Mniejszości

Nie chcę mówić o dyskryminacji

fot: Marian Paluszkiewicz
Fotorzepa
Waldemar Tomaszewski, poseł na Sejm Litwy, przewodniczący Akcji Wyborczej Polaków na Litwie
[b]Rz: Kandyduje pan na urząd prezydenta Litwy. To bardzo nietypowa sytuacja – Polak miałby być prezydentem innego kraju?[/b]
[b]Waldemar Tomaszewski:[/b] Moja kandydatura wynika z tego, że taka potrzeba dojrzała wśród Polaków na Litwie. Zresztą nie tylko wśród Polaków, bo po prostu Wileńszczyźnie potrzeba kandydata, który reprezentuje ten region. Uważam, że moja kandydatura to oferta dla wyborców różnej narodowości, w tym etnicznych Litwinów, którym odpowiada wizja polityki uczciwej, opartej na wartościach chrześcijańskich.
[b]Żartuje pan? Litwini mieliby głosować na Polaka dlatego, że głosi, iż partia jest uczciwa i oparta na wartościach chrześcijańskich? Tak przecież zapewnia wiele partii. Wiadomo, że głosować będą na pana Polacy, właśnie dlatego, że jest pan Polakiem.[/b] To nie jest podstawowa sprawa, że jestem Polakiem. Nie trzeba o tym dyskutować, to akcentują nasi oponenci. Akcja Wyborcza Polaków na Litwie jest wielonarodowościową partią regionalną. [b]Zebrał pan błyskawicznie 37 tysięcy podpisów popierających pańską kandydaturę, ale wiadomo, że nie ma pan najmniejszych szans na sukces.[/b] Jak mawiał nasz wielki kresowiak ze Lwowa Kazimierz Górski, póki piłka jest w grze, wszystko jest możliwe. [b]Zaskakuje mnie pan. Myślę, że to, iż jest pan Polakiem, nie jest chyba tak nieistotne. Choć oczywiście AWPL popierają i inne mniejszości, przede wszystkim białoruska i rosyjska. Ale przecież bycie Polakiem na Litwie związane jest z problemami, których nie mają Litwini. Uważa się np., że Polakom trudniej zrobić karierę.[/b] Polacy mają problemy z otrzymaniem pracy. Zajrzeliśmy do statystyk – w Wilnie, gdzie mniejszość polska stanowi około 18 proc., w urzędach i ministerstwach znalazło zatrudnienie zaledwie nieco ponad 2 proc. Polaków. Polak musi być naprawdę dobry, by dostać taką pracę. [b]To znaczy, że Litwin bez problemu dostanie stanowisko, na które nie ma szans Polak?[/b] Jeśli na stanowisko pretenduje Litwin i Polak, to Polak musi być naprawdę dobry. [b]A Polacy nie są dobrzy? Nie mają kwalifikacji? A może w grę wchodzi dyskryminacja?[/b] Jeśli Polak będzie tylko trochę lepszy od Litwina, to może tego nie wystarczyć. Nie chcę używać słowa „dyskryminacja”. Jak się używa tego określenia, trzeba je móc udowodnić. Ale na pewno można mówić o dyskryminacji, jeśli chodzi o zwrot ziemi prawowitym właścicielom w Wilnie i w rejonie wileńskim. Trudno inaczej wytłumaczyć fakt, że reprywatyzacja przebiega tu w tak wolnym tempie i tak wielu Polaków nie odzyskało gruntów. [b]A może to dlatego, że ziemia w wielkim mieście jest droga, co sprzyja nadużyciom?[/b] W Kownie ziemia też jest droga, ale zwrot ziemi przebiega zupełnie inaczej. Przecież tam zwrócono już 44 proc. przedwojennej własności, gdy tymczasem w Wilnie jest to kilkanaście procent. I w Kownie są przecież Polacy, ale zlituanizowani. A więc Jankauskas w Kownie odzyska ziemię, ale Jankowski w Wilnie – już nie. To daje do myślenia. [b]Wygląda na to, że Litwini mają jakiś problem związany z tym, że nagle Polacy w Wilnie mogliby stać się milionerami. Chyba to jakaś bariera psychologiczna?[/b] Być może tak jest. W miastach, a więc i w Wilnie, działki, które będą zwracane, wyznaczają architekci miasta. Widać wyraźną tendencję, by jak najwięcej ziemi przeznaczać na potrzeby miasta. Kiedy jadę na ojcowiznę po justyniszskiej szosie w kierunku na Poszyłajcie, to na odcinku 700 metrów widzę trzy place przeznaczone na trenowanie psów. To niezwykłe, że w centrum miasta aż tyle miejsca zabrano na ten cel. W Wilnie jest bardzo wiele parków i nawet lasów, ale ciągle nowe obszary, zamiast zwracać właścicielom, przeznacza się na tereny zielone. Oczywiście nie wyklucza się, że z czasem miasto może uznać, iż na miejscu skweru może zbudować coś jakiś inwestor. To wszystko sprawia, że ustawa o zwrocie ziemi jest naruszana. Wyrządza się wielką krzywdę Polakom. [b]Przez wiele lat nie udało się załatwić, by Polacy na Litwie mogli zapisywać swoje nazwiska, używając liter polskiego alfabetu. Nie ma pozwolenia, by nawet w miejscowościach, w których większość stanowią Polacy, wisiały tabliczki z nazwami ulic również po polsku.[/b] Wszystkim problemom związanym z używaniem języka ojczystego w życiu publicznym poświęcam w swym 30-stronicowym programie zaledwie jeden akapit. Trzy zdania, ale bardzo mocne. Mówią one, że te sprawy powinny być rozwiązane zgodnie ze standardami europejskimi. Tak powinno być i tak będzie. [b]Ale przecież Litwa od pięciu lat jest członkiem UE, a w stosunku do mniejszości polskiej nadal nie ma rozwiązań zgodnych z tymi standardami.[/b] Jeśli teraz nie ma, to za dziesięć, może 15 lat już będą. Spełniamy wszelkie warunki, by wprowadzono rozwiązania przewidziane dla mniejszości – jeśli sprawa doszłaby do sądów europejskich, będziemy wygrywali. W tej sprawie nie może być inaczej [i]rozmawiała Maja Narbutt[/i] [ramka][b]Waldemar Tomaszewski[/b] Urodził się 3 marca 1965 r. w Nowosiółkach koło Wilna. Ukończył inżynierię na Wileńskim Uniwersytecie Technicznym. Od 1994 r. członek Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, w 1999 r. został wybrany przewodniczącym AWPL. Od 1995 r. – radny rejonu wileńskiego. Od 2000 r. – poseł na Sejm litewski z okręgu Wilno-Soleczniki [link=http://www.vtomasevski.lt" target="_blank]www.vtomasevski.lt[/link][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL