fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Po co komu państwo?

Rzeczpospolita
- Myśl przewodnią neokonserwatywnej rewolucji w gospodarce chyba najlepiej oddaje znane powiedzenie Margaret Thatcher „Państwo nie jest rozwiązaniem, państwo jest problemem” – pisze prof. Jerzy Hausner
Tym bardziej zdumiewa obecne domaganie się przez firmy wsparcia ze strony państwa.
Dewiza premier Thatcher w praktyce oznaczała przyjęcie założenia, że z zasady rynki mają rację, bo rynki wiedzą lepiej. Dlatego musi zdumiewać krytycznego obserwatora takie hurtowe oddawanie się obecnie pod opiekę państwa i natarczywe domaganie publicznej ochrony i wsparcia ze strony tych, których wczorajsze credo to była ortodoksyjna wiara w nieomylność rynku. Dzisiaj gotowi byliby uznać, że to państwo wie lepiej i może więcej.
[srodtytul]Jaki rynek i jakie państwo?[/srodtytul]
Nie uważałem wcześniej, że rynek jest doskonałym i samosterownym mechanizmem, tak jak i teraz nie uważam, że państwo może rościć sobie tytuł do suwerenności w gospodarce, absolutnej racjonalności swych działań i prawo do samoistnego sterowania zachowaniami uczestników rynku. Za fundamentalny błąd uważam intelektualne miotanie się w poszukiwaniu idealnego rozwiązania między rynkiem i państwem. Podstawowe pytanie nie brzmi: „rynek czy państwo?” ani nawet: „ile rynku i ile państwa?”, ale: „jaki rynek i jakie państwo?”. Przy czym pozytywnej odpowiedzi nie da się w moim przekonaniu udzielić, jeśli pominiemy w naszych rozważaniach społeczeństwo i kulturę, i nie dostrzeżemy, że i rynek, i państwo działają poprzez licznych i różnych aktorów o zróżnicowanej wiedzy i interesach. Szczególnie teraz trzeba się poważnie zastanawiać, „po co i komu państwo jest potrzebne”.
[srodtytul]Wszyscy napędzamy kryzys[/srodtytul]
Aby się tym praktycznie zająć, zacznę od świeżego przykładu. Mam przed sobą pismo skierowane przed paroma tygodniami przez jedną ze spó-łek energetycznych do jednej z odlewni żeliwa. Dostawca wzywa odbiorcę energii elektrycznej do natychmiastowego podpisania nowej umowy. Nowa taryfa oznacza wzrost ceny o blisko 40 proc. Przy czym spółka energetyczna nie proponuje negocjacji, tylko stwierdza: jeśli nie podpisujecie nowej umowy, to jednocześnie wypowiadacie starą, a to oznacza zaprzestanie dostarczania energii elektrycznej następnego dnia. Odcinamy was i koniec. Dla tej konkretnej odlewni żeliwa oznacza to wzrost wydatków na energię elektryczną w 2009 r. o prawie 4 mln zł. To się przy tym dzieje w momencie, gdy rynek inwestycyjny siada i firma, aby nie upaść, musi obniżać koszty. Zdecydowała się już na zwolnienie 90 pracowników. Teraz, aby przyjąć narzucone jej warunki dostawy energii elektrycznej i utrzymać minimalną rentowność, musiałaby zwolnić dodatkowo jeszcze 100 osób. Liczby będą różne, ale ten sam problem dotyka wszystkich odbiorców energii elektrycznej w Polsce. A to stanie się jednym z poważnych impulsów recesyjnych i wzrostu bezrobocia. Sami nakręcamy sobie kryzys.
[srodtytul]Sami stworzyliśmy oligopole[/srodtytul]
To bardzo pouczająca sytuacja. Nie jest ona bezpośrednio spowodowana czynnikami zewnętrznymi, lecz krajowymi. Nie ma istotnego związku z globalnym kryzysem. Wiązanie jej z unijnym pakietem klimatycznym nie ma uzasadnienia, bowiem polski rząd zapowiedział, że się nie zgodzi na jego przyjęcie w proponowanym kształcie, no i tak czy owak jego wejście w życie będzie odłożone w czasie, co oznacza, że będzie okres dostosowawczy niezbędny na modernizację urządzeń.
[wyimek]Gdy teraz wszyscy tak chętnie udają się pod opiekę państwa, warto się zastanawiać nie tylko nad tym, czy to konieczne, ale także nad tym, jakie będą tego konsekwencje[/wyimek]
Zachowanie państwowych spółek energetycznych jest prostą konsekwencją tego, że uzyskały one oligopolistyczną pozycję na rynku i mogą narzucać odbiorcom, którzy nie mają praktycznie alternatywy, swoje warunki. To wynik przeprowadzonej przez rząd PiS pionowej konsolidacji w sektorze elektroenergetyki, czyli połączenia producentów i dostawców energii w jednorodne organizacje.
[srodtytul]Rynek też daje bezpieczeństwo[/srodtytul]
Ten problem zafundowało nam państwo, działając w przekonaniu, że w ten sposób zabezpiecza interes narodowy. To następstwo widzenia problemu bezpieczeństwa energetycznego wyłącznie w perspektywie narodowo-strategicznej, z zupełnym pominięcim perspektyw rynkowo-ekonomicznej i ekologicznej. Zamiast zdecydowanie wymusić restrukturyzację swoich przedsiębiorstw energetycznych, stopniowo je prywatyzować i równolegle uwalniać konkurencję na rynku energii, działając w ramach szerokiego europejskiego porozumienia, państwo zdecydowało o utworzeniu kilku potężnych publicznych faktycznych monopolistów. A ci, wykorzystując swoją dominację nad odbiorcami, wywindują cenę energii tak, że większość firm straci międzynarodową zdolność konkurencyjną. Spółki energetyczne zapewnią sobie bezpieczeństwo kosztem bezpieczeństwa wszystkich. Oczywiście za chwilę będziemy mieli spektakularną interwencję rządu oraz Urzędu Regulacji Energetyki. Skończy się nie na 35-proc., lecz na 20-proc. podwyżce. Na rok, a za rok będzie ta sama noworoczna zabawa.
[wyimek]Obecny kryzys ukształtuje nową geografię ekonomiczną. Pozycja Europy będzie w niej znacznie słabsza, jeśli przywrócona zostanie tradycja etatyzmu i narodowej autarkii[/wyimek]
Gdy teraz wszyscy tak chętnie udają się pod opiekę państwa, warto się zastanawiać nie tylko nad tym, czy to konieczne, ale także nad tym, jakie będą tego konsekwencje i jak powstrzymać wystąpienie skutków ubocznych, zwłaszcza długotrwałych. Przykład sektora elektroenergetycznego niech będzie ostrzeżeniem.
[srodtytul]Gospodarka bardziej narodowa[/srodtytul]
Gdy obserwujemy dramatyczny zwrot w myśleniu o państwie, to zwróćmy uwagę, że zwrot ten oznacza także gwałtowny przypływ myślenia o gospodarce w kategoriach narodowego interesu. Nie ma żadnego rządu globalnego i państwo, którego opieki i interwencji się poszukuje, to państwo narodowe. A ono, jeśli się zajmie gospodarką, to poprowadzi nas w stronę narodowego protekcjonizmu. A gdyby tak się miało stać, to globalny kryzys gospodarczy będzie jeszcze głębszy, długotrwały i bardziej bolesny.
[srodtytul]Starcie Brukseli z egoizmem[/srodtytul]
O wiele rozsądniejszą odpowiedzią, zamiast umacniania gospodarczych funkcji państwa narodowego, byłoby formowanie międzynarodowego mechanizmu regulacyjnego. I to będzie zasadniczy punkt testowy dla Unii Europejskiej. Czy potrafi ona zatrzymać pochód narodowego egoizmu, czy uda się jej utrzymać i rozwinąć jednolity wolny rynek wraz z niezbędną regulacyjną obudową, która nie krępuje i nie blokuje konkurencji, lecz zapewnia jej uczciwe reguły. Obecny kryzys ukształtuje nową globalną geografię ekonomiczną. Pozycja Europy będzie w niej znacznie słabsza, jeśli na naszym kontynencie przywrócona zostanie – choćby częściowo – tradycja etatyzmu i narodowej autarkii.
Dziś najważniejszym problemem wydaje się brak kredytu, ale prawdziwym problemem stanie się wkrótce rola państwa w gospodarce i instrumenty jej wypełniania. Czy i jak ratować przedsiębiorstwa? Czy wpompować pieniądze do gospodarki? Przed takimi dylematami staniemy już wkrótce. Generalna odpowiedź w moim przekonaniu nie powinna polegać na bezpośrednim wkraczaniu państwa w domenę gospodarki, na wyręczaniu i zastępowaniu przedsiębiorców i rynku, lecz na konsekwentnym dążeniu do udrożnienia kanałów obiegu gospodarczego. Tak więc zasadniczo nie dokapitalizowywanie prywatnych banków, ale zabieganie o obniżenie stóp procentowych. Wbrew nastrojowi rząd nie powinien się zasadniczo koncentrować na pobudzaniu koniunktury, ale na tworzeniu sprzyjających warunków do prowadzenia efektywnej działalności gospodarczej przez przedsiębiorców. Koniunktura, konkurencyjność i wzrost w ostateczności zależą od nich, a rządy nie potrafią i nie mogą ich zastąpić. Kto tego w porę nie zrozumie, znów będzie się uczył na własnych błędach.
[i]—Śródtytuły pochodzą od redakcji[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA