Śmierć w dekoracjach vintage

Rzeczpospolita
Mody nie ma. Umarła. Najwyższy czas – starucha miała dobrze ponad dwie setki lat. Trzeba przyznać – ma piękny pochówek.
W kondukcie sunie cały świat i podziwia zabalsamowane szczątki w muzeach. Ale wśród projektantów popłoch. Mnożą się próby animowania zwłok. Horror! Dookoła pełno ubraniowych zombie. Dla kamuflażu nazywa się je inspiracjami, cytatami, recyclingiem idei. I karierę robią ciuchy z odzysku, czyli vintage.Na co dzień wygląda to tak: w butikach designerów – dziwolągi o niebotycznych cenach; w sieciówkach – imitacje tegoż; na ulicy – proletariackie bezstylowie. W ekskluzywnych klubach – markowy snobizm, na wyjście – czarna klasyka typu Chanel, do pracy – biznes-mundurki. A na galach – hollywoodzki glamour sprzed półwiecza.Designerzy gonią w piętkę. Szukają natchnienia poza własną tradycją. Duńskie butiki proponują stroje a la samuraj, włoska dżinsowa firma podszywa się pod skandynawski folklor, Afrykańczycy przymilają się byłym kolonialistom, Chińczycy udają Hindusów, Hiszpanie imitują Włochów. I tylko zdrowi na ciele i duchu Tyrolczycy...
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL