fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Upadek szefa Izby Gmin

AFP
Afera polityczna w Londynie. Skompromitowany Michael Martin ustąpi ze stanowiska. To pierwszy taki przypadek od 300 lat
– Zawsze uważałem, że izba najlepiej pracuje, gdy jest zjednoczona. Aby podtrzymać tę jedność, podjąłem decyzję o ustąpieniu ze stanowiska przewodniczącego – powiedział w krótkim oświadczeniu wygłoszonym w parlamencie Michael Martin. – Zrobię to w sobotę, 21 czerwca, tak by Izba mogła wybrać nowego przewodniczącego w niedzielę. To wszystko, co mam w tej sprawie do powiedzenia.
Dymisja jest skutkiem afery związanej z nadużywaniem przez parlamentarzystów prawa do refundowania wydatków. Zamiast zapobiegać tym praktykom, Martin próbował je tuszować. Jego decyzja o podaniu się do dymisji jest jednak o tyle zaskakująca, że jeszcze kilka dni temu zdecydowanie odpierał wszelkie zarzuty i podkreślał, że nie ma sobie nic do zarzucenia.
W poniedziałek Martin przeprosił Brytyjczyków, ale nie wspomniał słowem o możliwości ustąpienia. Według komentatorów jego wczorajsza decyzja jest efektem presji, jaką wywarli na niego koledzy z Partii Pracy. Dawno bowiem żadna sprawa nie wywołała takiego oburzenia brytyjskiej opinii publicznej. Zaniepokojenia nie kryła nawet królowa Elżbieta II. Miała ostrzec premiera Gordona Browna przed tolerowaniem „niemoralnych, jeśli nie przestępczych”, zachowań parlamentarzystów.
[srodtytul]Od robotnika do przewodniczącego[/srodtytul]
Rzecznik Martina zapewnił wczoraj, że jego szef zrzeknie się również mandatu, co spowoduje rozpisanie wyborów uzupełniających w okręgu Glasgow Północno-Wschodnie. Wszystko wskazuje na to, że błyskotliwa kariera Michaela Martina dobiegła końca.
63-letni lewicowy szkocki polityk zasiadał w parlamencie od 30 lat, a od dziewięciu lat sprawował funkcję przewodniczącego Izby Gmin. Do polityki trafił ze związków zawodowych. Wcześniej był robotnikiem w stoczni w Glasgow. Gdy w 1999 roku stanął na czele Izby Gmin, część konserwatystów wypominała mu jego robotnicze pochodzenie. Dla postępowych deputowanych nominacja ta była jednak „pozytywnym znakiem czasów”.
Tradycjonaliści nigdy nie wybaczyli mu, że zrezygnował z niektórych elementów stroju przewodniczącego, między innymi z peruki. Inni wypominali mu silny szkocki akcent i to, że jąkał się, przywołując salę do porządku.
Prawdziwe kłopoty jednak zaczęły się dla Martina , gdy przed dziesięcioma dniami brytyjski dziennik „Daily Telegraph” opublikował raport o refundacji wydatków członków Izby Gmin.Okazało się, że posłowie wszystkich partii, w tym także ministrowie zasiadający w rządzie Gordona Browna, bez skrupułów wykorzystywali przepisy zapewniające im zwrot wydatków na służbowe mieszkania. Wiceminister zdrowia Phil Hope otrzymał ponad 41 tys. funtów jako zwrot wydatków na urządzenie kuchni i łazienki, położenie parkietu, wstawienie siedmiu par drzwi, krzesła, stoły, szafy, telewizory i sprzęt ogrodniczy.
Szef dyplomacji David Miliband wydał tyle na kwiaty doniczkowe, że jego ogrodnik zaniemówił. Odważył się nawet zapytać ministra, czy takie wydatki są konieczne.
Członek gabinetu cieni konserwatystów Francis Maude kupił „mieszkanie służbowe” kilka minut drogi pieszo od własnego domu, co kosztowało podatników 35 tysięcy funtów. W „służbowym” lokum zamieszkał, a swój dom zaczął wynajmować, na czym nieźle zarobił.
[srodtytul]Karma dla psów na koszt podatników[/srodtytul]
Menzies Campbell z partii Liberalni Demokraci dostał z budżetu 10 tysięcy funtów – tyle zapłacił renomowanemu dekoratorowi wnętrz za urządzenie mieszkania. Inni parlamentarzyści nie wahali się nawet występować o zwrot pieniędzy wydanych na karmę dla psów, lampkę nocną, wymianę żarówek czy formę do kostek lodu.Zarówno premier Gordon Brown, jak i szef konserwatystów David Cameron przeprosili już wyborców za poselskie nadużycia. Komentatorzy spodziewają się jednak, że skandal będzie miał duży wpływ na wyniki wyborów do europarlamentu.
– To głosowanie może zamienić się w wotum nieufności dla całej brytyjskiej klasy politycznej – mówi „Rz” znany brytyjski komentator Iain Dale.
Niektórzy bronią jednak zachłannych polityków.– Winny jest system, który umożliwił im takie działanie. Nie uważam, by było to niemoralne zachowanie. Przede wszystkim trzeba zmienić prawo. Nie można winić polityków za to, że go przestrzegają – powiedział „Rzeczpospolitej” Hugh McLahlan, specjalista od etyki w sferze publicznej z Glasgow Caledonian Uniwersity.
[srodtytul]W średniowieczu traciło się głowę[/srodtytul]
Ostatni raz przewodniczący brytyjskiego parlamentu został usunięty ze stanowiska w 1695 roku. Stało się to za rządów króla Wilhelma III Orańskiego (1689 – 1702). Ówczesny przewodniczący sir John Trevor pożegnał się ze stanowiskiem z powodu przyjęcia łapówek w wysokości 1000 funtów.
Wcześniej, w średniowieczu, kilku przewodniczących spotkał jeszcze gorszy los. Siedmiu zostało ściętych, jeden zginął w bitwie, a jeden został zamordowany.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA