Sport

Stalowa wola prezydenta

"Gazeta Wyborcza" opisała ciekawy przypadek w polskim sporcie. Prezydent Stalowej Woli Andrzej Szlęzak ogłosił wszem i wobec, że gotów jest finansować miejscową drużynę koszykówki, jeśli nie będzie w niej obcokrajowców.
Prezydent nie ukrywa, że jest endekiem ("Dla mnie liczy się przywiązanie do polskości" - powiada), więc obwieszczenie należy rozumieć bardzo prosto. Nie będzie Afroamerykanin trafiał do naszego kosza i dzieci nam omamiał. Tekst w "Wyborczej" przeczytałem jednym tchem, bo jestem jak chirurg z trzydziestoletnim stażem - uwielbiam ciekawe przypadki i zwykła ślepa kiszka mnie już nie kręci. Co zatem jest interesującego w deklaracji prezydenta Stalowej Woli? Ano to, że w jej wyniku doszło do potężnego zderzenia czołowego dwóch obłudnych stanowisk.
Z jednej strony zakłamany ojciec miasta twierdzi, że nic nie ma przeciwko czarnym, żółtym oraz fioletowym, a z drugiej stawia im szlaban pod koszem w Stalowej Woli. "Jeśli ktoś myśli, że jestem rasistą, to jest najzwyczajniej głupi. Co w tym złego, że chcę, by w drużynie grali sami Polacy?" - udaje niewiniątko Andrzej Szlęzak. Z kolei ci wszyscy, którzy protestują przeciw postawie prezydenta, udają, że nie wiedzą, na jakim świecie żyją. Jak Europa długa i szeroka, każdy chroni swój rynek pracy i nikt jakoś nie widzi w tym uszczerbku dla wolności i praw człowieka. By jednak nie uogólniać, weźmy pod lupę sytuację szczególną, czyli polskie rozgrywki koszykarskie. Jeśli się nie mylę, obowiązuje przepis zmuszający kluby do wystawiania w drugiej kwarcie każdego meczu polskiego zawodnika urodzonego w 1986 roku lub później i przez cały mecz jeden Polak musi być na boisku. Od dawna zatem istnieją mniejsze lub większe zapory, które wcześniej obrońcom wolności nie przeszkadzały. Dopiero szlaban prezydenta Stalowej Woli wyprowadził ich z równowagi. Dodatkowo komplikuje sytuację fakt, że prezydent Szlęzak chce swój kontrowersyjny pomysł realizować za nie swoje pieniądze. Gdyby był właścicielem klubu i płacił koszykarzom z własnej kieszeni, jego chęć promowania polskości nie wzbudziłaby aż tak wielkiej wrzawy. Teraz zaś, jak znam życie, nie skorzysta z pieniędzy stalowowolskiego ratusza nikt. Ani nasi, ani żółci, ani czarni. A tym bardziej fioletowi...
Skomentuj na [link=http://blog.rp.pl/fafara/2009/05/05/stalowa-wola-prezydenta/]blog.rp.pl/fafara[/link]

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL