fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Wcale nie jesteśmy eurosceptyczni

Szef czeskiego MSZ Karel Schwarzenberg
AFP
Prezydent Klaus nie ma żadnych uprawnień w dziedzinie polityki zagranicznej - mówi „Rz” szef czeskiego MSZ Karel Schwarzenberg
[b]Za tydzień Czechy obejmują półroczne przewodnictwo w Unii. Poradzicie sobie?[/b]
[b]Karel Schwarzenberg:[/b] Jesteśmy dobrze przygotowani. Mówi się nam, że jesteśmy małym krajem. Ale Słowenia jest nawet mniejsza, a nieźle sobie radziła.
[b]To nie tylko problem wielkości kraju. Mówi się również, że Czechy są eurosceptyczne.[/b]
Tak, przez dużą część naszej historii uchodziliśmy za eurosceptyków. Ale nie jesteśmy bardziej eurosceptyczni niż jakikolwiek inny naród w Europie. Śmiem twierdzić, że niektórzy z naszych sąsiadów są bardziej eurosceptyczni. Jeśli poszlibyśmy razem do baru w Wiedniu, czy Monachium, to myślę, że usłyszałaby tam pani gorsze rzeczy o UE niż w Pradze. Tak naprawdę większość czeskiego społeczeństwa podziela główne wartości Unii, jak rynek, wolny przepływ osób. I, podobnie jak inni, nie lubi różnych negatywnych zjawisk, jak biurokracji, czy niektórych przepisów uchwalanych w Brukseli, które być może czasem nie poświęcają wystarczającej uwagi lokalne uwarunkowania. Dlatego tak ważna jest zasada subsydiarności, czyli powierzania decyzji Unii tylko w tych dziedzinach, gdzie rzeczywiście zrobi to lepiej niż państwa narodowe.
[b]Czy brak ratyfikacji traktatu lizbońskiego utrudni wam przewodzenie Unią?[/b]
Jako minister spraw zagranicznych wolałbym oczywiście, żeby ratyfikacja była już za nami. Ale ani premier, ani rząd nie mają prawa rozkazywać parlamentowi. Skoro parlament zdecydował o odsunięciu aktu ratyfikacji, nie pozostaje nam nic innego, jak to zaakceptować.
[b]Jak macie przekonywać Irlandię do ratyfikacji, skoro sami z nią zwlekacie?[/b]
My uważamy, że traktat lizboński jest dobrym rozwiązaniem – najlepszym możliwym na funkcjonowanie Unii Europejskiej, szczególnie dla mniejszych krajów, jak Irlandia czy Czechy. To nie oznacza, że jest bez wad, przecież to kompromis między 27 państwami. Ale nie ma lepszych rozwiązań.
[b]Kolejny problem to kryzys gospodarczy, który raczej nie skończy się przed 1 stycznia 2009 roku. Przewodnictwo powinno koordynować działania Unii Europejskiej, ale Czechy nie są w strefie euro. Nie boi się pan, że jakiś inny kraj będzie chciał wam odebrać te rządy gospodarcze?[/b]
Wydaje mi się raczej trudne wykluczenie nas z takiego procesu. Zresztą w Unii są bardzo różne pomysły na radzenie sobie z kryzysem gospodarczym. Francja prezentuje swoją bardzo zdecydowaną wizję, Niemcy raczej odmienną, a Włosi czy Holendrzy jeszcze inaczej się na to zapatrują. Naszym zadaniem będzie moderowanie dyskusji, próba znalezienia wspólnego mianownika. Taka jest rola przewodnictwa w Unii Europejskiej: zapobiec sytuacji, w której debatę zdominuje jedno państwo. To będzie trudne zadanie, ale spróbujemy się z niego wywiązać. Posłuchamy wszystkich stron, zobaczymy też, jakie pomysły mają inne wielkie gospodarki świata, jak Stany Zjednoczone, Japonia, Chiny.
[b]Bliżej wam do koncepcji francuskiej – więcej publicznych pieniędzy i więcej regulacji – czy raczej do niemieckiej, gdzie ostrożnie podchodzi się do pomysłu zwiększania deficytu budżetowego?[/b]
W obliczu problemów nie należy wpadać w panikę. Na pewno są potrzebne nadzwyczajne środki. Ale należy uniknąć sytuacji, w której te nadzwyczajne rozwiązania stają się trwałe już w okresie, gdy gospodarka ma się lepiej. I paraliżują jej wzrost.
[b]Czeski rząd już zapowiedział,że jednym z priorytetów jego przewodnictwa w UE będzie Partnerstwo Wschodnie. Co chcecie osiągnąć w ciągu tych sześciu miesięcy?[/b]
Jest wiele projektów – gospodarczych, kulturalnych, politycznych. Generalnie założeniem jest zbliżenie krajów Wschodu do UE. Oczywiście te państwa są różne i nie można ich traktować identycznie, ale chodzi o przesunięcie uwagi Unii Europejskiej na Wschód. Do tej pory w UE dominowało zainteresowanie kierunkiem południowym – chcemy to zmienić. Cała koncepcja Partnerstwa Wschodniego powstała w moim ministerstwie, potem została podchwycona przez Polskę i Szwecję – myślę, że ma bardzo mocne poparcie.
[b]Skoro już jesteśmy przy wschodnich sąsiadach UE, to co z Rosją? Na ostatnim szczycie w Nicei prezydent Sarkozy obiecał prezydentowi Miedwiediewowi konferencję z udziałem Rosji na temat nowej architektury bezpieczeństwa w Europie. Może nawet w czerwcu, czyli jeszcze w czasie czeskiego przewodnictwa. Macie plan zorganizowania takiego szczytu?[/b]
Wolałbym skoncentrować się na Partnerstwie Wschodnim, temu poświęcimy nawet specjalny szczyt. Jeśli chodzi o szczyt w sprawach bezpieczeństwa, to musimy wiedzieć dokładniej, jakie są rosyjskie propozycje. Sama idea wraca od lat w różnych postaciach, pierwszy raz pojawiła się pod nazwą Planu Rapackiego, od nazwiska polskiego ministra spraw zagranicznych, gdy Polska była jeszcze częścią Układu Warszawskiego. Mamy wiele pytań. Trudno rozmawiać o nowej architekturze bezpieczeństwa, gdy niektórzy ciągle nie wypełniają postanowień już obowiązujących, starych traktatów.
[b]Czy zaakceptowałby pan to, żeby elementem negocjacji o bezpieczeństwie z Rosją były amerykańskie elementy tarczy rakietowej w Polsce i Czechach?[/b]
Chcielibyśmy u nas amerykańskiej tarczy, uważam, że ona zwiększa bezpieczeństwo Europy i NATO. Rezygnacja z niej byłaby złym pomysłem. Tarcza nie jest wymierzona w Rosję, ale w dyskusjach stała się takim fetyszem.
[b]Wróćmy jeszcze do tematu przewodnictwa. Jaką widzi pan rolę dla Vaclava Klausa?[/b]
Jest prezydentem Republiki Czeskiej. I będzie nim przez okres przewodnictwa.
[b]Ale jaka jest jego rola w polityce zagranicznej[/b]?
Nie ma żadnych uprawnień wykonawczych, co oznacza, że to rząd tworzy i realizuje politykę zagraniczną.
[b]Czy będzie przewodniczył jakimś unijnym szczytom?[/b]
Nie wiem. Pewnie by mógł, ale dyskusja ciągle trwa.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA