fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lokaty i inwestycje

Dobre również na trudne czasy

Rzeczpospolita, Piotr Cegłowski PC Piotr Cegłowski
Rozmowa: Grzegorz Pędras, prezes Secus Asset Management
[b]Rz: Akcje pracownicze jako formę inwestycji rekomenduje pan od wielu lat.[/b]
Grzegorz Pędras: Temat ten zainteresował mnie na samym początku kariery zawodowej, gdy w 1997 r. uzyskałem licencję maklera i pracowałem w Beskidzkim Domu Maklerskim. Trwał wówczas boom związany z Programem Powszechnej Prywatyzacji. Niestety, ta wielka przygoda mnie, początkującego maklera, ominęła. Brałem natomiast czynny udział w pozyskiwaniu inwestorów, którzy zdecydowali się kupić akcje Petrochemii Płockiej; po połączeniu z CPN spółka ta zamieniła się w Orlen. W tamtym okresie inwestorzy oprócz akcji płockiej firmy nabywali również akcje pracownicze KGHM, na których można było zarobić nawet 500 proc.
[b]Nic więc dziwnego, że postawił pan na takie właśnie inwestycje.[/b]
Zakładając w 2004 r. Secusa wspólnie z dwoma kolegami, zdecydowaliśmy się skupić na inwestycjach na rynku niepublicznym. Od początku interesowały nas nie tylko akcje spółek Skarbu Państwa, takich jak chociażby PZU, ale również inwestycje w małe i średnie przedsiębiorstwa, które w trzy – pięcioletniej perspektywie miały szansę na debiut giełdowy i znaczny wzrost wartości.
[b]W jaki sposób Secus pozyskiwał akcje?[/b]
Obecnie Secus jest rozpoznawany jako instytucja finansowa specjalizująca się w inwestycjach na rynku niepublicznym. Wieloletnie doświadczenie na tym rynku pozwoliło nam wypracować standardy w zakresie nabywania akcji pracowniczych. Papiery kupujemy od zaufanych współpracowników. Działają oni często niestandardowo. Wielokrotnie byli opisywani „łowcy akcji” stojący pod bramami przedsiębiorstw. Zwykle wygląda to bardziej prozaicznie. O ile wiem, nasi współpracownicy najczęściej korzystają np. z ogłoszeń w gazetach zakładowych i lokalnych. Pracownicy mający akcje chętnie je odsprzedają, bo nie chcą czekać na pieniądze do debiutu giełdowego. Decyzje o sprzedaży częściej podejmują szeregowi pracownicy. Kierownicy i menedżerowie wyższego szczebla bardzo rzadko wyzbywają się akcji. Zdarzyło się, że obsługiwaliśmy dwóch członków zarządu spółki, którzy odkupili znaczny pakiet akcji kierowanego przez siebie przedsiębiorstwa.
[b]Czy to prawda, że na akcjach pracowniczych nie sposób stracić?[/b]
Tylko raz miałem poważne obawy. Jedna z firm energetycznych zaskoczyła inwestorów, gdy po wejściu na parkiet stała się bohaterką afery. Warta grube miliony hałda węgla, która miała należeć do firmy, zniknęła w dziwnych okolicznościach. Akcje spadły prawie o połowę. Na szczęście kupowaliśmy je z 50-proc. dyskontem, więc i tak się udało uzyskać około 5-proc. stopę zwrotu.
[b]Pańska recepta na trudne czasy?[/b]
Akcje pracownicze. Dzisiaj bardzo atrakcyjne wydają się akcje dużych przedsiębiorstw z branży energetycznej. Ich ceny są bardzo korzystne dla kupujących. Liczne przykłady z całego świata pokazują, że sektor energetyczny nawet w okresie kryzysu zachowuje dużą stabilność.
[b]A wrześniowe przeceny spółek energetycznych na giełdzie?[/b]
Nie demonizowałbym tego problemu. Akcje tych spółek były łatwe do zbycia. Inwestorzy na gwałt poszukujący płynności decydowali się na ich sprzedaż, więc doszło do naturalnych obniżek kursów.
rozmawiał Piotr Cegłowski
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA