fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Człowiek Bondaryka w finansach

Andrzej Parafianowicz pracował razem z Krzysztofem Bondarykiem w Polskiej Telefonii Cyfrowej. Obaj mieli kontrakty menedżerskie. Już po objęciu państwowych urzędów otrzymali z poprzedniego miejsca pracy pieniądze z tytułu tzw. zakazu konkurencji
East News/SE
Wiceminister Andrzej Parafianowicz. Zdaniem niektórych swoją pozycję zawdzięcza znajomości z szefem ABW.
Małomówny, chłodny, chroniący swoją prywatność, fachowiec od walki z praniem brudnych pieniędzy – tak w kilku słowach znajomi 45-letniego Andrzeja Parafianowicza charakteryzują tego jednego z najbardziej wpływowych ludzi w Polsce nadzorującego walkę z przestępczością finansową.
Jako wiceminister finansów, generalny inspektor informacji finansowej, generalny inspektor kontroli skarbowej i pełnomocnik rządu ds. nieprawidłowości finansowych na szkodę Polski i Unii Europejskiej Parafianowicz ma dostęp do wszystkich baz danych o obywatelach i podmiotach gospodarczych w kraju. Decyduje o działaniach m.in. wywiadu skarbowego i kontroli skarbowej. Może wnioskować o prześwietlenie finansów dowolnego obywatela, ma też obowiązek zawiadomić organy ścigania o każdym budzącym wątpliwości przepływie finansowym czy zrealizowanej transakcji. „Rz” sprawdziła, kim jest człowiek, który dba o bezpieczeństwo polskiego sektora finansowego.
[wyimek]Parafianowicz po objęciu funkcji w resorcie na niektóre kierownicze stanowiska mianował funkcjonariuszy ABW[/wyimek]
[srodtytul]Zaufany Bondaryka[/srodtytul]
Andrzej Parafianowicz urodził się 25 października 1963 roku, jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz podyplomowych studiów bankowości i finansów w Szkole Głównej Handlowej. Ma żonę i dwójkę dzieci.
Jego kariera rozpoczęła się w 1998 r. dzięki Krzysztofowi Bondarykowi, ówczesnemu wiceministrowi spraw wewnętrznych, dziś kierującemu Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Wcześniej pracował m.in. w Generalnym Inspektoracie Nadzoru Bankowego Narodowego Banku Polskiego.
Właśnie Bondaryk postanowił ściągnąć 35-letniego Parafianowicza do współpracy przy tworzeniu Krajowego Centrum Informacji Kryminalnej. KCIK miał koordynować pracę wszystkich służb zwalczających przestępczość zorganizowaną. Tu miały wpływać informacje operacyjne Urzędu Ochrony Państwa, Wojskowych Służb Informacyjnych, Straży Granicznej, policji oraz pochodzące od organów finansowych i skarbowych. – To był świetny pomysł, ale Bondaryka zaczęto krytykować, że tworząc KCIK, chce uzyskać nieograniczony dostęp do informacji o działaniach służb. Sejm zresztą się nie zgodzi, aby to centrum koordynowało działania służb – mówi jeden z ówczesnych wysokich oficerów UOP. Podkreśla, że w tym czasie Parafianowicz należał do najbardziej zaufanych współpracowników Bondaryka. Gdy więc ten stracił funkcję wiceministra, z resortu odszedł także Parafianowicz.
[srodtytul]Małomówny fachowiec[/srodtytul]
– Andrzeja Parafianowicza poznałem w resorcie spraw wewnętrznych. Pracował wtedy również jako ekspert rady ds. informacji finansowej przy Ministerstwie Finansów, której przewodniczyłem jako główny inspektor informacji finansowej – mówi „Rz” Ireneusz Wilk, były główny inspektor informacji finansowej, dziś wzięty prawnik, reprezentujący m.in. rodzinę Włodzimierza Olewnika, którego syn został uprowadzony, a następnie zamordowany. – Relacje z Parafianowiczem układały się bardzo dobrze. Wprawdzie jest osobą zamkniętą, ale jeśli chodzi o walkę z praniem brudnych pieniędzy to fachowiec – podkreśla Wilk.
Kompetencje Parafianowicza dostrzegli w 2001 r. szefowie Banku Handlowego, którzy chcieli wdrożyć w firmie program przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy.
– Gdy Bank Handlowy przejęli Amerykanie [Citigroup – red.], do walki z praniem brudnych pieniędzy zaczęto przywiązywać wielką wagę. Szukano fachowca, który mógłby się tym zająć – mówi „Rz” Cezary Stypułkowski, były prezes Banku Handlowego, potem prezes PZU. – Dobrze mi się z nim współpracowało, bo wydawał się dość sprawny.
Zgodnie z procedurami wprowadzonymi przez Parafianowicza co kwartał sprawdzano, czy ważni politycy i menedżerowie spółek Skarbu Państwa nie wykorzystują swoich kont do prania brudnych pieniędzy. Powód? Osoby pełniące funkcje publiczne to klienci wysokiego ryzyka – uznał BH.
[srodtytul]Koledzy z Ery[/srodtytul]
Parafianowicz zasiadał też w radzie nadzorczej Mostostalu Zabrze, którego akcje ma do dziś. Krótko był także zatrudniony na dyrektorskich stanowiskach w spółce córce Polskiej Grupy Energetycznej – PGE Górnictwo i Energetyka, zarządzającej kilkoma dużymi polskimi elektrowniami.
Z kolei w Polskiej Telefonii Cyfrowej (operatorze Era GSM) po raz kolejny skrzyżowały się drogi Parafianowicza i Bondaryka. Obaj mieli kontrakty menedżerskie na kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie. Bondaryk był szefem pionu bezpieczeństwa, a Parafianowicz szefem kadr. – W praktyce mieli ogromny wpływ na to, co się działo w firmie – mówi biznesmen związany z branżą telekomunikacyjną. Jak ich ocenia zarząd PTC? – Nie udzielamy informacji o byłych i obecnych pracownikach – usłyszeliśmy w biurze prasowym firmy.
Gdy PO wygrała wybory, wiadomo było, że Bondaryk zostanie szefem ABW. Szybko się okazało, że do rządu Donalda Tuska trafi również Parafianowicz. – W dużej mierze swoją dzisiejszą pozycję zawdzięcza rekomendacji Bondaryka – mówi jeden z wpływowych polityków PO. – Plan był taki, aby współpraca między ABW a służbami finansowymi i skarbowymi przebiegała bez zarzutu.
[srodtytul]Konflikt interesów?[/srodtytul]
Obejmując urzędy państwowe, Bondaryk i Parafianowicz musieli zrezygnować z pracy w PTC. Ale zgodnie z umową przysługiwały im pieniądze z tytułu tzw. zakazu konkurencji. Zaczęły w ratach wpływać na ich konta, gdy pełnili już swoje funkcje. Sprawa wywołała kontrowersje. Bondaryk miał otrzymać ok. 500 tys. zł, a Parafianowicz nie mniej niż 300 tys. zł. Politycy PiS twierdzą, że to konflikt interesów. Kilka dni temu zwrócili się do premiera o zbadanie sprawy. Zapowiedzieli też, że zajmie się tym sejmowa speckomisja.
– Parafianowicz mimo niewyobrażalnych kompetencji jest poza kontrolą którejkolwiek z sejmowych komisji.
W przypadku takiego konfliktu interesów należy się zastanowić, czy nie powinien zrezygnować ze stanowiska – mówi Zbigniew Wassermann, były koordynator ds. służb specjalnych, poseł PiS. Sam Parafianowicz w rozmowie z „Rz” przekonywał, że o konflikcie interesów nie ma mowy.
[srodtytul]Dobre relacje z ABW[/srodtytul]
Tu po objęciu funkcji wiceministra Parafianowicz zaczął wymieniać szefów departamentów, na niektóre stanowiska mianując funkcjonariuszy ABW. Zastrzegający anonimowość jeden z urzędników resortu przyznaje, że niemal każdą decyzję personalną Parafianowicz konsultował z Bondarykiem. – Rozmawiają przynajmniej kilka razy dziennie. Zaczęliśmy nawet go nazywać „cichociemny z Rakowieckiej” – opowiada nasz rozmówca. Parafianowicz przyznaje, że z Bondarykiem zna się od wielu lat, ale nie są przyjaciółmi. Jednak potwierdził, że sprawując urząd, utrzymuje kontakty z szefem ABW. – Zwracałem się do niego jako do szefa ABW o wyznaczenie osób, które nadawałyby się do pracy w resorcie – mówi wiceminister.
Kontrowersje wzbudził też rozważany przez Parafianowicza plan przeniesienia centrum przetwarzania danych Ministerstwa Finansów z Radomia do Emowa pod Warszawą, gdzie miałoby sąsiadować z ośrodkiem szkoleniowym ABW. W mediach pojawia się informacja, że w ten sposób funkcjonariusze agencji będą mieli niekontrolowany dostęp do informacji o obywatelach RP.
– To bzdury – mówi Parafianowicz. – Rozpatrywaliśmy tylko propozycję.Dodaje, że po sprawdzeniu warunków oferty ABW nie zaakceptowano jej. – I stało się to, zanim pojawiły się publikacje na ten temat – podkreśla wiceminister. – Ale nawet gdybyśmy ją przyjęli, serwery byłyby odpowiednio zabezpieczone i funkcjonowałyby w sposób zupełnie odizolowany i niezależny od działalności ośrodka szkoleniowego – tłumaczy Parafianowicz.
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=p.nisztor@rp.pl]p.nisztor@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA