Polityka

Politycy przeklinają, nie tylko za zamkniętymi drzwiami

Jolanta Fedak.
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Obrady Sejmu, spotkania z wyborcami i studentami. Niektórzy politycy nawet wówczas używają mocnych słów
– Spi... j – tak minister pracy Jolanta Fedak (PSL) zwróciła się do partyjnego kolegi, ministra rolnictwa Marka Sawickiego. Ten posłusznie się oddalił. Zajście podczas posiedzenia rządu zarejestrowały kamery i natychmiast stało się hitem Internetu.
Minister pracy bronią politycy koalicji. – Zapewne górę wzięły emocje i napięcie związane z nowym projektem resortu pracy – usprawiedliwiali. Ona sama wczoraj na antenie TVN 24 przeprosiła Sawickiego: – Marku, wybacz mi.
To nie pierwsza wpadka polityka, któremu wymsknęło się nieparlamentarne słowo. Prawdziwym nestorem w tym gronie jest Józef Zych (PSL). Na początku lat 90., prowadząc obrady Sejmu, zwrócił się do podającego mu papiery parlamentarzysty: – Co ty mi tu, k... a, dajesz. Trwała transmisja, a mikrofony były włączone. – Do dzisiaj, gdy spotykam się z wyborcami, często wracają do tamtej historii, ale raczej w formie żartów – mówi „Rz” Zych. Jednak najmocniejsze słowa padają za zamkniętymi drzwiami. – Kiedy walka idzie na poważnie, niezależnie czy to posiedzenie rządu, czy kierownictwa partii, politycy nie przebierają w słowach – opowiada były premier Leszek Miller. – Chociaż teraz pewnie bardziej się pilnują ze względu na liczne ostatnio przypadki nagrywania. Ofiarą takiej sytuacji padł Józef Oleksy, kiedy nagrano jego rozmowę z biznesmenem Aleksandrem Gudzowatym. – Bardzo dużo czytam, odświeżam umysł i, k... a, będę jak brzytwa – deklarował były premier. W słowach nie przebierał też Wojciech Mojzesowicz (do niedawna w PiS) podczas spotkania w hotelu sejmowym, gdy przekonywał Renatę Beger do opuszczenia Samoobrony. – My byśmy go zrobili ministrem sportu, no ale, k... a, jechał po pijanemu i z tym jest kłopot – mówił o ówczesnym pośle Januszu Wójciku. – Co ty pie…sz!? – tak poseł PO Tomasz Głogowski przekonywał w Sejmie rozmówcę z PiS, że ten się myli, gdy ma obawy co do prywatyzacji służby zdrowia. Z ostrego języka słynie też wicepremier Grzegorz Schetyna. W PO można usłyszeć niejedną anegdotę o tym, jak w żołnierskim stylu dyscyplinuje kolegów. – O! Jak Grzegorz się zdenerwuje, to lepiej mu nie wchodzić w drogę. Dobrze, że nikt go nie nagrał – śmieje się jeden z działaczy. Czasami politycy po prostu nie mogą się powstrzymać. Janusz Palikot (PO) na spotkaniu ze studentami w Białymstoku, mówiąc o przepisach, które uniemożliwiają piekarzom przekazywanie niesprzedanego chleba biednym, stwierdził: – Jest k... stwo w polskim prawie. Z kolei Lech Kaczyński, ubiegając się o prezydenturę Warszawy, potraktował jednego z mieszkańców Pragi słynnym już „spieprzaj, dziadu”. – Politycy to tylko ludzie, więc trudno się dziwić, że czasem nie są w stanie utrzymać nerwów na wodzy – mówi Miller. Wpadki zdarzają się też najbardziej znanym politykom zagranicznym. – Sp.... j kretynie – tak prezydent Francji Nicolas Sarkozy zwrócił się do zaczepiającego go mężczyzny. Były prezydent USA George W. Bush podczas wiecu wyborczego określił jednego z dziennikarzy „wielkim dupkiem”. [i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=j.strozyk@rp.pl]j.strozyk@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL