fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Innowacje i konkurencyjność

Kryzys pojawia się w dobrym momencie, bo już od pewnego czasu obserwujemy w polskiej gospodarce kurczący się wzrost wydajności. Przy rosnących płacach prowadziło to do wzrostu jednostkowych kosztów pracy i spadku konkurencyjności. Najwyższy czas, by przerobić jeszcze jedną lekcję restrukturyzacji. Są nią innowacje - pisze dr Henryka Bochniarz, prezydent Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan
Spowolnienie gospodarcze jest doskonałą okazją do wzmożonego wysiłku restrukturyzacyjnego firm, które będą mogły wykorzystać większą konkurencyjność, kiedy poprawi się koniunktura. W okresie słabszego popytu utracone potencjalne korzyści na skutek przestojów lub wręcz wyłączenia części zakładu z bieżącej działalności są niewielkie. Najlepszym lekarstwem na kryzys są właśnie innowacje, pozwalające podnieść konkurencyjność poprzez wzrost produktywności lub poprawę jakościowej struktury produktu.
[srodtytul]Efekt pierwszej fali[/srodtytul]
Pierwsza fala restrukturyzacji w Polsce nastąpiła po upadku systemu socjalistycznego i polegała na kompletnej reorientacji przedsiębiorstw na rynek przy wykorzystaniu stosunkowo prostych rezerw. Nastąpiła wówczas eksplozja polskiego eksportu dzięki szybkiej poprawie konkurencyjności. Drugi etap restrukturyzacji pojawił się po spowolnieniu z przełomu wieku i tuż przed przystąpieniem do UE. Polegał na przyspieszonej redukcji zatrudnienia i wzroście wydajności pracy przy malejącym jednostkowym koszcie pracy. Wkrótce jednak trendy się odwróciły i tempo wzrostu wydajności osłabło, a płace ruszyły w górę. Wyczerpały się proste rezerwy, a teraz, gdy po przystąpieniu do Unii coraz trudniej hamować konwergencję płac, jedyną szansą na poprawę konkurencyjności i utrzymanie wysokiej rentowności są innowacje. Dobrze się też składa, że w programie unijnej pomocy strukturalnej na innowacyjną gospodarkę przeznaczono prawie 10 mld euro. Jeżeli banki sparaliżowane światowym kryzysem nie zawiodą, to właśnie unijne środki mogą wspomóc inwestycyjną i innowacyjną aktywność przedsiębiorstw, kiedy te najbardziej takiej pomocy potrzebują.
[srodtytul]Lek na spadek konkurencyjności[/srodtytul]
Wydaje się, że mamy najlepszy moment, by wzrost konkurencyjności sektora przedsiębiorstw oprzeć na innowacjach. Można ją poprawiać przez prostą redukcję kosztów, a jeszcze szybciej przez deprecjację czy dewaluację waluty, ale tutaj pole manewru jest coraz bardziej ograniczone z powodu zalewu tanich chińskich produktów czy też wobec perspektywy usztywnienia kursu w poprzedzającym przyjęcie euro systemie ERM2. Poza tym największe przewagi konkurencyjne w światowym handlu mają nie ci, którzy produkują najtaniej, ale ci, którzy produkują najlepiej, w sensie jakości i technologii. Wraz z upowszechnieniem się procesów produkcyjnych opartych na wiedzy coraz większego znaczenia nabiera konkurencja pozacenowa właśnie w sferze jakościowej i technologicznej.
[srodtytul]Przeciętna Polska[/srodtytul]
Badania krajów o największych sukcesach w doganianiu gospodarek krajów rozwiniętych pokazują, że to innowacje napędzają konkurencyjność. W Japonii w okresie cudu gospodarczego w latach 60. i 70. aż 70 proc. przyrostu konkurencyjności tej gospodarki na rynkach światowych wynikało z akumulacji własnych zdolności technologicznych i innowacji, 20 proc. z transferu i imitacji technologii zagranicznych, a tylko 1 proc. ze zmiany jednostkowych kosztów pracy. Na tym tle sytuacja gospodarki polskiej wydaje się niepokojąca. Przy bardzo niskich nakładach na badania, mizernej aktywności patentowej czy udziale zaawansowanych technologii w produkcji i eksporcie ciągle na niskim poziomie pozostają także wydatki innowacyjne przedsiębiorstw.
Wskaźnik intensywności innowacyjnej (nakłady na innowacje w sektorze przedsiębiorstw w relacji do produkcji sprzedanej), który pod koniec ub. dekady osiągnął maksymalny poziom od początku transformacji – 3,6 proc., a w okresie spowolnienia odnotował spadek do 2,5 proc., potem niewielki wzrost przez przystąpieniem do Unii do 2,75 proc., od kilku lat systematycznie maleje. Ta niepokojąca tendencja zbiega się ze spadkiem dynamiki wzrostu produktywności w ostatnich dwóch latach.
O ile w warunkach Polski jako kraju doganiającego najbardziej rozwinięte kraje świata własne nakłady badawcze nie mają bezpośredniego przełożenia na wyniki produkcyjne i konkurencyjność przedsiębiorstw, o tyle taki związek z nakładami na innowacje wyraźnie istnieje. Można powiedzieć, że kraj opóźniony w rozwoju technologicznym, imitujący technologie wynalezione za granicą, korzysta w większym stopniu z efektów nakładów na badania poniesione za granicą niż w kraju. Tyle że innowacja i wynalazek to nie to samo. Nikt za nas nie wdroży wynalazków, ani tych skopiowanych za granicą, ani tym bardziej własnych. Innowacja w odróżnieniu od wynalazku polega nie tyle na tworzeniu, ile na praktycznym wykorzystaniu nowej wiedzy, i jest głównie domeną firm. Bez kluczowej roli przedsiębiorcy same nakłady na badania nie będą podnosiły konkurencyjności. Stąd tak ważne w obecnej fazie rozwoju wydaje się pobudzenie innowacyjnej aktywności firm. W sytuacji, gdy wyczerpały się już proste rezerwy, a konwergencja płac pozbawia nas przewagi taniej siły roboczej, od innowacyjności zależy nie tylko wzrost konkurencyjności gospodarki, ale także bezpośrednie korzyści płynące z krajowych nakładów na badania.
dr Henryka Bochniarz, prezydent Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA