fbTrack

Świat

Bezkrwawe wybory w Iraku

AFP
Chociaż w sobotnich wyborach wzięła udział tylko połowa uprawnionych, to i tak można je uznać za duży sukces.
– Jak moglibyśmy nie głosować. Zawsze narzekaliśmy, że jesteśmy gnębieni i że nie mamy przywódcy, który by dbał o nasze interesy. Teraz mamy szansę go wybrać – mówił Reutersowi mieszkaniec Basry Abdul Hussein Nuri. Jak 7 milionów innych Irakijczyków w sobotę poszedł wybierać kandydatów do rady prowincji.
Środki bezpieczeństwa były wyjątkowo ostre. Aby oddać głos, trzeba było przejść przez kilka punktów kontrolnych i poddać się rewizji. W wielu miastach zakazano ruchu pojazdów. Wielu wyborców zniechęciło to do głosowania. Mimo apeli polityków i przedłużenia godzin otwarcia lokali wyborczych głosowało tylko 51 proc. uprawnionych, czyli o cztery punkty procentowe mniej niż podczas ostatnich wyborów w 2005 roku.
Większość ekspertów i tak uważa jednak, że były to wybory historyczne. – Przeliczyli się ci, którzy mieli nadzieję na porażkę procesu politycznego w Iraku – podkreśla Toby Dodge, ekspert ds. Bliskiego Wschodu z Uniwersytetu Londyńskiego. Komentatorzy podkreślają, że tym razem głosowania nie zbojkotowali sunnici, którzy za czasów dyktatury Saddama Husajna byli uprzywilejowaną mniejszością, a potem wszczęli krwawą rebelię przeciwko siłom okupacyjnym i wspieranemu przez Zachód rządowi zdominowanemu przez szyitów. Sukcesem irackich władz było też to, że podczas wyborów mimo kilku incydentów nie zginęła ani jedna osoba. Amerykańskie wojska były co prawda w pogotowiu, ale starały się nie rzucać w oczy. Nad bezpieczeństwem głosujących czuwali za to iraccy policjanci i żołnierze. Dla nowej administracji w Waszyngtonie sobotnie wybory były jednym z testów, czy można Irakijczykom przekazać odpowiedzialność za bezpieczeństwo kraju i zacząć wycofywanie 140 tysięcy amerykańskich żołnierzy. – Gratuluję Irakijczykom przeprowadzenia tych ważnych wyborów. To istotny krok naprzód w przejmowaniu odpowiedzialności Irakijczyków za własny kraj – powiedział amerykański prezydent Barack Obama. Ze statystyk wynika, że styczeń był najmniej krwawym miesiącem od czasu obalenia Saddama Husajna przez wojska USA w 2003 r. W zamachach zginęło 138 osób, a rok temu w ciągu miesiąca było 466 zabitych. Aby nie drażnić Amerykanów, irackie władze kazały zdemontować pomnik ku czci dziennikarza, który rzucił butami w byłego prezydenta USA George’a W. Busha. Pomnik stał zaledwie dwa dni.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL