fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

MON nie wie, ilu chce żołnierzy

Program rozwoju sił zbrojnych, w którym zapisano liczbę żołnierzy armii zawodowej, został już przygotowany przez Sztab Generalny. Teraz czeka na podpis ministra obrony Bogdana Klicha (na zdjęciu podczas ćwiczeń Anakonda 2008 w Ustce)
AFP
Armia zawodowa. Najnowsza propozycja: 110 tysięcy w służbie czynnej i 10 tysięcy rezerwistów – dowiedziała się "Rz"
Dotarliśmy do treści pisma, jakie minister obrony Bogdan Klich wysłał do prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wynika z niego, że według wyliczeń MON Polskę stać na utrzymanie 110 tys. żołnierzy zawodowych w służbie czynnej i 10 tys. żołnierzy Narodowych Sił Rezerwy. Oznacza to, że resort obrony już trzeci raz w tym roku zmienia zdanie na temat liczebności zawodowego wojska.
Początkowo według planów MON Polska miała mieć profesjonalną armię zawodową już za rok. W lecie zdecydowano, że powstanie ona dopiero pod koniec 2010 r. Zmieniła się jednak nie tylko data, ale też jej liczebność. Na początku roku minister Klich oświadczył, że armia ma liczyć 150 tys. żołnierzy: 120 tys. w służbie czynnej i 30 tys. w rezerwie. W sierpniu premier Donald Tusk zapowiedział, że armia ma liczyć 120 tys. żołnierzy: 90 tys. służby czynnej i 30 tys. w siłach rezerwowych.
Teraz pojawiły się kolejne dane, do których dotarła "Rz". Od kilku miesięcy Sztab Generalny pracował nad przygotowaniem programu rozwoju sił zbrojnych. Dokument ma być przedstawiony za kilka dni. Z naszych informacji wynika, że propozycje Sztabu co do liczebności zawodowego wojska pokrywają się z tymi, które MON przedstawiło prezydentowi.
Wojsko nie chce komentować informacji "Rz". Ale, jak przyznaje rzecznik MON Robert Rochowicz, zarówno dla budżetu, jak i obronności państwa armia zawodowa licząca 110 tys. żołnierzy w służbie czynnej i 10 tys. rezerwistów to rozwiązane optymalne.
– Na temat szczegółów programu nie mogę się jednak wypowiadać do momentu jego podpisania przez ministra – zastrzega Rochowicz.
Podobną odpowiedź usłyszeliśmy w Sztabie Generalnym. – Program rozwoju sił zbrojnych trafił już do ministerstwa, nie został jednak jeszcze zatwierdzony. Dopóki tak się nie stanie, nie komentujemy sprawy – stwierdził ppłk Tomasz Mazurek z biura prasowego Sztabu Generalnego.
Jednak były szef MON Aleksander Szczygło (PiS), wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Obrony Narodowej, nie wierzy, że ostatnio podawane oficjalne dane o liczebności planowanej armii są ostateczne. – Co chwila mamy nowe wielkości. Liczba żołnierzy w armii zawodowej planowanej przez ministra Klicha zmienia się jak w kalejdoskopie. Dlatego za jakiś czas spodziewam się następnego komunikatu resortu obrony w tej sprawie – twierdzi Szczygło.
Zdaniem szefa Sejmowej Komisji Obrony Narodowej Janusza Zemke (Lewica) ostatnie informacje na temat planowanej liczebności armii zawodowej świadczą o tym, że MON nie ma jasnej koncepcji budowy Narodowych Sił Rezerwy. – Proponowana liczba rezerwistów, 10 tys., to znacznie mniej, niż zakładano wcześniej. Taka zmiana może świadczyć o tym, że resort zdał sobie sprawę, jak dużych środków i pracy legislacyjnej wymaga budowa licznych Narodowych Sił Rezerwy – dodaje były wiceminister obrony.
Teraz polskie wojsko liczy 128 tys. żołnierzy, z czego 80 tysięcy zawodowych i nadterminowych. Jeśli ustalone przez "Rz" plany MON wejdą w życie, w ciągu dwóch lat trzeba będzie pozyskać 30 tys. ochotników. Czy to się uda? – Kiedy osłabia się kondycja gospodarki, gwałtownie rośnie chęć pracy na tzw. państwowym. Zakładam więc, że chętnych do pracy w armii będzie sporo. Problem polega jednak na tym, że równocześnie może się zmniejszyć budżet resortu obrony – uważa Zemke.
[ramka][link=http://blog.rp.pl/gabryel/2008/12/11/czy-ktos-dowodzi-polska-armia/]Przeczytaj i skomentuj wpis na blogu Piotra Gabryela[/link][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA