fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Nie chcą bloków za oknami

Właściciele domów obawiają się, że kameralna okolica zamieni się w duże osiedle
Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Miasto zgodziło się, by obok domów jednorodzinnych stanęły kilkukondygnacyjne bloki – denerwują się mieszkańcy z ul. Mehoffera na warszwskiej Białołęce. Uważają, że przez takie sąsiedztwo spadnie wartość ich nieruchomości, nie mówiąc już o uciążliwościach z nim związanych
Miasto jednak broni swoich decyzji. – Wszystko jest zgodne z przepisami – zapewniają urzędnicy. Także deweloperzy, którzy chcą budować w rejonie ul. Mehoffera i Talarowej, uważają, że ich projekty nie burzą ładu okolicy. Według nich protesty właścicieli domów są bezzasadne. – Nie ma chyba inwestycji, której nikt nie oprotestowuje. To takie nasze polskie piekło – mówią zgodnie.
[srodtytul]Między nami sąsiadami[/srodtytul]
Ul. Mehoffera, róg ul. Talarowej. Zgodnie z warunkami zabudowy z lutego 2006 roku – wydanymi spółce JKJ Development – może tu powstać wielorodzinny budynek z garażem podziemnym. Maksymalna dopuszczalna wysokość to 25 metrów. Białołęccy urzędnicy zgodzili się na budowę w tym miejscu 67 mieszkań.
– Decyzja o warunkach stała się ostateczna 14 kwietnia 2006 roku – informuje Jerzy Leszczełowski, naczelnik Wydziału Architektury i Budownictwa w białołęckim urzędzie.
Tymczasem właściciele domów, którzy założyli stowarzyszenie, oceniają, że postawienie wielokondygnacyjnej zabudowy obok jednorodzinnych budynków jest naruszeniem ładu przestrzennego.
– Urzędnicy wydający decyzję o warunkach powołali się na zasadę dobrego sąsiedztwa. Szukali go jednak w promieniu 500 i tysiąca metrów od planowanej inwestycji, nie uznając za sąsiednie działek, które są położone najbliżej – mówi jedna z mieszkanek z ul. Mehoffera (nazwisko do wiadomości redakcji). – Zostały więc naruszone przepisy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym – dodaje.
W oparciu o warunki zabudowy 3 października tego roku deweloper, spółka Victoria Dom – następca prawny JKJ Development, dostał pozwolenie na budowę. Od tej decyzji do wojewody mazowieckiego odwołali się członkowie stowarzyszenia.
– Inwestor zgodnie z prawem jest zobowiązany dostosować się do istniejącego otoczenia – mówią skarżący. – Dookoła planowanej inwestycji są tylko wolno stojące domy jednorodzinne oraz niezabudowane zadrzewione tereny, w tym stare dęby. Inwestycja, na którą zgadza się miasto, spowoduje spadek wartości kilkudziesięciu domów w tym rejonie – oceniają.Ivetta Biały, rzecznik prasowy wojewody mazowieckiego, informuje, że odwołanie do Wydziału Infrastruktury urzędu wojewódzkiego wpłynęło 24 listopada.
– Wojewoda jako organ drugiej instancji wyda rozstrzygnięcie po analizie odwołania. Procedura taka zgodnie z k.p.a. trwa do 30 dni, a w przypadku spraw bardziej skomplikowanych do 60 – informuje Ivetta Biały.Jerzy Leszczełowski podaje zaś, że odległość planowanego budynku od domów w rejonie ulic Mehoffera – Talarowa – Pomorska – Majolikowa wynosi powyżej 180 metrów.
– Decyzja o warunkach zabudowy jest zgodna ze studium zagospodarowania przestrzennego oraz z projektem miejscowego planu osiedla Tarchomin, który jest w trakcie uchwalania – informuje naczelnik.
Właściciele domów zwracają jednak uwagę, że prace nad planem zagospodarowania trwają już od 2004 roku. – Ulica Mehoffera jest jedną z piękniejszych i bardziej prestiżowych ulic w dzielnicy. Mimo to prezydent uwzględnił uwagę dewelopera złożoną do projektu planu miejscowego dotyczącą ośmiokondygnacyjnego budynku – mówi jedna z właścicielek domów.
[srodtytul]Nie tylko mieszkania[/srodtytul]
Andrzej Korzeb, prezes spółki Victoria Dom, podkreśla tymczasem, że w świetle przepisów sprawa jest prosta i jednoznaczna – planowana inwestycja ma prawo tu powstać.
– Na każdym osiedlu są tak zwane dominanty. Nasz budynek jest zaprojektowany jako kaskadowiec o wysokości czterech i siedmiu kondygnacji. Z całą pewnością nie zburzy ładu przestrzennego. Nie jest to przecież drapacz chmur. Powierzchnia użytkowa (PUM) to tylko 3,3 tys. metrów kwadratowych – informuje prezes.
Dodaje, że jego firma poniosła wiele nakładów na przygotowanie inwestycji.– Tymczasem komuś się wydaje, że jak się gdzieś osiedli, to obok jego domu nie ma prawa nic już powstawać – mówi Andrzej Korzeb. – My mamy prawomocną decyzję o warunkach zabudowy, mamy pozwolenie na budowę, ale nie możemy budować, bo ktoś ma zamiar protestować dla samej zasady. I nikt nie myśli, że deweloper, który dopełnił wszelkich formalności, na takich sporach traci konkretne pieniądze. Sprzedaż mieszkań prowadzimy już od momentu złożenia wniosku o pozwolenie na budowę zgodne z prawomocnymi warunkami zabudowy, a każda zwłoka powoduje niedotrzymywanie terminów i bardzo wymierne straty finansowe z tym związane. Zamierzamy dochodzić odszkodowań od wszystkich, którzy doprowadzają do naszych strat – zapowiada.
Prezes Victorii podkreśla też, że na planowanej inwestycji skorzystaliby wszyscy okoliczni mieszkańcy. – Dzielnicy nie stać na infrastrukturę czy budowę ścieżek rowerowych. Zadania te przejmują deweloperzy. My jesteśmy gotowi ponieść takie koszty – zapewnia.
[srodtytul]Bliźniacza historia[/srodtytul]
W rejonie ulicy Mehoffera, przy ul. Projektowanej, mieszkania chce budować także inny deweloper – spółka BMI. Jak informuje Jerzy Leszczełowski, firma dostała warunki na dwa wielorodzinne budynki z garażem podziemnym. Obiekty mają mieć trzy i cztery kondygnacje.
Miasto wydało już spółce pozwolenie na budowę, ale nie jest ono ostateczne, bo odwołali się od niego właściciele pobliskich domów. Sprawa trafiła do wojewody. Ten zawiesił postępowanie do czasu wyjaśnienia przez sądy administracyjne.
– Najłatwiej jest postawić tezę: zły deweloper i uciśnieni przez niego mieszkańcy. Może jednak warto się zastanowić, że ci mieszkańcy protestują przeciwko absolutnie wszystkiemu, nie przebierając w środkach – mówi Danuta Domańska, prezes BMI.
Sprawa tego pozwolenia na budowę utknęła w Naczelnym Sądzie Administracyjnym.
– Trzeba postawić pytanie, dlaczego zarówno prezydent, jak i Samorządowe Kolegium Odwoławcze do najbliższego sąsiedztwa zaliczyło wielorodzinny budynek odległy o około 700 metrów, a za sąsiednie nie uznało domów stojących kilkanaście lub kilkadziesiąt metrów od planowanej inwestycji, – mówią tymczasem mieszkańcy.
masz problem, wyślij e-mail do autorki [mail=a.gawronska@rp.pl]a.gawronska@rp.pl[/mail]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA