Publicystyka

Farfał no pasará

Marek Magierowski
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Nie widzę potrzeby wykorzystywania tragedii Holokaustu w politycznej walce o TVP – pisze publicysta "Rzeczpospolitej"
[b][link=http://blog.rp.pl/magierowski/2009/05/05/farfal-no-pasara/" "target=_blank]Skomentuj[/link][/b]
I w dobrej sprawie można się zagalopować. Znana reżyserka Agnieszka Holland, która niedawno namawiała Polaków do bojkotu telewizji publicznej, raz jeszcze tłumaczyła we wtorkowej "Gazecie Wyborczej" powody swojego obrzydzenia osobą Piotra Farfała. "Na temat sprostytuowania TVP przez różnych opcji polityków wielokrotnie publicznie zabierałam głos" – przypomina Holland. "Ale na Boga, jest różnica między politykiem o niesympatycznym mi stylu czy poglądach a facetem, który otwarcie głosił faszystowskie hasła. (...) Czy nie czujecie, że ta subtelna różnica ma zapach dymu z krematoriów?" – subtelnie sugeruje autorka, wyrażając zdziwienie, że takie rzeczy dzieją się "w kraju, na którego terytorium faszyści zamordowali 6 milionów obywateli".
Ja też się dziwię i oburzam, choć pewnie nie tak wzniośle jak Agnieszka Holland. [srodtytul]Gwiazda Nazi-TV [/srodtytul] Gdy oglądam dzisiaj programy TVP, do moich nozdrzy nie dociera bynajmniej zapach "dymu z krematoriów", podobnie jak nie czułem stęchlizny ubeckich katowni, oglądając telewizję kierowaną przez Roberta Kwiatkowskiego. Gdyby Farfał osobiście czytał na ekranie "Mein Kampf" i puszczał filmy dokumentalne o triumfach marszałka Rommla w Afryce, sam ruszyłbym ochoczo, by odbić budynek na Woronicza z rąk groźnego wariata. Tak się jednak nie dzieje: telewizja Farfała nie zrobi z Polaków miłośników Hitlera. Co najwyżej ćwierćinteligentów. Reżyserkę oburza "cicha, polska tolerancja dla ideologii faszystowskiej". Ale akurat w Farfałowskiej TVP po cichu toleruje się inne ideologie. W święto 1 Maja "Wiadomości" TVP pokazały pochód lewicy, na którym entuzjastycznie machano sztandarami z sierpem i młotem, i okrasiły te obrazki ciepłym komentarzem... uczestnika manifestacji. Jeden z programów publicystycznych w tym faszystowskim bagienku prowadzi Przemysław Szubartowicz, dziennikarz skrajnie lewicowej "Trybuny", który swego czasu obwieścił światu: "Nie wierzę w Boga (...) odrzucam inne mitologie, na przykład patriotyzm". Tenże Szubartowicz nawołuje rodaków do masowej akcji wypisywania się z Kościoła katolickiego, a przeciętnego Polaka uważa za "kołtuna, antysemitę, głupka, posługującego się fatalną polszczyzną, posiadacza zatęchłej mentalności, wielbiciela ojca Rydzyka, cenzora, zawistnika, hipokrytę", któremu "Europa powinna przewietrzyć łeb" (z wywiadu z nieżyjącym już Piotrem Kuncewiczem, "Przegląd", 2004 r.). Jak na gwiazdę Nazi-TV to całkiem oryginalne poglądy. Czy pan prezes nie powinien go przypadkiem wyrzucić na zbity pysk? I czy Agnieszka Holland ujmie się wtedy za dyskryminowanym, postępowym publicystą? [srodtytul]Szkody nieporównywalne [/srodtytul] Nie dostrzegam potrzeby wykorzystywania tragedii polskich Żydów w politycznej przepychance o fotel prezesa quasi-państwowej instytucji. Farfał jest złym szefem TVP, bo nie zrobił nic, żeby podnieść jej poziom, dba o polityczne interesy swoich kolegów z LPR oraz podejmuje fatalne decyzje personalne. A nie dlatego, że w wydawanym przez niego piśmie publikowano antysemickie rysunki i drukowano godne pożałowania teksty. Farfał popełnił w młodości błąd, za który powinien wstydzić się do końca życia. Tak jak (toutes proportions gardées) Wisława Szymborska wstydzi się zapewne za niektóre wiersze, które wyszły spod jej pióra, co nie dyskwalifikuje jej wszak jako znakomitej poetki. Nie przypominam sobie jednak jakiegokolwiek felietonu, nawet w "Naszym Dzienniku", w którym ktoś obarczyłby noblistkę winą za wszystkie okrucieństwa towarzysza Stalina i uznał, że musi jeszcze długo za swoje słynne peany odpokutować. Jakby tego było mało, Agnieszka Holland łączy jeszcze, w dość ekwilibrystyczny sposób, problem Farfała z problemem lustracji. "Żeby zrozumieć monstrualność tej sytuacji, wyobraźmy sobie, że pan F. nie pisywał "neofaszystowskich" tekstów, tylko podpisał cyrograf bezpiece, spotkał się parę razy z prowadzącym ubekiem i coś mu naopowiadał" – proponuje Holland. "Czy człowiek o takiej biografii byłby tolerowany jako prezes publicznej telewizji? Trudno mi to sobie wyobrazić. A przecież szkodliwości jednego i drugiego zachowania są nieporównywalne; negatywny wpływ na duchowy stan społeczeństwa również". W tej jednej kwestii muszę się z Holland zgodzić – potencjalne szkody są absolutnie nieporównywalne. Gdyby Lesław Maleszka był dzisiaj prezesem TVP, oznaczałoby to, że stan duchowy naszego społeczeństwa jest katastrofalny.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL