 17 miał obrotową wieżę, w której umieszczono uzbrojenie i dzięki której zapewniono 360-stopniowe pole ostrzału. Zarówno wieża, jak i kadłub zbudowane były ze stalowych płyt przymocowanych do szkieletu z kątowników, ich grubość wynosiła od 6 do 16 mm (wieża). Uzbrojenie stanowił karabin maszynowy Hotchkiss wz. 14 kal. 8 mm, zasilany z taśmy nabojowej, lub działko Puteaux kal. 37 mm wyposażone w zamek półautomatyczny, o szybkostrzelności teoretycznej dziesięć strzałów na minutę (zapas wynosił 237 nabojów). Gaźnikowy, czterocylindrowy silnik o mocy 35KM, chłodzony cieczą, umieszczono z tyłu kadłuba, z przodu znajdował się przedział bojowy dla załogi składającej się z kierowcy i dowódcy-strzelca. Do środka wchodziło się przez dwa włazy; jeden znajdował się z przodu kadłuba, drugi w tyle wieży. Nowatorskie było także zawieszenie. Składało się z czterech wózków jezdnych (po obu stronach) połączonych wzdłużną belką amortyzowaną piórowym resorem. Koła napędowe znajdowały się z tyłu, natomiast duże koła napinające umieszczono z przodu (co ciekawe, były one drewniane i okute stalą, co wpłynęło na lepsze właściwości trakcyjne w trudnym terenie). Gąsienice miały szerokość ok. 34 cm i każda składała się z 343 ogniw. Aby poprawić jeszcze zdolność renault do pokonywania przeszkód w postaci rowów i okopów, z tyłu kadłuba przymocowano stalowy „ogon”, który można było wykorzystywać także w charakterze dodatkowego zasobnika lub platformy dla desantu piechoty. Czołg ważył 6,5 t, miał długość 5 m i wysokość ponad 2 m, zabierał 100 l paliwa, które pozwalało mu na pokonanie dystansu 35 km; prędkość maksymalna wynosiła 8 km/h. Gdy francuskie tanki przybyły w 1919 roku do Polski, nasz kraj stał się nagle pancerną potęgą, klasyfikowaną na czwartym miejscu w świecie pod względem liczby czołgów. W dwudziestoleciu międzywojennym podjęto u nas próby modernizacji FT 17, jednak wobec gwałtownego rozwoju broni pancernej w latach 30. były to zabiegi karkołomne. Ponad setka renault FT 17, jakie znajdowały się na stanie WP w przededniu II wojny światowej, nie nadawała się już właściwie do niczego. Wrześniowy epizod potwierdził ten bolesny fakt.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL