fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Euro 2012

Bez Krakowa i Chorzowa

Grzegorz Lato i Grigoriy Surkis
AFP
UEFA zdecydowała. Warszawa, Gdańsk, Wrocław i Poznań są już pewne organizacji turnieju. Z miast ukraińskich – tylko Kijów, pół roku na nadrobienie zaległości dostały Donieck, Lwów i Charków - pisze nasz dziennikarz z Bukaresztu
Rano za zamknięte drzwi sali, w której obradował Komitet Wykonawczy UEFA, zaproszeni zostali Grzegorz Lato i Hrihorij Surkis. Wyszli po dziesięciu minutach, później wezwany jeszcze został sam Surkis, bo do niego było więcej pytań.
Do konferencji, na której Michel Platini ogłosił, które miasta zorganizują mistrzostwa Europy w 2012 r., zostały jeszcze dwie godziny.
[srodtytul]Stadion nie wystarczył[/srodtytul]
To, że Polska jest w lepszej sytuacji niż Ukraina, można było wyczytać z twarzy prezesów. Lato przechadzał się po hotelowych korytarzach, żartował z dziennikarzami, a Surkis nerwowo rozmawiał przez telefon. Mer Dniepropietrowska po krótkiej wymianie zdań odwrócił się na pięcie i pojechał na lotnisko. Wiadomo było, że miasta tego, które jako pierwsze postawiło nowoczesny stadion, w Euro już nie ma. Surkis wyglądał na przybitego tym, co usłyszał za zamkniętymi drzwiami.
Na konferencji prasowej Platini odczytał z kartki: Warszawa, Poznań, Gdańsk i Wrocław zorganizują turniej. Chociaż Kraków i Chorzów także byłyby gotowe, to jednak zostały skreślone i nie są już nawet miastami rezerwowymi.
Decydując się na taki podział, UEFA wzięła pod uwagę wybór, jakiego dokonał PZPN we wstępnej fazie, kiedy zgłaszał kandydatury do organizacji turnieju. Zostały wówczas podpisane umowy i nie ma żadnych podstaw, by od nich odstępować.
Później Platini zaczął mówić o kryzysie gospodarczym i wiadomo było, że sytuacja Ukraińców jest gorsza. Jedynie Kijów uznany został za miasto, które ma duże szanse spełnić wszystkie kryteria, dla Doniecka, Lwowa i Charkowa przesunięto termin ostatecznej decyzji do 30 listopada. Komitet Wykonawczy UEFA może wtedy uznać, że wszystkie trzy będą gościć finalistów turnieju, a nawet jeśli żadne nie nadrobi zaległości – i tak wybierze jedno, w którym odbędą się mecze. Poza Dniepropietrowskiem ostatecznie skreślona została także Odessa. Tak jak Chorzowa i Krakowa, nie ma ich nawet na liście rezerwowych.
Od 2000 roku, kiedy w turnieju po raz pierwszy wystartowało 16 drużyn, nie zdarzyło się, by mistrzostwa rozgrywane były na mniej niż ośmiu stadionach. W 2012 r. mogą odbywać się na sześciu, bo puste miejsca na mapie, jakie mogą zostawić Ukraińcy, nie zostaną wykorzystane przez Polskę.
Nie wiadomo dokładnie, kto i kiedy przekonał Kraków i Chorzów, że mają takie same szanse jak inne miasta, Kraków sam walczył z mediami, które nazywały go rezerwowym, był "alternatywny" i był z tego dumny, a UEFA dopiero w Bukareszcie przypomniała o wcześniej podpisanych umowach i skończyła całą zabawę.
Polska oficjalnie kibicuje Ukrainie, gniewu Surkisa bała się tak bardzo, że nie starała się o wyznaczenie więcej niż czterech polskich miast.
Lato wita się z Surkisem czule się obejmując, mówią o sobie "przyjaciele", a na pytanie, czy Polska nie zaprzepaściła szansy na większy udział w turnieju, prezes PZPN odpowiada, że byłoby nieelegancko starać się wykorzystać problemy partnerów.
[srodtytul]Niepewny finał w Kijowie[/srodtytul]
Partnerzy mają jednak problem nawet z Kijowem. Uznany został za miasto Euro 2012, ale tylko do pół finału.
Podobno chodzi jedynie o za małe lotnisko, które na pewno zostanie rozbudowane po to, by stolica Ukrainy mogła gościć mecz o złoto, ale jeśli nowy terminal nie powstanie – finał zostanie przeniesiony. Jak powiedział wczoraj Platini – "zapewne do Warszawy". Surkis nie może się za to złościć na Latę. Na koniec, żeby Polakom nie zrobiło się za miło i żeby się zbytnio nie rozluźnili, Platini przypomniał, że nawet w miastach, które zostały zaakceptowane, jest "niewyobrażalna" praca do wykonania.
Platini przyznał, że dodatkowy czas trzy ukraińskie miasta dostały dlatego, że otrzymał list od prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki i rządu ukraińskiego, w którym są gwarancje, iż zaległości zostaną nadrobione. Surkis nie krzyczał, tylko mówił o mądrych i wspaniałych ludziach z UEFA. To znaczy, że nie czuje się pewnie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA