Film

Wałbrzych to moje klimaty

„Obcy we mnie” porusza według reżyserki temat tabu, który dotyka ogromną liczbę matek
VIVARTO
Niemiecka reżyserka Emily Atef przyjechała do Warszawy promować „Obcego we mnie”. Z widzami spotkała się w Kinotece. Nam opowiedziała o braku zrozumienia dla tematu filmu – depresji poporodowej. Dramat od jutra w kinach
[b]Przyjechała pani promować trzeci film – „Obcego we mnie” – z polskim mężem. Czy poznaliście się podczas realizowanego w Wałbrzychu poprzedniego obrazu – „Drogi Molly”?[/b]
[b]Emily Atef:[/b] Mój przyszły mąż był członkiem polskiej ekipy filmu. Zakochaliśmy się w sobie, jesteśmy razem od czterech lat. Mieszkamy w Berlinie, ale często przyjeżdżamy do Polski. [b]Obraz przemysłowego Wałbrzycha i jego mieszkańców wydał się polskim widzom dość ponury.[/b]
To kwestia spojrzenia. Według mnie na ekranie widzimy wspaniałe kobiety i mężczyzn, wywierających pozytywny wpływ na bohaterkę. Irlandka Molly, żeby zarobić w Polsce na życie, sprząta w burdelu. Pokazałam wreszcie na ekranie sytuację odwrotną, kiedy to kobieta z Zachodu sprząta u Polaków. Dzięki nim Molly opuszcza Wałbrzych jako zupełnie inna osoba. To miasto przypominało mi plenery wczesnych filmów Kieślowskiego, którego uwielbiam. [b]Jak doszło do realizacji?[/b] Mogłam nakręcić film poza granicami Niemiec. Moja operatorka – Polka Patrycja Lewandowska – poleciła mi Wałbrzych jako ciekawe miasto, które zawsze mijała w drodze do Wrocławia. I rzeczywiście – to miejsce było dla mnie wymarzone! Chodziłam po nim jak we śnie, napawając się widokiem opuszczonych kopalni i stalowni. To moje klimaty! [b]Film, który jutro wchodzi do naszych kin – „Obcy we mnie” – powstawał w scenerii zadbanego, zamożnego niemieckiego przedmieścia. Jak widzowie odbierają jego niepopularny temat – zjawisko depresji poporodowej?[/b] Ta choroba wszędzie, gdzie film był pokazywany, stanowi temat tabu, choć dotyka ogromnej liczby młodych matek. Także w Niemczech, które tylko wydają się liberalne i pełne zrozumienia dla kobiet. A przecież depresja poporodowa, dotykając matki, wywiera wpływ na ich rodziny. Najcieplej przyjęto „Obcego we mnie” w Brazylii. Widzowie dziwili się, jak doszło do tego, że Rebecca – bohaterka – została pozostawiona sama sobie przez najbliższych. Bardzo jestem ciekawa – zważywszy na istniejący w Polsce katolicki wzorzec macierzyństwa – odbioru mojego filmu. [b]Gdzie znalazła pani Susanne Wolff, rewelacyjną Rebeccę?[/b] W teatrze w Hamburgu. Producenci byli przeciwko niej. Była zbyt piękna, wysoka, charyzmatyczna, utalentowana. Obawiali się, że przyćmi resztę obsady. Ponadto nie miała żadnego doświadczenia jako matka. Ale przecież ani ja, ani współscenarzystka Esther Bernstorff także go nie mamy. Zastrajkowałam, żeby wreszcie wyrażono zgodę na jej udział w filmie. [b]Pochodzi pani z rodziny francusko-irańskiej. Poza Niemcami mieszkała pani także we Francji i USA. Gdzie najtrudniej było się pani zaadaptować?[/b] W Los Angeles moi rówieśnicy patrzyli na mnie podejrzliwie. We Francji rolnicy i ich dzieci w okolicy, w której mieszkałam, nie traktowali mnie lepiej. Ale wiele mnie to nauczyło. Przede wszystkim przekonałam się, że potrafię dać sobie radę w każdej sytuacji.
Źródło: Życie Warszawy

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL