fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Sześciolatki osobno

„Obawy rodziców są całkiem zrozumiałe” – pisze w swoim blogu Katarzyna Hall
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Minister Hall przyznaje rację rodzicom. Podpowiada szkołom, by nie umieszczały w jednej klasie sześcio- i siedmiolatków. – Może być trudno uczyć je razem – wyjaśnia
Od września rodzice na własny wniosek mogą posłać do pierwszych klas szkoły podstawowej dzieci sześcioletnie. Umożliwia im to nowelizacja ustawy oświatowej, w której zapisane jest obniżenie wieku szkolnego z siedmiu do sześciu lat.
Okazuje się jednak, że może to nastręczyć szkołom nie lada kłopotów. Problem bowiem w tym, że w jednej klasie spotkają się siedmiolatki po zerówce, potrafiące już czytać i pisać, z młodszymi o rok dziećmi po przedszkolu, które spędzały w nim czas na zabawie. Minister edukacji Katarzyna Hall w najnowszym wpisie w swym blogu proponuje więc tworzenie osobnych klas dla sześcio- i siedmiolatków. „Kiedy mamy do czynienia z dziećmi, które w tym roku realizowały zupełnie inny program edukacyjny, obawy rodziców są całkiem zrozumiałe. Dlatego osobne oddziały klas pierwszych dla sześciolatków i dla siedmiolatków w tym roku szkolnym mogą mieć sens” – pisze minister. I wyjaśnia, że generalnie namawia do uczenia razem: „z wyjątkiem tegorocznych klas pierwszych. To jedyny przypadek, kiedy mogą występować różnice programowe w przygotowaniu dzieci”.
Kiedy „Rz” pytała minister Hall, jak uczyć w jednej klasie siedmio- i sześciolatki, szefowa MEN odpowiadała: „Jeżeli program nauczania będzie napisany dla sześciolatka, to i siedmiolatek sobie z nim poradzi” („Rz”, 3 marca 2008) oraz: „Dzieci starsze mogą się uczyć z programów nadających się również dla dzieci o rok młodszych” (25 listopada 2008). – Nadal uważam, że dzieci poradzą sobie z programem i że sześciolatki i siedmiolatki mogą się uczyć z tych samych podręczników – mówi minister Hall. – Proponuję tworzenie osobnych klas, by rozwiać obawy rodziców, niepokojących się, że ich sześcioletnim dzieciom będzie trudniej uczyć się razem z siedmiolatkami, które były w tzw. zerówkach. Dodaje, że za rok problemu nie będzie, bo trafią do szkół obecne pięcio- i sześciolatki, które uczyć się będą według tego samego programu. Rodziców to nie uspokaja. – Od dawna zwracaliśmy uwagę, że tak wprowadzana reforma spowoduje, iż do jednej klasy trafią dzieci na różnym poziomie – mówi Maja Majewska-Kokoszka ze społecznego ruchu Forum Rodziców. – Teraz, gdy obniżenie wieku jest już przesądzone, minister przyznaje nam rację, ale nie zrobiła nic, by naprawdę rozwiązać problem. Dzieci będą się uczyły z podręczników, w których nie będzie zróżnicowania trudności zadań. Nawet po osobnych klasach w podstawówkach spotkają się w gimnazjum czy liceum i nie wierzę, że nie będzie różnic w ich edukacji. Dyrektorzy szkół przyznają, że już przy przyjmowaniu sześciolatków każda placówka inaczej podejdzie do zorganizowania im startu w edukacji. – Mam zapisaną dwójkę sześciolatków. Nie planuję osobnej klasy dla kilkorga dzieci. Jeśli któreś będzie miało problemy, to udostępnimy zajęcia wyrównawcze – mówi Bogdan Wróbel, dyrektor SP nr 5 w Białymstoku. Halina Pawłowicz, dyrektor SP nr 52 w Lublinie, nie wyobraża sobie razem sześcio- i siedmiolatków. – Sześciolatki będą się chciały jeszcze bawić, a siedmiolatki będą gotowe do nauki. Nauczycielowi trudno będzie poradzić sobie z tak zróżnicowaną grupą, osobne klasy to najlepsze rozwiązanie – uważa. [i]Blog minister edukacji [link=http://katarzynahall.blogspot.com]katarzynahall.blogspot.com[/link][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA