fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Libertas dała zarobić Wałęsie

W kraju zarabiam ok. 3 tys. zł, to mi nie wystarcza. Muszę utrzymać dom i znośnie żyć - Lech Wałęsa, były prezydent RP
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Lech Wałęsa, który od piątku tłumaczy się z udziału w rzymskim kongresie eurosceptycznej partii Libertas, wczoraj przyznał, że za wystąpienie dostał pieniądze. Ile? Tego nie chciał zdradzić
– Za darmo tego nie zrobiłem – powiedział Lech Wałęsa w TVN 24 o swoim wystąpieniu na międzynarodowym zjeździe Libertas, który odbył się 1 maja w Rzymie. Kongres rozpoczynał ogólnoeuropejską kampanię partii irlandzkiego milionera do Parlamentu Europejskiego.
Pytany o sumę, były prezydent stwierdził tylko: – W Polsce zarabiam około 3 tysięcy złotych, to mi nie wystarcza. Muszę przecież utrzymać dom i znośnie żyć.
Więcej zdradził w rozmowie z „Dziennikiem”. Na pytanie, czy może chodzić o 50 tysięcy euro, odparł: – Tak nisko mnie cenicie? Pan musi rok pracować na to, co ja zarobię za jeden wykład. Wojciech Wierzejski, lider Ligi Polskich Rodzin (w Polsce w wyborach do europarlamentu startuje razem z Libertas), udział Lecha Wałęsy w zjeździe określił wprost jako „sztuczkę Ganleya”. Ugrupowanie irlandzkiego milionera, przeciwnika traktatu lizbońskiego, od dłuższego czasu zabiega o wsparcie znanych postaci życia publicznego, w tym Lecha Wałęsy.
Według informacji „Rz” Ganley o spotkanie z byłym przywódcą „Solidarności” starał się już w styczniu podczas swojego pobytu w Polsce. Początkowo – jak twierdzą nasi informatorzy – były prezydent był niechętny, ale przekonało go to, że Ganleya przyjął na audiencji kardynał Stanisław Dziwisz, metropolita krakowski. Ostatecznie założyciel Libertas spotkał się z Lechem Wałęsą w marcu i to wtedy zaprosił go na kongres. Wczoraj pojawiły się też spekulacje, że do udziału w zjeździe miał namawiać Wałęsę były lider LPR Roman Giertych.
Zdaniem Wierzejskiego udział byłego prezydenta w rzymskim kongresie pomoże przekonać media do Libertas, bo cieszy się on na świecie dużym autorytetem.
– Wałęsa, paradoksalnie szkodzący w różnych okresach swojego życia sprawom Polski, teraz stał się osobą, która de facto nam pomogła – podkreślał lider LPR.
Były prezydent zapewniał wczoraj, że nie pojechał wzmocnić ugrupowania Declana Ganleya, tylko mówić o nowych rozwiązaniach, które pomogłyby lepiej funkcjonować Europie. Przekonywał uczestników kongresu, że jest dla nich miejsce w Unii Europejskiej, chwalił też pomysłowość Ganleya.
Jego wystąpienie kilka razy zostało jednak przerwane tupaniem i okrzykami z sali: „Lechu Bolek” oraz „Zdrajca”.
Wierzejski twierdzi, że krzyczeć mogły osoby związane z partią Jarosława Kaczyńskiego. Mariusz Błaszczak, rzecznik Klubu PiS, zapewnia jednak, że nikt związany z jego partią na zjeździe się nie pojawił. Ale lider LPR zamierza sprawę wyjaśniać.
Były prezydent stwierdził wczoraj, że nie żałuje swojego wyjazdu do Rzymu i nadal zamierza korzystać z różnych zaproszeń.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA