Za Chiny Ludowe

Okładka "czerwonej książeczki"
Rzeczpospolita
Ta przyjaźń rozkwitła jak chiński goździk w peerelowskiej kwiaciarni. Najpierw z urzędowym poparciem, a potem na przekór władzy. Miała słony smak orzeszków, którymi częstowano w ambasadzie
W 1977 r. Marek Jurek, licealista z Gorzowa, tak bardzo zapragnął poznać ideologię chińskiej rewolucji, że wraz z dwoma kolegami autostopem dojechał do Warszawy, do chińskiej ambasady. – Na pomysł wpadliśmy spontanicznie – opowiada Krzysztof Nowak, uczestnik szalonej wyprawy, były wicedyrektor Programu 1 w TVP. W budynku otoczonym starannie przystrzyżoną zielenią, chronionym przez mężczyzn w stalowych uniformach, trzech licealistów przyjęto ot tak, z ulicy. Usiedli w miękkich fotelach w wielkim korytarzu, którego wystrój mieszał socrealizm z elementami dalekowschodnimi i przez dwie godziny byli podejmowani pyszną chińską herbatą i papierosami o zapachu orientu. – Rozmawiający z nami Chińczyk chciał wiedzieć, skąd się wzięło nasze zainteresowanie. My dopytywaliśmy się o ideologię i chińską rewolucję. W końcu dostaliśmy czerwone książeczki z podobizną Mao i ulotki propagandowe. Ale nie po polsku, bo nakład się wyczerpał – wspomina Nowak. Broszury przychodziły pot...
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL