fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Własnym głosem o naszej historii

Odnoszę wrażenie, że autorom projektów muzeum II wojny światowej oraz Domu Historii Europy pomyliły się pojęcia. Twierdzą, że chcą wznieść muzea, ale w istocie chcą stworzyć „kolekcje” – pisze historyk IPN
Zamieszanie wokół „taśm prawdy” prezydenta Czech Vaclava Klausa odzwierciedla poziom stosunków między państwami starej Europy a jej nowymi członkami, w tym Polską i Czechami. Ponieważ jestem historykiem, ograniczę się do spraw szczególnie mi bliskich.
Trwa oto dyskusja na temat mającego powstać w Gdańsku muzeum II wojny światowej. Od kilku tygodni śledzimy polemikę dotyczącą planowanych ekspozycji i form ich prezentacji.
[srodtytul]O nas bez nas[/srodtytul]
Warto zwrócić na to uwagę, zwłaszcza w kontekście informacji z Brukseli, gdzie ma powstać Dom Historii Europy. Instytucja jest tworzona pod auspicjami Parlamentu Europejskiego. Tutaj również grono specjalistów opracowało dokument programowy. W muzeum tym ani polski Okrągły Stół, ani Armia Krajowa nie zasługują na upamiętnienie – przynajmniej taki wniosek można sformułować po lekturze dokumentu (choć po fali krytyki z Warszawy władze europarlamentu nie wykluczają poprawek i uzupełnień). Koniec komunizmu nie został przyczynowo-skutkowo powiązany z rolą, jaką odegrała „Solidarność” w Polsce i w całym bloku wschodnim w latach 80. XX w., pozostano przy dominującej na Zachodzie tezie, iż to upadek muru berlińskiego zapoczątkował koniec komunizmu.
[srodtytul]Muzeum czy kolekcja[/srodtytul]
Każdy, kto za publiczne pieniądze, obojętne, czy z budżetu państwa czy z grantów Unii Europejskiej, chce zorganizować nowe muzeum, winien sobie wziąć do serca rozważania Zenona Przesmyckiego (pseudonim literacki „Miriam”), który – by nie mylić „muzeum” z „kolekcją” – podał następujące definicje: „Muzeum jest publiczne, wspólne, otwarte, obiektywne, w zamyśle – edukacyjne. Konstruując zbiór muzealny, nie można sobie pozwolić na zbyt daleko posunięty subiektywizm ocen. Nie można włączać dzieł drugorzędnych, trzeba natomiast bezwzględnie zadbać o najwyższy poziom i reprezentatywność.
Kolekcja wygląda inaczej. Jej największymi walorami są: „indywidualny (…) smak estetyczny właściciela, prywatność, subiektywizm, a nawet pewna kontrowersyjność”.
Odnoszę wrażenie, że organizatorom i autorom projektów programowych muzeum II wojny światowej panom Pawłowi Machcewiczowi oraz Piotrowi Majewskiemu, a także Domu Historii Europy pomyliły się pojęcia. Twierdzą , że chcą wznieść w Brukseli i w Gdańsku muzea, i tak też promują swoje pomysły, ale w istocie chcą stworzyć kolekcje. Gdyby były one finansowane z ich prywatnych pieniędzy, nie byłoby problemu, lecz jeżeli z pieniędzy podatników, musi to budzić sprzeciw.
[srodtytul]Jak uniknąć chaosu[/srodtytul]
Warto przypomnieć wszystkim tym, którzy uważają, że polska historia, zwłaszcza martyrologia narodu polskiego i chwała polskiego oręża, może być mało atrakcyjna dla współczesnego odbiorcy, a tym bardziej tego z zagranicy, o fenomenie szwedzkiej grupy Sabaton, której piosenkę „40:1” ku czci… polskich żołnierzy września 1939 r. (720 polskich żołnierzy dowodzonych przez kapitana Władysława Raginisa przez cztery dni opierało się 42 tysiącom Niemców – na jednego Polaka przypadało tytułowych 40 żołnierzy Wehrmachtu) z YouTube ściągnęło już 1,5 mln osób.
Obawiam się, że w przypadku projektu panów Machcewicza i Majewskiego jego przekaz poznawczy i ideowo-wychowawczy, tak ważny w edukacji młodzieży, która zapewne w pierwszej kolejności będzie odwiedzać muzeum, może okazać się zbyt mało wyrazisty. Powstanie patchwork, który wizualnie będzie się dobrze prezentować, za to w jego treści może zapanować chaos.
„Ubocznym produktem” przy tematycznym podejściu do historii są powtórzenia. Przykładowo problematyka obozowa będzie się pojawiać w salach o wypędzeniach, jeńcach wojennych, ruchu oporu czy Holokauście. Równocześnie może dojść do niebezpiecznego procesu zrównywania ofiar: obok polskich uchodźców pojawiają się niemieccy, a obok zbombardowanego Wielunia (polska Guernica), Warszawy i Londynu – Berlin, K0lonia czy Drezno. Nie jestem pewny, czy środowiska kombatanckie w Polsce i w Wielkiej Brytanii oraz ich rodziny byłyby zachwycone takim sposobem narracji.
Niedawna wpadka „Die Welt” z „polskim obozem koncentracyjnym na Majdanku”, przemilczenia informacji dotyczących powstania warszawskiego i Polskiego Państwa Podziemnego w pierwszym polsko-niemieckim podręczniku do historii najnowszej „Zrozumieć historię – kształtować przyszłość” oraz opisane projekty muzealne nie napawają optymizmem.
Cztery lata od wejścia Polski do Unii nadal jesteśmy traktowani przez spadkobierców państwa Franków Karola Wielkiego (Francję i Niemcy) jak petenci, zdani na dobrą wolę przymierza niemiecko-francuskiego.Przyznam szczerze, że rola pieska Nippera (znanego miłośnikom muzyki z płyt winylowych wytwórni fonograficznej EMI) wsłuchanego w jednostajny głos płynący z Brukseli niezbyt mi się podoba.
[i]Autor jest doktorem historii, pracuje w Biurze Edukacji Publicznej IPN. Autor publikacji „Obozy pracy w Polsce 1944 – 1950. Przewodnik encyklopedyczny” (2002); „Konzentrationslager Warschau. Historia i następstwa” (2007).[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA