Biznes

Windykatorzy mają pełne ręce roboty

Zwiększenie liczby zleceń dla windykatorów to skutek dekoniunktury. Firmy, szczególnie te, które obsługują klientów indywidualnych, chcą jak najszybciej dostać należne im pieniądze.
Rzeczpospolita
Firmy chcą szybko odzyskiwać swoje należności. Dlatego skrupulatnie pilnują, żeby klienci opłacali rachunki na czas
Wartość należności, które siedem firm windykacyjnych otrzymało do odzyskania w I kw. tego roku, zwiększyła się o 82 proc. w porównaniu z podobnym okresem roku ubiegłego. Zdecydowanie szybciej przybywa wierzytelności klientów indywidualnych niż firm. – Banki, spółki telekomunikacyjne czy telewizje kablowe zlecają nam monitorowanie wierzytelności już w momencie, kiedy są one kilka lub kilkanaście dni przeterminowane – tłumaczy Piotr Rabiega, prezes Europejskiej Grupy Finansowej.
Zlecenia dotyczące wierzytelności klientów indywidualnych wzrosły w firmie APS Poland z 43,9 mln zł w I kw. 2008 r. do 332,4 mln zł w I kw. tego roku. Casus Finanse także może pochwalić się wyjątkową dynamiką wzrostu zleceń: z 31,6 mln zł na koniec marca 2008 r. urosły do 291,1 mln zł na koniec I kw. tego roku. Tej firmie zwiększył się także portfel wierzytelności korporacyjnych. – Jest to logiczne: „psychologia kryzysu” powoduje, że producenci, a za nimi dystrybutorzy, obawiając się problemów finansowych, szybciej ściągają gotówkę od odbiorców, bardziej zdecydowanie i systematycznie podchodzą do kwestii odzyskiwania swoich należności. Jest to wielokrotnie zauważana cecha spowolnienia gospodarczego, jego pierwsza fala – tłumaczy Maciej Harczuk, dyrektor Działu Windykacji i Informacji w Euler Hermes. Na dekoniunkturze bardziej zyskają ci, którzy odzyskują należności od klientów indywidualnych. – Firmy mają mniej środków – zadanie windykatora nie sprowadza się więc do negocjacji, „kiedy i komu zapłacą”. Obecnie dłużnicy muszą szukać środków, sprzedając nierzadko część swojego majątku. Bardziej zaawansowane są więc takie sposoby odzyskiwania należności, jak m.in. rolowanie długów. Potrzeba też do tego większej liczby pracowników – wyjaśnia Maciej Harczuk.
W I kw. tego roku nie było transakcji sekurytyzacyjnych, czyli banki nie sprzedały portfeli starych kredytów specjalnym funduszom. Windykatorzy twierdzą, że to tylko chwilowe, że wiele transakcji jest w trakcie realizacji. – W ciągu trzech pierwszych miesięcy tego roku trwały lub rozpoczęły się wyceny 46 portfeli wierzytelności (zarówno konsumenckich, jak i korporacyjnych) o wartości blisko 3,5 mld zł. Kilka z nich ma kilkusetmilionową wartość nominalną, natomiast zdecydowana większość to niewielkie portfele o wartości rzędu 10 – 20 mln zł. Blisko 3 mld zł z nich trafi do funduszy sekurytyzacyjnych – twierdzi Piotr Krupa, prezes Kruka. Szacuje, że obecnie finalizowane są transakcje o wartości nominalnej portfeli około 1,5 mld zł. Trafią one do firm windykacyjnych w II kwartale 2009 r. [ramka]2 mld zł takiej wartości zlecenia dostało siedem firm windykacyjnych w I kwartale tego roku[/ramka] [ramka]Od czego się zaczyna windykacja Na początku jest monitoring spłaty kredytu, czyli tzw. miękka windykacja. Polega ona na wysyłaniu SMS, e-maili, listów i wykonywaniu telefonów. Każda z firm ma swoje procedury. Ale można założyć taki scenariusz zdarzeń. Po trzech dniach od terminu zapłaty raty kredytu czy rachunku klient dostaje SMS o tym, że zapomniał o swoim zobowiązaniu. Gdy pieniądze nie pojawiają się na koncie, windykator dzwoni i próbuje się dowiedzieć, dlaczego rata/rachunek nie został zapłacony i kiedy to się stanie. Jeśli mimo ustalenia konkretnego terminu pieniądze nie wpłyną na rachunek, w skrzynce pocztowej klienta pojawia się monit. Potem kolejny. Dodatkowo działania te zostają wzmocnione częstymi telefonami. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL