Społeczeństwo

Saudyjskie problemy z bielizną

Fot. Alan Light
Flickr
W Arabii Saudyjskiej bieliznę sprzedają prawie wyłącznie mężczyźni. Przeciwdziałać temu zjawisku postanowiła Reem Asaad
Czynią to zresztą w surrealistycznych warunkach. W absolutystycznym Królestwie Arabii Saudyjskiej przymierzalnie w sklepach są bowiem zakazane. Jedyną osobą, która może poradzić klientce, jaki model czy kolor biustonosza powinna sobie sprawić, jest... mężczyzna. Reem Asaad opowiada, że sprzedawca może być całą sytuacją zażenowany. Może też powłóczystym spojrzeniem spróbować się przebić przez przykrywający ciało kobiety czador, by móc ocenić figurę. Co gorsza, może sobie jeszcze pozwolić na bezczelne komentarze na temat tego, co przywdzianej w hidżab klientce najbardziej by pasowało.
Istnieje możliwość, by po zapłaceniu za intymny towar klientka udała się do publicznej toalety i tam przymierzyła zakupioną w butiku bieliznę. Może ją potem oddać i dostać z powrotem pieniądze. Większość uważa jednak, że takie posunięcie je poniża. Wolą sprawdzić, czy biustonosz pasuje, dopiero w domu. Po czym stwierdzają z żalem lub ze złością, że niepotrzebnie wydały pieniądze. 37-letnia Reem Asaad jest zdeterminowana, by walczyć o zmianę tej absurdalnej sytuacji. Reem chce właściwie tylko, by zaczęto przestrzegać prawa, które uchwalono w Arabii w 2006 roku. Prawo głosi, że „tylko kobiety powinny pracować w sklepach z konfekcją damską i damskimi akcesoriami”. – Koncepcja, by kobieta sprzedawała damską bieliznę kobiecie, jest taka naturalna – tłumaczy.
W kraju jednak obowiązuje najbardziej restryktywna odmiana islamu – wahabizm. Ustawa o zatrudnianiu kobiet ekspedientek w sklepach z produktami damskimi stanowi jedną z nielicznych, które bez żadnych konsekwencji można łamać. Dlaczego tak się dzieje, nie wiadomo. Prawdopodobnie zależy to od tego, że wielu mężczyzn skazałoby się wówczas na bezrobocie. Jest ono i tak wśród nich wysokie – wynosi 13 procent. Może ustawa doprowadziłaby też do całkowitego zakazu wstępu dla panów do butików z bielizną? Mówi się również, że w kraju brak wykwalifikowanych ekspedientek. O tym jednak Reem Asaad nie chce nawet słyszeć. – To prawda, ale nie można tego używać jako argumentu – poucza na łamach szwedzkiego „Sydsvenskan”. Reem nie tylko wygłasza poglądy. Jest także rektorem prywatnej uczelni dla kobiet Dar al Hekma w Jidda, administracyjnej stolicy kraju. Kiedy na Facebooku wystartowała z apelem o bojkot sklepów z bielizną, z poparciem jej kampanii wystąpiła ekspertka od dessous Australijka Naomi McGill. Tak więc już 13 czerwca 200 studentek w szkole wyższej Dar al Hekma będzie mogło posłuchać wykładów rzeczoznawczyni, jak sprzedawać intymną garderobę damską. Akcja Reem Asaad zatacza w ten sposób coraz większe koło. Do zaangażowania się w bojkot pchnął Arabkę incydent. Chciała kupić kilka par majtek. Sprzedawano je w zamkniętym opakowaniu. Zgodnie jednak z moralnym prawem kraju na zdjęcie majtek na opakowaniu nalepiono czarne etykietki, by męscy ekspedienci nie mogli oglądać fotografii roznegliżowanych kobiet. Reem Asaad zaczęła zdzierać nalepki, by zobaczyć, jak bielizna wygląda. Wówczas sprzedawca zaczął na nią wrzeszczeć, że sprowadzi mu jeszcze na kark policję religijną. Krzyczał, że zamiast sama rozszarpywać etykietki, powinna jego zapytać o majtki. Arabka poczuła, że miarka się przebrała i dwa dni później zdecydowała, że musi doprowadzić do tego, by przy stoiskach z biustonoszami stanęły kobiety. Przedsiębiorcza kobieta przyznaje, że istnieje też inny powód rewolty. Chce mianowicie pokazać rodaczkom, że mają władzę jako konsumentki. – Mam nadzieję, że to spowoduje, iż więcej z nich zacznie zabiegać o ekonomiczną niezależność – mówi. Wierzy, że akcja z bielizną przyniesie efekt domina w społeczeństwie, w którym nawet wykształcone na uniwersytetach kobiety często nie mogą podjąć pracy. Warto też wspomnieć, że to, iż Reem Asaad nie kupuje bielizny bezpośrednio w butiku, nie oznacza z jej strony rezygnacji z nowego dessous. Zamawia je sobie w Internecie.

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL