Publicystyka

Historyk niepokorny

Piotr Zychowicz
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Erudyta, miłośnik jamników, strategicznych gier komputerowych i literatury pięknej, cieszył się wielką popularnością wśród studentów historii - sylwetkę zmarłego profesora Pawła Wieczorkiewicza kreśli Piotr Zychowicz
Profesor Paweł Wieczorkiewicz był w Polsce ewenementem. Nie bał się mówić tego, co myśli. Gdy uważał, że ma słuszność, nie przejmował się żadnymi konwenansami, poprawnością polityczną ani towarzyską, nie dbał o popularność i otwarcie przedstawiał swoje poglądy. Dlatego drażnił wszystkich. Nie podobał się relatywizującemu historię Polski salonowi, narażał się patriotycznym propagandzistom.
[srodtytul]Efektowne teorie[/srodtytul] Był trudny do zaszufladkowania. Znakomity znawca dziejów Związku Sowieckiego i PRL nie zgadzał się na usprawiedliwianie komunizmu. Armia Czerwona nie była dla niego wyzwolicielką, lecz okupantem. Zbrodnie komunistyczne nie były mniej przerażające od narodowosocjalistycznych. Jako zwolennik lustracji przestrzegał przed działaniami sowieckich – a dziś rosyjskich – agentów. Choć był jednym z niewielu uczestników debaty publicznej, którzy otwarcie przyznawali, że nie pogodzili się z utratą Wilna i Lwowa, to jednak nie nadawał się na patriotycznego ideologa czy propagatora lukrowanej wersji historii polskich formacji niepodległościowych. Powstanie warszawskie uważał za zbrodnię. Twierdził, że ludzi, którzy podjęli decyzję o jego wywołaniu, powinno się było rozstrzelać. W ogóle był krytyczny wobec – świętej w Polsce – legendy AK, przede wszystkim wobec prowadzonej przez nią operacji "Burza".
Nie zostawiał też suchej nitki na marszałku Rydzu-Śmigłym i generale Sikorskim. Sugerował, że generał Władysław Anders, złamany na Łubiance, został sowieckim agentem. Zarówno poprawnie polityczną lewicę, jak i bogoojczyźnianych endeków szokował popieranymi przez siebie koncepcjami geopolitycznymi. [srodtytul]Po stronie germanofilów[/srodtytul] Nawiązując do przedwojennej myśli germanofilów, uważał, że Polska w ostatniej wojnie powinna walczyć po stronie Trzeciej Rzeszy. I nie dać się wciągnąć w zgubny sojusz z Wielką Brytanią, który – jak przewidywał jeszcze przed wojną znany polityk i publicysta Władysław Studnicki – musiał się zakończyć sowietyzacją Polski.Zamiast tego Warszawa powinna była zgodzić się na przyłączenie Wolnego Miasta Gdańsk do Rzeszy. Skorzystać z propozycji Niemiec i razem z nimi podbić Związek Sowiecki. W ten sposób Polska miała uniknąć hekatomby obu okupacji. Rozważania na ten temat sprowadziły na niego gromy, a nawet – całkiem niedawno – obrzydliwe ataki. Oskarżono go nawet o sympatyzowanie z ideologią Trzeciej Rzeszy. Każdy, kto znał profesora, wie, jak wielki był to absurd. [srodtytul]Uwielbienie studentów[/srodtytul] Profesor Wieczorkiewicz był nie tylko świetnym badaczem – "Stalin i generalicja sowiecka", "Łańcuch śmierci", "Historia polityczna Polski", to tylko niektóre z jego dzieł – ale także wyjątkowym człowiekiem. Wielki erudyta, miłośnik jamników, strategicznych gier komputerowych i literatury pięknej, cieszył się wielką popularnością wśród studentów Instytutu Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Jego zajęcia – sam na nie chodziłem – były oblegane. Studenci doceniali jego indywidualizm, widzieli w nim typ ludzki, który dziś spotyka się coraz rzadziej. Nieco ekscentryczny, z długą brodą, plikiem papierów i książkami pod pachą, dawał gwarancję, że podczas seminarium czy wykładu nie będzie nudno. Był gawędziarzem. O historii potrafił opowiadać wspaniale. Doceniały to media, bo pomimo swych nonkonformistycznych poglądów był chyba jednym z najpopularniejszych i najczęściej występujących w telewizji historyków. Jednocześnie Wieczorkiewicz to postać tragiczna. Człowiek o antysowieckich przekonaniach za czasów PRL wstąpił do PZPR. Pełnił nawet funkcję II sekretarza POP na Wydziale Historii. Wytykano mu to później wielokrotnie. Myślę jednak, że ten epizod jego życia najbardziej bolał jego samego. Być może to właśnie ten epizod sprawił, że w 1989 roku postanowił, że już nigdy nie będzie kierował się koniunkturalizmem i nigdy nie będzie ukrywał swoich poglądów. Postanowił nie stosować taryfy ulgowej wobec komunizmu. Chciał nadrobić stracony czas. Chyba mu się udało. Zmarł w nocy z niedzieli na poniedziałek w Warszawie po ciężkiej chorobie w wieku zaledwie 61 lat. Żal tych wszystkich książek, których nie zdążył napisać.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL