Euro 2012

Podzielą po równo?

Stadion Narodowy w Warszawie jest na razie dziurą w ziemi, ale za dwa lata zostaną na nim rozegrane pierwsze mecze
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Jutro poznamy miasta Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie. Prawdopodobnie po cztery z obu krajów, ale to nie jest pewne
Do tej pory, kiedy UEFA organizowała mistrzostwa w dwóch krajach, w każdym wybierano taką samą liczbę stadionów jak u sąsiada. Podczas Euro 2000 grano na czterech stadionach w Belgii i czterech w Holandii.
Mecze mistrzostw w roku ubiegłym odbywały się na czterech stadionach w Austrii i czterech w Szwajcarii. W obydwu turniejach brała udział taka sama liczba finalistów – 16. W roku 2012 finalistów także będzie 16, więc UEFA powinna wybrać osiem miast. Czy zgodnie z wcześniejszą praktyką po cztery w Polsce i na Ukrainie? To już pewne nie jest. Między turniejami w latach 2000 i 2008 a 2012 jest istotna różnica. W przypadku Belgii, Holandii, Austrii i Szwajcarii o tym, w jakich miastach rozgrywane będą mecze, wiadomo było w chwili przyznania organizacji tym krajom. Teraz miast jest więcej, niż potrzeba, i UEFA będzie musiała dokonać wyboru.
[wyimek]Jeśli Chorzów nie zostanie wybrany, Stadion Śląski może się stać skansenem [/wyimek] Polska zgłosiła Warszawę, Gdańsk, Poznań, Wrocław, Kraków i Chorzów. Ukraina: Kijów, Donieck, Dniepropietrowsk, Odessę, Lwów i Charków. Początkowo miasta dzielono na główne i rezerwowe. Rezerwowe w Polsce były Chorzów i Kraków. Kiedy ostatnio w Polsce i na Ukrainie przebywał Michel Platini, powiedział, że jedynym kryterium wyboru miasta jest jego przygotowanie do przyjęcia obowiązków gospodarza. Według ostatnich, niepotwierdzonych, informacji z UEFA znacznie wzrosły szanse Krakowa, a spadły Poznania, który przez wiele miesięcy znajdował się na czele nieformalnej klasyfikacji polskich miast. Miał zawsze najlepsze prezentacje, robił najlepsze wrażenie, dając świadectwo wielkopolskiej gospodarności. Cóż więc się zmieniło na niekorzyść Poznania? Problemy z budową stadionu, do której UEFA miała zastrzeżenia, zostałyby zapewne rozwiązane. Większy kłopot jest z hotelami. Pozostałe polskie miasta dają sobie z tym radę. Może z wyjątkiem Chorzowa, który broni się tym, że startuje wprawdzie jako miasto, ale tak naprawdę na wyróżnienie pracuje cały Górny Śląsk, z jego hotelami i drogami. Najsłabszy w tym wszystkim jest stadion. Stadion Śląski ma 53 lata, przez ten czas bywał miejscem magicznym, ale nie dogoni już nowoczesności, choćby nie wiem ile pieniędzy weń wpompowano. I UEFA, która nie podchodzi do wyboru sentymentalnie, także bierze to pod uwagę. Może się więc okazać, że Stadion Narodowy w Chorzowie, nazwany tak w czasach, kiedy prezesem PZPN był Marian Dziurowicz z Katowic, stanie się największym przegranym Euro. Jeśli Chorzów nie zostanie wybrany, a nowy Stadion Narodowy powstanie w Warszawie, Śląski może się stać skansenem. Przecieki z Nyonu świadczą o tym, że UEFA zaufaniem darzy miasta, w których stadiony nie wyszły jeszcze z ziemi. Mowa przede wszystkim o Warszawie (– Nie będzie Euro w Polsce, jeśli nie stanie stadion w Warszawie – mówi Platini), Gdańsku i Wrocławiu. W jakimś stopniu zaufanie to wynika z umów podpisanych przez miasta z międzynarodowymi firmami budującymi stadiony, ale nie bez znaczenia jest lobbowanie i polityka. Trudno sobie wyobrazić Euro 2012 bez Gdańska mającego szczególne miejsce w historii Europy i będącego oknem na Skandynawię. Kiedy po decyzji z Cardiff (18 kwietnia 2007) delegacja UEFA przyjechała do Polski obejrzeć miejsca, w których będą mistrzostwa, do oglądania miała niewiele. Ale kolacja z Lechem Wałęsą zrobiła na delegatach większe wrażenie niż najnowocześniejszy stadion. Sytuacja Ukrainy jest zupełnie inna niż nasza. Tam też państwo musiało dać gwarancje, ale stadiony budują prywatni inwestorzy. I tylko te (w Doniecku i Dniepropietrowsku) już widać gołym okiem. Kiedy w Cardiff Michel Platini wyciągał kartkę z napisem „Poland and Ukraine”, u naszych wschodnich sąsiadów wszystko było mniej więcej w należytym porządku. Wydawało się, że po pomarańczowej rewolucji Ukraina idzie we właściwym kierunku. Nadzieje okazały się płonne, kryzys gospodarczy się pogłębia i kłopot UEFA jest niczym w porównaniu z trudną sytuacją samych Ukraińców. W dodatku sprawa Euro 2012 stała się w Kijowie przedmiotem walki polityków, ale na zmianę gospodarza jest już za późno.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL